Punkt widzenia Sheili
W moich oczach czaił się strach, gdy te słowa opuszczały usta Killiana, jakby nie znaczyły absolutnie nic. Odrzucał mnie. Czułam, jak coś we mnie umiera. Mimo że w oczach zebrały mi się piekące łzy, próbowałam przekonać samą siebie, że tak będzie najlepiej.
Nagle Killian przerwał, niemal tak, jakby słowa uwięzły mu w gardle. Przez zaszklony wzrok widziałam w jego oczach szok i dezorientację.
– Dlaczego przestałeś? – Moje usta poruszyły się szybciej, niż bym chciała, gdy wsłuchiwałam się w szybkie bicie własnego serca. Jego uścisk na mnie stwardniał. – Dokończ to, odrzuć mnie i miejmy to już z głowy – krzyknęłam, a łzy potoczyły się z moich oczu.
– Nie. To niemożliwe – wyszeptał pod nosem do siebie, ale słyszałam go wyraźnie. Moje oczy były równie zdumione.
Oczy Killiana stwardniały jeszcze bardziej, a jego dłoń mocniej docisnęła mnie do ściany. – Co ty, do diabła, robisz? – zapytał, patrząc intensywnie w moje oczy, jakby pokazywały coś wewnątrz. Coś, co go dezorientowało.
Cokolwiek go trapiło, było najmniejszym z moich zmartwień. Czułam, jak powietrze powoli znika z moich płuc. Moje dłonie ścisnęły jego ręce, ignorując mrowienie i obezwładniające pragnienie oparcia się o jego nagi tors. Moje paznokcie wbiły się głęboko w jego skórę. – Puść mnie!
Puścił mnie, rzucając mną na łóżko, jakbym nic nie ważyła. Jego oczy były we mnie wlepione, nieruchome, niemal jakby rozważał coś, będąc w konflikcie. Ale potem te emocje zostały zastąpione przez zimne spojrzenie posłane w moją stronę.
– Za dwa dni, w pełnię księżyca, Rada zorganizuje dla ciebie ceremonię Luny – powiedział nagle. – Nie popełnij żadnych głupich błędów – ostrzegł, odwracając się do mnie plecami. Przygryzłam wargę na widok jego wyraźnie zarysowanych mięśni. Nie wiedziałam, dlaczego wciąż uważałam każdą cholerną rzecz w tym mężczyźnie za atrakcyjną, mimo że mnie nienawidził.
Zmusiłam się, by przenieść wzrok z jego wyrzeźbionej klatki piersiowej na twarz. Mój przerywany szloch zmienił się w serię chaotycznych śmiechów. Killian zmierzył mnie morderczym spojrzeniem. Sprawiło to, że wnętrzności mi zadrżały, ale jednocześnie wywołało obcą falę zuchwałości. Wytrzymałam jego spojrzenie przez chwilę, a intensywność paliła mnie, zmuszając do odwrócenia wzroku.
– Ceremonia dla mnie? Żeby wszyscy zobaczyli, że masz partnerkę, ale wciąż trzymasz w pobliżu swoją kochankę? – Potrząsnęłam głową z uporem. – Zostałam już upokorzona przed watahą. Nie chcę być upokorzona przed Radą. Możesz wziąć zamiast mnie swoją kochankę, nie mam nic przeciwko.
– Nie łudź się, gdybym mógł postawić na swoim, to Thea zostałaby ukoronowana na moją Lunę. – Jego słowa zabolały, ale odepchnęłam głupie łzy, które uparcie chciały się pojawić.
– Spełnię twoje życzenie; nie przyjdę, więc możesz mieć ją jako swoją Lunę. – Starałam się nie zdradzać emocji w głosie.
Killian patrzył na mnie bez wyrazu. – Przyjdziesz – warknął.
– Chciałabym zobaczyć, jak mnie zmuszasz. – Nie wiem, dlaczego to powiedziałam. Nie wiem nawet, skąd wzięła się ta odwaga. Ostatnią rzeczą, jakiej próbowałam dokonać, było doprowadzenie go do furii. A może właśnie tego chciałam.
Nadal byłam wściekła i zraniona, że mój partner ma kochankę i mną gardzi. Nie chciał mnie, a jednak nie mógł mnie odrzucić. Do diabła, byłam sfrustrowana i chciałam, żeby on był tak samo sfrustrowany jak ja. Odpowiedziałam mu ponurym spojrzeniem z drugiego końca komnaty, rzucając wyzwanie, by zmusił mnie do tej ceremonii. W tym momencie mało mnie cokolwiek obchodziło. Nie miałam absolutnie nic do stracenia.
Oczy Killiana zwęziły się na mnie. Zrobił gwałtowne kroki w moją stronę. Część mnie chciała uciekać, a druga, która miała większą kontrolę, chciała zostać i walczyć.
Killian chwycił mnie za włosy, ściągając z łóżka, tak że nasze ciała spotkały się w połowie drogi. – Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę, Sheilo. – Dzieliły nas tylko cale. Wdychałam jego zapach, a cichy jęk wyrwał się z moich ust bez ostrzeżenia. Oczy Killiana pociemniały o odcień, a jego ręka przyciągnęła mnie bliżej siebie; ledwo mogłam utrzymać twarde spojrzenie, elektryzujące iskry zapłonęły na mojej skórze, a moje ciało stało się zbyt gorące.
Killian zwolnił uścisk. – Jeśli cenisz swoje życie, nie pogrywaj ze mną. – I z tymi słowami wybiegł z mojej komnaty.
***
Minęły dwa dni, odkąd ostatni raz widziałam Killiana podczas naszej sprzeczki w mojej komnacie, i nie wychodziłam z niej, a raczej wciąż nie miałam na to pozwolenia. Posiłki przynosiły mi Brielle i Ria. O dziwo, Ria i ja nawiązałyśmy bliską przyjaźń. Jest prawdziwą pięknością i dowiedziałam się, że ma tylko dwadzieścia lat i wciąż nie znalazła swojego partnera, podczas gdy Brielle jest związana z Allenem, Betą Killiana.
Siedziałam na łóżku, obejmując kolana ramionami. Mój wzrok był utkwiony w jedwabnej czerwonej sukni, która wisiała na wieszaku. Dziś wieczorem miała się odbyć rzekoma ceremonia na moją cześć. Wciąż rozważałam, czy wziąć w niej udział, czy nie, mimo że Brielle błagała mnie, bym nie denerwowała już Alfy.
Westchnęłam. Był już zmierzch. Słyszałam głośny gwar rozmów dochodzący z zewnątrz zamku. Założyłam się, że niektórzy goście zaczęli się już pojawiać.
Zamknęłam oczy, prychając ponownie, gdy drzwi się otworzyły. W powietrzu nastąpiła wyzwalająca zmiana. Od razu byłam świadoma jego obecności, Killiana. Z jakiegoś powodu, kiedy był w pobliżu, powietrze zdawało się poddawać jego przyjemnemu zapachowi. Otworzyłam oczy, wyczerpując każdą uncję kontroli, jaką miałam, by się na niego nie gapić. Musiałam przyznać, że był piękny, tym bardziej w białej haftowanej koszuli i czarnych spodniach typu tunika. Killian miał wysportowaną, silną budowę, która uwydatniała jego prężące się mięśnie pod koszulą, którą miał dziś na sobie, a jego imponujący wzrost sprawił, że lekko zadrżałam.
– Sheilo! – warknął Killian od drzwi. – Co ty sobie myślisz, wciąż nieubrana? – Jego głos był bardziej chropowaty niż kiedykolwiek, pozostawiając zimny ślad na moim kręgosłupie.
Oderwałam od niego wzrok, nie mówiąc ani słowa.
– Goście zaczęli się gromadzić w sali; dość twojej głupoty!
– Mówiłam ci, prawda? Nie idę! – Zdołałam to przeliterować, wpatrując się w niego z wyzwaniem, choć serce mi kołatało.
Killian stawiał powolne i ostrożne kroki w moją stronę. Pochylając się bliżej mnie, nagle uśmiechnął się mrocznie. Przez sekundę byłam zaskoczona, a jego magnetyczne oczy napotkały moje, podczas gdy jego ciepła dłoń spadła na mój policzek. Westchnęłam, czując iskry, które nie traciły ani sekundy, by zapłonąć, wpadając w jego oczy, gdy delikatnie je pieścił.
– Zdaję sobie sprawę z tego, co do mnie czujesz. Wiem, że twoje serce szaleje. – Jego dłoń powędrowała w dół na moją szyję. Walczyłam z jękiem, pragnąc odrobiny wolności.
Jego spojrzenie sprawiło, że moje serce zgubiło rytm, a oddech stał się nierówny. Moje tętno poszybowało w górę, gdy bezwiednie rozchyliłam usta w geście zaproszenia.
Natychmiast jego oczy pociemniały na mój widok i zabrał rękę z mojego ciała, jakby go parzyło. Chwycił mnie mocno za nadgarstek. – Ubieraj się, Sheilo, i natychmiast zejdź na dół, albo przysięgam na Boginię, pożałujesz tego. Rozumiesz? – Ścisnął mnie mocniej.
Cała moja istota drżała, chciałam mu powiedzieć, że jego groźba mnie nie przeraża, ale serce już mnie zdradziło. Skinęłam ostro głową.
Wtedy, z ostatnim groźnym spojrzeniem, odszedł i trzasnął za sobą drzwiami.
Jak tylko Killian opuścił moją komnatę, ze złością zerwałam się z łóżka i chwyciłam sukienkę z wieszaka. Wślizgnęłam się w nią, a Brielle pojawiła się w samą porę, by uratować mnie przed zrobieniem katastrofalnego bałaganu. Pomogła mi z włosami, upinając je w ciasny kok, zostawiając z przodu trochę moich naturalnych loków.
Wkrótce byłam gotowa. Spojrzałam w lustro, nie mogąc rozpoznać mojej nagłej przemiany. Wyglądałam pięknie. Podziękowałam Brielle. Właśnie wtedy rozległo się pukanie do drzwi i do środka weszła swobodnym krokiem Ria, informując nas, że wszyscy już się zebrali, czekając na mnie.
Zaczerpnęłam powietrza, opuszczając moją komnatę z Brielle, by udać się do wielkiej sali w zamku.
Uniosłam głowę i przypomniałam sobie, czego uczyłam się jako dziecko. To było ważne, bym nosiła się z gracją i nie zrobiła niczego, co mogłoby przynieść wstyd mnie samej i, oczywiście, Killianowi, nawet jeśli był kompletnym idiotą.
Oczy wszystkich spoczywały na mnie, gdy szłam przed siebie. Miejsce było wypełnione mnóstwem ludzi, z których wielu, byłam pewna, pochodziło z Rady, a inni byli prawdopodobnie Alfami. Rozejrzałam się; nie było śladu Killiana ani mojego ojca. Grymas pojawił się na mojej twarzy, gdy próbowałam powstrzymać wściekłość, mieszając się z grupą ludzi, których ledwo znałam.
Z drugiej strony Brielle była prawdziwym skarbem. Nie odstępowała mnie na krok. Kiedy zapytałam ją o Killiana, po prostu pokręciła głową. Nie wiedziała, gdzie on jest. Przeszył mnie ból. Nie było cienia wątpliwości, że był ze swoją kochanką. Walczyłam mocno ze łzami, które chciały wypłynąć. Naprawdę próbowałam, ale po prostu nie mogłam wygrać z moimi emocjami.
Odwróciłam się od Brielle, pędząc do drzwi, zanim ktokolwiek mógłby mnie zobaczyć w moim rozsypanym stanie. Niespodziewanie wpadłam na twardą postać. Siła uderzenia sprawiła, że straciłam równowagę i zanim zdążyłam upaść, silne dłonie chwyciły mnie w talii, stabilizując. Wpadłam w jego oczy. Była to piękna para orzechowych tęczówek.
Była w tym spojrzeniu wyraźna znajomość, niemal tak, jakbym je znała, a jednocześnie nie. Wywołało to ból w mojej czaszce. Zanim nieznajomy zdążył się odezwać, głośny warkot uciszył powietrze. Zesztywniałam.
Killian.
















