Kontraktowe brzemię Alfy

Kontraktowe brzemię Alfy

Autor: Katty&Cutie

Rozdział 5
Autor: Katty&Cutie
14 cze 2026
Adriana: Obudził mnie dźwięk budzika. Świadomość, że muszę iść do pracy, znacznie poprawiła mi nastrój. I choć technicznie rzecz biorąc powinnam mieć wolne na „miesiąc miodowy”, uznałam, że nie jest to już konieczne. Wstałam z łóżka, poszłam do łazienki, szybko się odświeżyłam i spojrzałam w lustro. Sama myśl o tym, że muszę zobaczyć tego drania po tym, jak wiedziałam, co robił zeszłej nocy z tą, którą sprowadził do sypialni… A wydawałoby się, że będzie miał na tyle przyzwoitości, by uszanować fakt, że mój pokój jest tuż obok. Szybko się ubrałam, wahając się, czy komukolwiek mówić o swoim wyjściu. Uznałam jednak, że nie warto – i tak by ich to nie obchodziło. Wyszedłam z pokoju i skierowałam się do wyjścia; zjem coś w biurze. — Adriano? — zawołała Rowena, zatrzymując mnie. Uśmiechnęłam się i odwróciłam, kłaniając się z szacunkiem Davidowi. — Dzień dobry, Roweno — powiedziałam uprzejmie. Poprawiłam białą koszulę i czarne spodnie z wysokim stanem, do których dobrałam czarne szpilki. Torba z laptopem wisiała na moim ramieniu, a w dłoni trzymałam dokumenty, którymi musiał zająć się mój asystent. — Dzień dobry. Dokąd idziesz? — Mam pracę do skończenia. Nie chcę nikogo urazić, ale czekanie na waszego syna tylko by mnie opóźniło — powiedziałam spokojnie. Rowena patrzyła na mnie przez chwilę, po czym skinęła głową. Odwzajemniłam gest i wyszłam z domu. Zamierzałam wziąć taksówkę – mój samochód został w domu, a nie miałam zamiaru korzystać z żadnego z jego aut. — Astraea Corp. — rzuciłam, wsiadając do pierwszej taksówki, która zatrzymała się przed domem. — Tak jest, proszę pani — odparł kierowca i ruszył. Przeglądałam papiery. Spotkania, które mieliśmy przełożyć o dwa tygodnie, odbędą się dzisiaj; im szybciej uporam się z robotą, tym lepiej. Inwestorzy, którzy przyjadą za dwa tygodnie, przychylniej spojrzą na naszą ofertę, widząc postępy. Dwadzieścia minut później byliśmy na miejscu. Skinęłam głową kierowcy i podałam mu pięćdziesiąt funtów, zanim zdążył powiedzieć, ile jestem winna. — Kup coś dzieciom albo żonie, niech mają miły dzień. Mężczyzna wytrzeszczył oczy, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy wysiadałam z auta. Moja asystentka oniemiała na mój widok; właśnie przeglądała maile. — Kaylo, potrzebuję cię w moim gabinecie za dziesięć minut — powiedziałam, otwierając drzwi do swojego biura. Uśmiechnęłam się na widok mojego uporządkowanego miejsca pracy. Z okna roztaczał się widok na miasto, a światło wpadające do środka działało kojąco. Usiadłam przy biurku, wyciągnęłam laptopa i włączyłam go. Papiery dla Kayli leżały na blacie; fakt, że popełniła w nich taki błąd, nie był dla mnie zaskoczeniem. Tolerowałam drobne pomyłki, bo wciąż była tylko człowiekiem i brakowało jej doświadczenia, dlatego zawsze sprawdzałam wszystko osobiście. Ktoś zapukał do drzwi. — Proszę. — Wołała mnie pani, szefowo? — Tak — powiedziałam, podając jej dokumenty. — Zaznaczyłam błędy. Chcę, żeby zostały poprawione. Od profesjonalistki nie oczekuję takich pomyłek. — Przepraszam… — Zamów mi proszę kawę i panini — przerwałam jej. Przeprosiny nic by teraz nie zmieniły, błędy zostały już naprawione. Skinęła głową i wyszła w milczeniu, a ja zajęłam się pocztą. Westchnęłam, sprawdzając godzinę; wciąż było rano. Moi pracownicy zdążą ze wszystkim przed popołudniowym zebraniem. Podniosłam telefon i zadzwoniła do sekretarki, Amber. — Amber, o dwunastej robimy zebranie. Niech wszyscy skończą swoje zadania, chyba że planują nadgodziny. — Tak jest, szefowo. — Rozłączyłam się i w tej samej chwili weszła Kayla z jedzeniem. — Przyniosłam też sok. Cukier doda pani energii na resztę dnia — powiedziała, a ja skinęłam głową. — Dziękuję. — Odprawiłam ją gestem. Kayla wyszła, pewnie wiedząc już o planowanym zebraniu. Ekran mojego telefonu rozbłysnął powiadomieniem od jednej z przyjaciółek: „Gratulacje dla naszej pięknej panny młodej!”. Przewróciłam oczami i odłożyłam telefon ekranem do dołu. Serce mnie zakłuło na myśl o tym, że w ich oczach przeżywam właśnie najpiękniejsze dni życia. Potrząsnęłam głową, przeczesałam palcami włosy i wróciła do maili. Niezła mi panna młoda, doprawdy… ******************** Wróciłam do rezydencji z torbą jedzenia w ręku. Nie miałam zamiaru jeść niczego z ich kuchni. Jakakolwiek kanapka czy zupa wystarczyłyby mi w tej chwili, a zimne kanapki zawsze były ratunkiem w potrzebie. Napotkałam wzrok Rykera, który zmarszczył brwi w dezorientacji, widząc mnie wchodzącą do domu. Jego oczy spoczęły na torbie w mojej dłoni. Nie próbowałam jednak do niego podchodzić ani z nim rozmawiać; po prostu skierowałam się po schodach do swojego pokoju. Drzwi otworzyły się bez pukania. Przewróciłam oczami i odwróciłam się twarzą do Alfy, który najwyraźniej nie rozumiał cichych sygnałów. Jego oczy spotkały się z moimi, a ja musiałam się powstrzymać, by nie spoliczkować go za to wtargnięcie. — Czego chcesz? — zapytałam. — Co to jest? — zapytał, wskazując na torbę. — Sądziłam, że jako wilk masz doskonały węch — powiedziałam spokojnie. — Nie potrzebuję niczego od ciebie ani od twojego domu. Cokolwiek myślisz, że możesz mi zaoferować, sama mogę zdobyć więcej. Więc oszczędź czas sobie i mnie. Postawiłam torbę na stoliku kawowym w części wypoczynkowej sypialni, ignorując spojrzenie Rykera, który studiował każdy mój ruch. Podeszłam do szafy po świeże ubrania. — Czy czegoś jeszcze potrzebujesz, Ryker? — Gdzie byłaś cały dzień? — W pracy. Wierzę, że twoi rodzice wiedzieli, iż jestem prezesem własnej firmy. A teraz wybaczy mi pan, Alfo, ale chciałabym odpocząć. — Więc zamierzasz po prostu zamykać się w pokoju przez cały dzień? — Czy to robi ci jakąś różnicę? Z tego, co pamiętam, nie życzyłeś sobie nawet mojej obecności — powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Jego wzrok stwardniał, a wilk warknął, na co uniosłam brew. — Takie zachowanie niczego nie naprawi… — Co tu jest do naprawiania, Ryker? Nawet cię nie znam! Przyjechałam tu wczoraj, do cholery, co takiego niby zrobiłam, co wymaga naprawy? — warknęłam, piorunując go wzrokiem. — Jestem Alfą tego domu, a ty najwyraźniej nie znasz zasad okazywania szacunku swojemu Alfie. — Dlaczego? Bo się ciebie nie boję? Bo nie trzęsą mi się kolana na twój widok? Nie jestem jednym z twoich wilków, Alfo Rykerze. Lepiej szybko to zrozum.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Kontraktowe brzemię Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka