Kontraktowe brzemię Alfy

Kontraktowe brzemię Alfy

Autor: Katty&Cutie

Rozdział 3
Autor: Katty&Cutie
14 cze 2026
Adriana: Krążyłam po podwórku, próbując przetrawić to, co zobaczyłam. Właśnie wyszłam za potwora. Nie żeby ja sama była w pełni ludzka, ale nie zabijałam innych ludzi z taką swobodą. — Adriano, kręcenie się w kółko przyprawi cię tylko o zawroty głowy. — Ten człowiek właśnie zabił kogoś innego… — To był samotnik naruszający jego terytorium, to naturalne — powiedział ojciec Rykera tak swobodnie, że aż odebrało mi mowę. — Jak możecie podchodzić do tego tak obojętnie? Wasz syn właśnie zabił człowieka. — Zrobiłbym to samo, Adriano. To instynkt natury każdego wilka. Im szybciej do tego przywykniesz, tym lepiej — powiedział, po czym wszedł do środka. Westchnęłam, spojrzałam na ziemię, którą wcześniej rozbiłam pod stopami Rykera, i machnęłam ręką, naprawiając pęknięcia. Pozostali mieszkańcy domu patrzyli na mnie z zaciekawieniem, gdy wchodziłam do środka za Macy, która czekała na mnie przy drzwiach. Moje oczy spoczęły na portrecie i poczułam, jak mój świat się rozsypuje, gdy zdałam sobie sprawę, że ta piękna kobieta była towarzyszką Rykera. Skoro była obecna w jego życiu, nie rozumiałam, dlaczego chciał mnie za żonę, ani jak ona mogła się na to zgodzić. Weszłam do pokoju, do którego zaprowadziła mnie Macy. — Twoje rzeczy zostaną ułożone w szafie jutro rano, chyba że chcesz zrobić to sama… — Dziękuję, Macy — przerwałam jej. Niechęć w jej głosie mówiła mi, że nie chce tu być, a biorąc pod uwagę okoliczności, sądziłam, że i tak nikt w tym domu mnie nie chce. — Kolacja za godzinę, przyjdę po panią. Skinęłam głową i patrzyłam, jak wychodzi z pokoju, zostawiając mnie samą z myślami. Jak moi rodzice mogli mi to zrobić? Fakt, że żadne z nich nie zadało sobie trudu, by zapytać, dlaczego ten człowiek nie chce wesela albo dlaczego nie pofatygował się po mnie osobiście, ranił wystarczająco mocno, ale to… Nawet nie wiedziałam, co powiedzieć o sytuacji, w której się znalazłam. Dlaczego? Po prostu dlaczego? ***************** Godzinę później weszłam do jadalni bez słowa. Macy przyszła po mnie, gdy właśnie kończyłam się ubierać. Moje ciało spięło się, gdy poczułam na sobie wzrok wszystkich obecnych. Uśmiechnęłam się do Roweny, mamy Rykera, która skinęła, bym usiadła obok niej. — Kto pozwolił ci usiąść przy moim stole? — Głos Rykera nagle mnie zatrzymał, sprawiając, że zmarszczyłam brwi w dezorientacji. Wszyscy w pomieszczeniu zesztywnieli, a Rowena i David, jego ojciec, spojrzeli na niego ze zdziwieniem. — Słucham? — Nie przypominam sobie, bym pozwolił ci zasiadać ze mną do stołu lub przebywać w mojej obecności. Jego słowa przeszyły mnie jak sztylet. Poczułam, jak się wycofuję pod wzrokiem wszystkich zebranych. Tym razem w ich oczach nie było obrzydzenia czy niechęci, ale litość. — Ryker… — Jeśli chcesz jeść, drzwi do kuchni są zawsze otwarte, możesz nawet zjeść w salonie. Ale dopóki ja siedzę przy tym stole, nie życzę sobie widzieć cię w pobliżu — powiedział Ryker, podnosząc wzrok znad szklanki wody. Skinęłam mu głową, posyłając sarkastyczny uśmiech, po czym odwróciłam się i ruszyłam drogą, którą przyszłam. — Panno Adriano… — Nie chcę, żeby mi przeszkadzano, Macy — powiedziałam, wchodząc do swojego pokoju. Gdy tylko zamknęłam drzwi, z moich ust wyrwał się szloch. Osunęłam się po nich na podłogę, zalana falą upokorzenia. To, że powiedział to tak swobodnie przy wszystkich domownikach, wciąż dźwięczało mi w głowie: pokojówki, jego rodzina… Nigdy w życiu nie byłam tak upokorzona. — Panno Adriano — głos Macy dobiegł zza drzwi, po czym usłyszałam dwa puknięcia. Zmusiłam się, by przestać płakać i opanować głos. Choć wiedziałam, że słyszeli mój szloch, nie chciałam dać im satysfakcji oglądania moich łez. — Tak, Macy? — odezwałam się zza drzwi. — Pani Rowena prosiła, byśmy przyniosły pani coś do jedzenia. Czy ma pani na coś konkretnego ochotę? — Nie, dziękuję, nie jestem głodna — powiedziałam spokojnie. — Możesz przekazać Rowenie, że wszystko w porządku. Nie pofatygowałam się, by otworzyć drzwi. Podeszłam do łazienki i umyłam twarz. Kiedy spojrzałam w lustro, poczułam do siebie żal, a nienawidziłam tego uczucia. Zwłaszcza że dorastałam w przekonaniu, iż zawsze należy trzymać głowę wysoko, niezależnie od trudności. Potrząsnęłam głową, karcąc się za tę chwilę słabości, po czym wróciłam do pokoju i zamknęłam go na klucz. Wiedziałam, że w końcu znów będą pukać, jeśli nie dziś, to jutro rano. Ale niech ich szlag trafi, jeśli myśleli, że zdołają zniszczyć moją dumę i godność. Zapłacisz mi za to, Rykerze Vance. ******************* Obudziłam się wcześnie rano, otoczona moimi ubraniami. Zasnęłam na podłodze obok nich, gdy wypakowywałam torby. Plecy bolały mnie od twardego podłoża, ale w tej chwili naprawdę niewiele mnie to obchodziło. Wszystko, co wydarzyło się zeszłej nocy, wciąż było świeże w mojej pamięci, wręcz w niej wyryte. Upokorzenie, którego doznałam, nie było czymś, co mogłam łatwo zaakceptować, ani czymś, co zamierzałam puścić płazem. Na razie jednak postanowiłam być cicha niczym polujący kot. Ten idiota nauczy się mnie szanować, w ten czy inny sposób, i nie obchodziło mnie, czy wpłynie to na umowę, którą zawarł z moim ojcem. To ja wyszłam za mąż, nie moja rodzina, i NIE zamierzałam pozwolić, by znów sprawili, że poczuję się mała. Te rządy terroru, przez które przeszłam, nie będą moją przyszłością; nie zgadzam się na to.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Kontraktowe brzemię Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka