Klątwa Alfy

Klątwa Alfy

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 5
Autor: Aeliana Thorne
4 mar 2026
Punkt widzenia Sheili Zamarłam. Odwróciłam gwałtownie głowę w stronę, skąd dobiegł głośny warkot. Dochodził od wejścia do sali, a bardzo wściekle wyglądający Killian ruszył pośpiesznie w naszą stronę. Moje oczy powędrowały z powrotem do nieznajomego. Jego wzrok również spoczywał na Killianie, nie okazując żadnych emocji. – Nie jesteś zaproszony na moje przyjęcie. Co ty tu, do diabła, robisz? – powiedział Killian, niemal niskim tonem, a jego oczy z niesmakiem opadły na mnie w ramionach nieznajomego. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że ten przystojny nieznajomy wciąż trzyma mnie w talii. Szybko stanęłam pewnie na podłodze, odzyskując równowagę, i posłałam wdzięczny uśmiech nieznajomemu, którego nieskazitelne orzechowe oczy patrzyły na mnie z czymś dziwnym w środku. Z czymś, co mnie wołało, a czego nie potrafiłam rozszyfrować. Dziwne, sprawiały, że bolało mnie serce. – Dziękuję za... – zaczęłam, ale ostre słowa Killiana gwałtownie mi przerwały. – Co ty tu robisz, Kaiser? – Killian patrzył prosto na mężczyznę obok mnie, Kaisera. Z tonu Killiana wynikało, że ten człowiek wcale nie był tu mile widziany. – Rada zaprosiła każdą watahę w Północnym Centrum, więc jestem. Mój brat przesyła przeprosiny, że nie mógł dotrzeć na koronację twojej Luny. – Z każdym słowem, które opuszczało usta Kaisera, nie odrywał on ode mnie wzroku. I prawdę mówiąc, ja też nie mogłam. Wciąż nie mogłam pozbyć się tego znajomego uczucia w trzewiach, jakbym go znała albo powinnam go znać. Ale to było niemożliwe. Przez lata dorastania w Watasze Srebrnej Mgły nigdy nie pozwalano mi opuszczać domu watahy, a co dopiero jej terytorium. Nawet w dni, gdy wataha miała gości, nigdy nie pozwalano mi wychodzić na zewnątrz, zamiast tego byłam zamykana w samotności mojej komnaty. Zostałam zmuszona do wyrwania się z moich myśli, gdy łagodny głos Kaisera przesączył się do moich uszu. – Więc to ty jesteś damą tej ceremonii. – Miał wyjątkowo piękny uśmiech, taki, który krył w sobie rodzaj niewypowiedzianego bólu. Potężna i dominująca postać Killiana stanęła między nami, zanim zdążyłam to pojąć. – Wynoś się, Kai! – Wycedził każde słowo w najbardziej przerażający sposób, dając do zrozumienia, że stracił ostatnie resztki cierpliwości. Szybko partner Brielle, Allen, i inny facet o imieniu Mason znaleźli się u boku Killiana. Powietrze wokół nas stało się zbyt niekomfortowe, naładowane napięciem ostrym jak nóż. Brielle podbiegła do mnie i odciągnęła mnie na bok. Mój partner i Kaiser stali, wpatrując się w siebie tak intensywnie, o sekundę od rzucenia się sobie do gardeł. Czułam nienawiść, która płonęła między nimi, a ta intensywność sprawiała, że piekły mnie oczy. Nie miałam pojęcia, jakie szaleństwo opanowało moje zmysły. Nie mogłam nawet rozpoznać samej siebie. Dlaczego, u licha, płakałam? Na szczęście, zanim stało się coś katastrofalnego, głos zawibrował w murach zamku. – Wystarczy! – Trzech mężczyzn wkroczyło dumnie z drugiego końca sali. Byli dość starsi i jeśli wsłuchać się uważnie, można było zauważyć bogaty akcent, który wybrzmiewał w ich słowach. Moje oczy zaokrągliły się w rozpoznaniu. Wilcza Starszyzna. Nigdy ich nie widziałam, ale słyszałam historie o nich i o Radzie. Wszyscy się im ukłonili, ale Killian i Kaiser mieli trudności z oderwaniem od siebie wzroku. – Co to za szaleństwo? Tyle oczu na was patrzy, na litość boską, czy zapomnieliście, że to przyjęcie? – jeden ze starszych zwrócił się do nich. – Masz rację – mruknął Killian. – To jest przyjęcie, a Czarna Wataha nie została zaproszona. Inny starszy odezwał się: – On jest gościem Rady. – I wrogiem mojej watahy! – oznajmił ponownie Killian. Patrzyłam, jak twarz Kaisera twardnieje z powagą. Wibrował surowymi emocjami nienawiści. Jego oczy powędrowały po sali, znajdując mnie. Chłód i nienawiść w jego oczach natychmiast zniknęły, a jego rysy stały się łagodne. Przez chwilę trzymał moje spojrzenie, jakby komunikował się ze mną w języku, którego nie rejestrowałam. – Alfo Killianie... – zaczął Starszy, ale Kaiser mu przerwał. – W porządku, Starszy Philipie. Byłem tylko ciekawy, jak ona wygląda. Szczerze mówiąc, jest wszystkim, co sobie wyobrażałem, a nawet czymś więcej. – Jego oczy były zablokowane na moich. – Teraz odejdę – ogłosił, podchodząc do mnie. Niespodziewanie ujął moją dłoń i powiedział: – To przyjemność cię poznać, Sheilo. Kolejny warkot zagrzmiał od strony Killiana. Kaiser puścił moją rękę i wypadł z sali. Przez upiorną sekundę na sali panowała cisza. Killian rzucił mi mordercze spojrzenie. Co mam teraz zrobić? Przyjęcie rozpoczęło się na nowo, a Brielle była przy mnie przez cały czas. Mieszałam się z tłumem i zostałam przedstawiona kilku członkom Rady, ale było to tak krótkie, jak to tylko możliwe, zwłaszcza z mężczyznami. Z jakiegoś powodu byli niemal przerażeni, by do mnie podejść. Nie mogłam ich jednak winić; Killian stał po drugiej stronie sali, płonąc morderczo. Jego spojrzenie przypomniało mi słynne słowa: „Gdyby wzrok mógł zabijać”. Po krótkiej chwili pięciu starszych stanęło na przodzie i ogłosiło, że nadszedł czas na koronację Luny. Killian i ja musieliśmy stanąć ramię w ramię przed wszystkimi, podczas gdy starsi zadawali kilka pytań, na które odpowiadałam: „Tak”. Podczas gdy nieobecna duchem skanowałam tłum w poszukiwaniu ojca, ale nie mogłam go znaleźć. Nawet nie pofatygował się sprawdzić, czy wszystko ze mną w porządku, czy może zostałam pożarta przez wroga. Jego brak troski nie powinien mnie dziwić, ale wciąż mnie to bolało. Drgnęłam, gdy Brielle lekko ścisnęła moją dłoń, a mój wzrok padł na nią i wszystkich innych obserwujących mnie. Bezgłośnie powiedziała do mnie „odpowiedz na pytanie”. Odwróciłam się i zobaczyłam, że wszyscy, w tym Starsi i ciemne oczy Killiana, patrzą na mnie. Jeden ze starszych był na tyle uprzejmy, by powtórzyć pytanie. – Czy akceptujesz Alfę Killiana jako swojego partnera, zgadzając się na obowiązki bycia Luną Watahy Północnego Półksiężyca? Serce waliło mi w piersi. Jeśli kiedykolwiek był czas, by zmienić zdanie i wreszcie uwolnić się od bestii stojącej obok mnie, ten czas był teraz. Mogłam go odrzucić tu i teraz. Dzięki obecności Starszyzny Killian nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko przyjąć moje odrzucenie. Ponieważ moja wilczyca nigdy się nie pojawiła, ból z odrzucenia nie byłby dla mnie zbyt ekstremalny. Zaczerpnęłam powietrza, krzesząc w sobie trochę odwagi. Lepiej było odrzucić Killiana teraz, niż żyć w ciągłej udręce, mając swojego partnera blisko, ale nie mogąc z nim być. Już sam ten ból był zbyt przeszywający, by go znieść. Wzięłam wdech, rzucając jedno spojrzenie na Killiana, a potem na Starszych. – Ja, Sheila Callaso... – Właśnie wtedy głośne otwarcie drzwi przerwało moje słowa odrzucenia. Wszyscy gwałtownie odwrócili głowy w tamtą stronę, a wściekłość przeszyła mnie na widok osoby, która weszła. Thea Chrysler. Zdecydowanie była nieproszonym gościem. Przykuła uwagę wszystkich. Niektórzy mieli na twarzach wyraz zrozumienia, podczas gdy inni posyłali mi litościwe spojrzenia, a ja płonęłam z wściekłości w każdej sekundzie tego zdarzenia. Mój wzrok wrócił na Starszych, których jasne oczy wpatrywały się we mnie, jakby ciekawi moich następnych słów. – Przyjmuję. – Moja wściekłość zawsze była moim wrogiem. Ale w tamtym momencie mało mnie to obchodziło. Moje słowa odbiły się echem, gdy rzuciłam okiem na kochankę Killiana. Miała twarz pozbawioną wyrazu. Nie potrafiłam powiedzieć, co dokładnie myśli, ale jej obecność zdawała się wpływać na Killiana. Jego wzrok nigdy jej nie opuszczał. To mnie rozwścieczyło, ale fakt, że byłam na tyle głupia, by w ogóle rozważać odrzucenie Killiana, żeby mógł być z tą wywłoką, rozwścieczył mnie jeszcze bardziej. Zacisnęłam dłonie, niezdolna do trzeźwego myślenia. Wiedziałam, że właśnie podpisałam na siebie wyrok śmierci, ale byłam zbyt wściekła, by przejmować się błędem, który właśnie popełniłam, zgadzając się być zarówno partnerką Killiana, jak i Luną watahy. Starsi uśmiechnęli się, zwracając się do gości. – Witamy Lunę Sheilę z Watahy Północnego Półksiężyca. – Głośne brawa rozległy się po sali. Spojrzałam z powrotem na Theę, patrząc, jak cofa się w cień i wybiega z sali. Gdy tylko Starsi skończyli, Killian również wybiegł, zostawiając mnie wrośniętą w ziemię pośrodku tłumu. Szybko ukryłam wstyd i ból. Powinnam przynajmniej przygotować się na to, by do tego przywyknąć. Ale jeśli Killian myśli, że będę jedyną osobą sfrustrowaną i zranioną przez więź, którą dzielimy, to jest w smutnym błędzie. Nie ma pojęcia, przez ile bólu sprawię, że przejdzie. Nie wiedziałam, co jeszcze zrobić, ponieważ Brielle była ze swoim partnerem, a skoro wszyscy zdawali się mnie unikać, postanowiłam wyjść. Opuściłam przyjęcie niezauważona, idąc nieznajomymi korytarzami, gdy zdałam sobie sprawę, że jestem śledzona. Ścisnęłam garść sukni, czując, jak obecność się zbliża. Odwróciłam się natychmiast, moje niebieskie oczy niemal wyszły z orbit ze strachu. – Kim jesteś?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Klątwa Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka