Zade poprowadził mnie drugim korytarzem i kamienną ścieżką, aż dotarliśmy do kręconych schodów. Podążaliśmy nimi w dół, aż zapach rozkładu wdarł się do mojego nosa, a szczury siedziały w kątach, obgryzając kości — zdałam sobie sprawę, że jesteśmy w lochu Rady.
Wpatrywałam się w jego plecy, gdy otwierał drzwi, a jego pozbawiony emocji wyraz twarzy wcale nie łagodził moich nerwów, zwłaszcza gdy odma
















