logo

beletrystyka

Klątwa Alfy

Klątwa Alfy

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 6
Autor: Aeliana Thorne
29 gru 2025
Punkt widzenia Sheili Gdy rozejrzałam się po pustych korytarzach prowadzących na zewnątrz zamku, nie dostrzegłam tam ani jednej żywej duszy. Serce łomotało mi w piersi, gdy przyspieszyłam kroku. Czułam obecność podążającą moim śladem, zbliżającą się coraz bardziej. Strach ścisnął moje serce. Gwałtownie się obróciłam i ku mojemu zaskoczeniu, nikogo za mną nie było. Odwróciłam się z powrotem i natychmiast moje błękitne kryształy padły na postać stojącą przede mną. — Kim jesteś? — zapytałam, przykładając dłoń do piersi. Naprawdę nie wiedziałam, o czym myślałam ani dlaczego nagle tak bardzo się przeraziłam, ale przysięgam, że jeszcze sekundę temu czułam, jakby ktoś mnie śledził. — Najmocniej przepraszam, że cię przestraszyłam — kobieta odezwała się łagodnie, gdy jej się przyglądałam. Wyglądała nieznajomo. Nie zauważyłam jej podczas ceremonii, a przecież rzucałaby się w oczy. Wyglądała na starszą, może po trzydziestce, ubrana w szarawą suknię i czarną pelerynę narzuconą na ciało, spod której na bok opadały jej hebanowe włosy. — Widziałam, jak wychodzisz z sali, i po prostu chciałam ci pogratulować. — Uśmiechnęła się do mnie słodko. Zdołałam wymusić uśmiech. Powiedziałam szczerze: — Dziękuję. Ale kim jesteś? Uśmiech na jej ustach się pogłębił. — Jestem Valerie. — Wyciągnęła do mnie rękę, którą uścisnęłam, zauważając czarny tatuaż wyróżniający się na jej nadgarstku. Był to nietypowy wzór, przypominający bardziej symbol runiczny. — Jestem Sheila — powiedziałam, a ona skinęła głową ze zrozumieniem i uśmiechem, co sprawiło, że zachichotałam. — A ty już to wiesz. Miło cię poznać, Valerie — dodałam, natychmiast nabierając do niej sympatii. To zabawne, jak ta noc staje się coraz dziwniejsza. — Cała przyjemność po mojej stronie, Luno. Moje oczy spoczęły na tatuażu na jej nadgarstku. Przez głowę przemknęła mi pewna myśl. Rozchyliłam wargi, by się odezwać, ale rozległ się donośny głos Brielle. — O rany, Sheilo. Szukałam cię wszędzie. Jeśli Alfa dowie się, że wyszłaś z zamku, to będzie mój koniec. — Podbiegła do nas. Nie mogłam powstrzymać się od przewrócenia oczami. Założyłabym się, że tego dupka gówno obchodzi, czy opuściłam zamek, czy nie. — Bardzo potrzebowałam powietrza — powiedziałam Brielle, gdy zatrzymała się obok mnie. — Valerie — rzekła Brielle, przechylając lekko głowę w stronę kobiety. — Przepraszam, ale musimy wracać na przyjęcie. Valerie skinęła głową. — Rozumiem. Spotkamy się ponownie, Luno. — Po tych słowach zostawiłyśmy ją i wróciłyśmy do sali. Resztę godzin przyjęcia spędziłam, kompletnie się nudząc. Goście należeli do typu ludzi, którzy lubią bawić się do świtu. Killian ani razu nie wrócił na imprezę. Starałam się nie przejmować, ale nie mogłam pozbyć się obrazu Killiana w łóżku ze swoją kochanką. Starszyzna dawno opuściła przyjęcie, podobnie jak niektórzy goście z zamku. Westchnęłam, przyklejając kolejny sztuczny uśmiech, żegnając się z kilkoma Alfami, po czym Brielle i ja wyszłyśmy z sali, kierując się do mojej komnaty. Nie mogłam powstrzymać się od rozmyślań o wydarzeniach dzisiejszego wieczoru. Przypomniały mi się te głębokie, orzechowe oczy nieznajomego, Kaisera Blacka. Nie wydawał się złym człowiekiem, mimo że było jasne jak słońce, iż on i Killian mają jakąś wspólną przeszłość. Stałam się ciekawa. Zbyt ciekawa. Zwróciłam się do Brielle, która szła obok, odprowadzając mnie do komnaty. — Kim był ten mężczyzna? Brielle zmarszczyła brwi pytająco. — Kaiser Black. — W chwili, gdy wycedziłam jego imię, Brielle zesztywniała. Jej oczy wystrzeliły w górę, patrząc na mnie. Odwróciła wzrok i powiedziała: — To Alfa Watahy Czarnej Krwi. — Obydwaj wydawali się na siebie wściekli... — Zanim zdążyłam dokończyć, Brielle zatrzymała się, odwracając się do mnie. Wyglądała na zdenerwowaną. — To po prostu dlatego, że Wataha Czarnej Krwi jest wrogą watahą — odpowiedziała szybko, zanim ruszyłyśmy dalej. Było coś, czego nie mówiła. W głębi duszy to wiedziałam, ale nie naciskałam, więc postanowiłam zmienić temat i porozmawiałyśmy o czymś innym. Gdy tylko Brielle zostawiła mnie przed moją komnatą, weszłam do środka i ku mojemu zaskoczeniu, moim oczom ukazały się płonące bursztynowe oczy Killiana. Był w moim pokoju, siedząc na skraju łóżka. Wyglądało na to, że na mnie czekał. Wpatrywał się we mnie gniewnie, a ja nie mogłam zrozumieć dlaczego. Jego przenikliwe spojrzenie zdawało się widzieć mnie na wylot. Bardziej niż kiedykolwiek pragnęłam się ukryć. Odwróciłam wzrok od jego jadowitego spojrzenia, podchodząc do toaletki po prawej stronie, gdzie wyjęłam spinki, które utrzymywały moje włosy w idealnym koku. Moje długie brązowe włosy natychmiast opadły na ramiona. — Jak się czujesz? — groźny głos Killiana odbił się echem od ścian. Odwróciłam się do niego, marszcząc brwi jeszcze mocniej. Skóra na moim czole zmarszczyła się w wyrazie dezorientacji. — Z jakiego dokładnie powodu? Killian wstał, ale nie zrobił kroku w moją stronę. Wcale się nie uśmiechał. Jego wąskie, wiśniowe usta były zaciśnięte w grymasie, a gęste czarne brwi ściągnięte w furii pod ciemnoblond włosami opadającymi na twarz. — Czy tak bardzo pragniesz uwagi mężczyzn, że jesteś gotowa wskoczyć do łóżka z pierwszym lepszym dupkiem, którego spotkasz tutaj, w moim zamku? — Jego głos zaakcentował kilka ostatnich słów, sprawiając, że gwałtownie się wzdrygnęłam. — Nie, nie pragnę — warknęłam z podobną wściekłością. — I nie podoba mi się ton, jakiego wobec mnie używasz. — Nie okłamuj mnie, Sheilo — odwarknął, pokonując dzielącą nas szeroką przestrzeń. Przycisnął moje ramiona mocno do swojej klatki piersiowej. — Jeśli nie pragniesz uwagi mężczyzn, powiedz mi dokładnie, co robiłaś w ramionach tego cholernego dupka. Mówił o Kaiserze Blacku. Mój mózg zarejestrował to, ale moje oczy były okrągłe i nieruchomo wpatrzone w Killiana. Nigdy nie widziałam go tak wściekłego, nawet wtedy, gdy kazał wojownikom zamknąć mnie w lochu. Przyznaję, że zawsze robiłam wszystko, by go frustrować tak samo, jak ja byłam sfrustrowana, ale to wcale nie była moja sprawka. Killian dosłownie płonął, a jego płomienie były skierowane na mnie, grożąc spaleniem. Powinnam była się bać, ale szaleńczo się nie bałam. Zwariowałam. Killianowi w końcu udało się doprowadzić mnie do szaleństwa. — Kil... — w przypływie lęku zamierzone słowo zostało natychmiast zastąpione przez: — Alfo. Ja tylko... nie, Kaiser tylko mi pomagał. — Nie miałam pojęcia, dlaczego czułam potrzebę tłumaczenia się. Killian nie zasługiwał na żadne wyjaśnienia, skoro sam miał kochankę. — Ty przeklęta kłamczucho! — Jego uścisk na mnie się zacieśnił. Słodkie uczucie rozeszło się po moim ciele. Czułam szybkie bicie jego serca uderzające o moją pierś, gdy wdychałam więcej jego zapachu. Moje zmysły zamgliła głupota i zamiast tego oparłam wzrok na jego ustach. Poczułam narastające pragnienie w dole brzucha i nie chciałam niczego bardziej, niż przycisnąć swoje usta do jego i pozwolić, by to jego silne ciało przyszpiliło mnie mocno do łóżka, podczas gdy jego usta i dłonie czyniłyby cuda z moim ciałem. Czułam, jak się podniecam. Zapach tego mężczyzny był w stanie doprowadzić każdą kobietę do szaleństwa; był po prostu pożądany. Oczy Killiana pociemniały jeszcze bardziej, a jego oddech stał się cięższy. — Panuj nad sobą, Sheilo. — Jego głos był bez tchu, przeszedł w szept, a usta znalazły się tuż przy moich. — Czuję twoje podniecenie. Na te słowa wyrwałam się z bańki szaleństwa, która mnie otaczała, a moje policzki poczerwieniały ze wstydu. Zdołałam uciec z jego uścisku, wycofując się na drugi koniec pokoju. — Nic o mnie nie wiesz, żeby oskarżać mnie o takie rzeczy. A nawet jeśli uwielbiam uwagę innych mężczyzn, co z tego? Nie powinno cię to obchodzić, skoro w twoim życiu liczy się tylko jedna kobieta, i nie jestem nią ja. Cokolwiek robię lub czego nie robię, nie powinno cię to obchodzić — wykrzyczałam mu w twarz, odwracając się i zdejmując kolczyki z uszu. Powiedziałam coś, co zdawało się rozzłościć go jeszcze bardziej. Słyszałam jego ciągłe warknięcia, prawie tak, jakby toczył wewnętrzną walkę z samym sobą. Nie odwróciłam się, by na niego spojrzeć. Nie ufałam sobie w tamtym momencie, bałam się, że zrobię coś głupiego, jak pocałowanie go. Wydobyłam z siebie ostry wdech, gdy duże dłonie Killiana chwyciły mnie zaborczo w talii, przygwożdżając moje plecy do jego klatki piersiowej. Poczułam, jak moje ciało napiera na twardość jego przyrodzenia, co tylko sprawiło, że ponownie głośno wciągnęłam powietrze. Usta Killiana odnalazły moje ucho, jego zęby musnęły płatek ucha. — Jesteś MOJA, Sheilo Callaso. — Złożył nieprzyzwoity pocałunek na moim uchu, podczas gdy jego wielkie dłonie pieściły moje boki. Jęknęłam, czując usta Killiana na zagłębieniu szyi. Zaczął ją całować i ssać. Całe moje ciało drżało przy jego ciele. — Powiedz to — rozkazał bez tchu. — Powiedzieć co? — Nie poznawałam własnego głosu. Czułam intensywną przyjemność w ciele, a potrzeba tego mężczyzny wciąż rosła. — Że jesteś moja — rozkazał ponownie, a włoski na mojej skórze stanęły dęba na te słowa, podczas gdy jego usta wciąż robiły cudowne rzeczy z moją skórą. Nie wahałam się ani sekundy, zanim oparłam się w jego ramionach. Bez większego ostrzeżenia Killian obrócił mnie twarzą do siebie. Jego oczy były całkowicie ciemne i zabójcze, a jego usta runęły na moje. Nie mogłam w to uwierzyć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Klątwa Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka