Dom musiał tylko pochylić się nieco bliżej, nabrać pewności siebie i wykonać jeden błędny ruch, odsłaniając swój kark. Zacisnęłam palce na kamieniu, czując, jak zadrapania pieką mnie żywym ogniem na skórze.
No dalej, pochyl się, naznacz mnie, ty śmieciu
Jego żółte oczy wpatrywały się w moje pożądliwie; minęła chyba wieczność, zanim pochylił się nad moją odsłoniętą szyją.
Oddech uwiązł mi w gardle
















