logo

beletrystyka

Kupiona przez dziedzica

Kupiona przez dziedzica

Autor: L1VIA

Blackwellowie
Autor: L1VIA
20 sty 2026
Rezydencja Blackwellów majaczyła niczym mroczny, milczący drapieżnik, gdy Alex wchodził po marmurowych schodach i pchnął ciężkie drzwi. Dom był wspaniały – ale w niczym nie przypominał domu rodzinnego. Kolacja tutaj nie polegała na zacieśnianiu więzi; była to wykalkulowana gra pozorów, której Alex nienawidził, ale którą znosił, ponieważ w grę wchodzili jego matka i brat. Jedyne dwie osoby, które trzymały go w tym dysfunkcyjnym cyrku. Cóż… oni i Zoe. Weszedł do jadalni, a jego kroki niosły się echem po wypolerowanych podłogach. Rodzina już siedziała przy stole; napięcie było widoczne, zanim padło choć jedno słowo. – Co to za bzdury słyszę o tobie i Zoe? – zażądał wyjaśnień jego ojciec, Charles Blackwell, nawet nie podnosząc wzroku. Jego ton był ostry i zimny niczym ostrze przecinające powietrze. Alex nie zawahał się, nawet nie mrugnął. Zsunął się na swoje krzesło z wyćwiczoną swobodą, zachowując starannie neutralny wyraz twarzy. – Dobry wieczór, ojcze – odpowiedział gładko, ignorując oczywistą zaczepkę. – Czy przyłożyłeś lód do tego rozcięcia, kochanie? – Jego matka, Esther, pochyliła się, a jej łagodne rysy ściągnęła troska. Jej wzrok powędrował do małej rany na jego skroni po ostatniej nielegalnej walce. Alex machnął ręką. – Jest w porządku, matko. – Nie mogę uwierzyć, że pozwoliłeś nowicjuszowi zrobić ci coś takiego – zadrwił Charles głosem pełnym pogardy. – Wygrałem, ojcze – powiedział Alex z nutą rozbawienia w głosie. – To się liczy, prawda? Wargi Charlesa wykrzywiły się w warknięciu. – Myślisz, że to żart? Mówiłem ci, żebyś przełożył walki w tym tygodniu. Jutro przylatują inwestorzy, a ty kręcisz się tu, wyglądając jak jakiś uliczny zbir. Zdajesz sobie sprawę ze stawki? Możemy stracić miliony! Alex oparł się wygodnie na krześle, całkowicie niewzruszony. – A jednak wczoraj zarobiłem na walce niezłą kasę. Twoje priorytety nie są moimi, ojcze. Spojrzenie Charlesa pociemniało. Bez ostrzeżenia chwycił nadgarstek Juliana i trzasnął nim o stół. Alex zesztywniał. Julian, jego starszy brat, skrzywił się, a jego usta zadrżały, gdy walczył o stłumienie jakiegokolwiek odgłosu bólu. Żołądek Alexa ścisnął się, gdy obserwował tę znajomą scenę. Charles Blackwell nie był ojcem. Był tyranem, potworem! Manipulatorem, który karmił się władzą i kontrolą, a kiedy Alex przekraczał granice, gniew ojca zawsze skupiał się na Julianie albo matce. – Myślisz, że to zabawa, Alexandrze? – syknął Charles, mocniej przyciskając dłoń Juliana. Oczy Juliana były mocno zaciśnięte, oddech nierówny, ale nie krzyknął. Nigdy tego nie robił. Kiedyś Julian był bohaterem Alexa – starszym bratem, który nie mógł zrobić nic złego. Teraz był cieniem tamtego człowieka, wydrążoną skorupą, która egzystowała dzięki narkotykom. Szczęka Alexa zacisnęła się, a wściekłość wrzała tuż pod powierzchnią. Szerokie, błagalne oczy matki utkwiły w nim, niemo prosząc, by coś zrobił. Alex zmusił się do zachowania spokoju w głosie. – Zajmę się inwestorami – powiedział, a jego słowa były precyzyjne i wyważone. – To nie wpłynie na spotkanie. Dostaniesz ten kontrakt. Charles w końcu puścił rękę Juliana, opierając się na krześle z satysfakcją na twarzy. – Dobrze. To właśnie lubię słyszeć. Julian szybko cofnął rękę, tuląc ją pod stołem. Był blady, ale nie odezwał się słowem. Alex miał ochotę uderzyć pięścią w stół, ale tego nie zrobił. Tego właśnie chciał Charles – sprowokować go, kontrolować. Zamiast tego Alex wziął telefon i przewijał ekran bez celu, udając zainteresowanie talerzem z jedzeniem przed sobą. – Napraw ten bałagan, który narobiłeś z Zoe – dodał Charles lodowatym tonem. – Jej ojciec i ja już omawiamy datę ślubu. Nie pozwolę, by twoje wybryki zrujnowały nasz sojusz. Alex uśmiechnął się z przekąsem, choć uśmiech nie dotarł do jego oczu. – Oczywiście, ojcze – powiedział, nie podnosząc wzroku. Nie mógł tak po prostu powiedzieć Charlesowi prawdy. Jego myśli powędrowały do tamtej kelnerki. Turner – ognista kelnerka, która spławiła go na przystanku. Nienawidził tego przyznawać, ale jej odmowa zabolała. Większość ludzi w Willowcrest rzuciłaby się na jego ofertę, a ona odrzuciła go bez chwili wahania. Coś w niej zalazło mu za skórę. – Słyszałeś mnie, Alexandrze? – warknął Charles, wyrywając go z zamyślenia. Alex wsunął telefon do kieszeni i wstał gwałtownie. – Głośno i wyraźnie, ojcze. Smacznego, Blackwellowie. Bez słowa wyszedł z jadalni. Zimne, nocne powietrze uderzyło go jak policzek, gdy wyszedł na zewnątrz. Oparł się o swój lśniący samochód, przeczesując dłonią włosy. Musiał ochłonąć. Telefon w kieszeni zawibrował. Wyciągając go, zerknął na ekran, a serce mu zamarło. To była wiadomość tekstowa od Turner. *Zgadzam się.* Alex wpatrywał się w wiadomość, a serce łomotało mu w piersi. Przez chwilę się nie ruszał, nie oddychał. Kochał wyzwania, ale uwikłanie się w relację z Turnerówną było wyzwaniem, w którym nie miał ochoty brać udziału. Żałował, że nie powiedziała „nie”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Blackwellowie – Kupiona przez dziedzica | Czytaj powieści online na beletrystyka