Jego ramiona zesztywniały, a wszyscy wzięli wdech, więżąc powietrze w płucach.
Powoli się odwrócił, a ja błagałam w duchu, by nie dostrzegł strachu w moich oczach.
Jego oczy były czarne, gdy utkwiły we mnie groźne spojrzenie.
„Warczysz na moich ludzi?” – zapytał szorstko.
Próbowałam się wyprostować, stanąć dumnie i wyglądać na silną oraz obojętną.
„Jestem w pełni zdolna do tego, by iść sama” – p
















