Alex wpatrywał się w ojca, a ojciec odwzajemniał spojrzenie, jakby byli dwoma obcymi ludźmi uwięzionymi w milczącym klinczu.
Nie było między nimi ciepła, żadnego cienia ojcowskiej troski – tylko ta sama chłodna lustracja, pod którą dorastał.
Powietrze wydawało się cięższe, gdy on był w pobliżu, jak zawsze. Jakby nawet tlen musiał zachowywać się inaczej, gdy ten człowiek wchodził do pomieszczenia.
















