Jedna po drugiej były klasyfikowane i oceniane, aż w końcu Lady Hale stanęła przede mną. Patrzę w dół na swoje stopy, odmawiając nieposłuszeństwa, mimo że powstrzymanie się od podniesienia głowy i napotkania jej rywalizującego spojrzenia wymaga ode mnie resztek opanowania.
Słyszę cichy odgłos chichotu, a mimo to nadal nie podnoszę wzroku.
– Z tobą na pewno będą mieli ubaw – powiedziała. Chłód metalu dotykającego mojej skóry sprawił, że zadrżałam, gdy przesunęła laską w górę mojej nogi, unosząc sukienkę. Dziób od czasu do czasu robił nacięcia na mojej nodze i biodrze, a krople krwi tworzyły chłodzącą ścieżkę w dół uda.
– Obróć się – rozkazała, a zmiana w jej głosie była natychmiastowa. Ta szorstka zmiana i wymagający ton sprawiły, że zassałam powietrze przez zęby i skupiłam się na bólu, by pozostać posłuszną.
Obróciłam się w miejscu, sukienka podjechała wyżej, a ona obserwowała każdy kąt mojego ciała. Czułam, jak włoski na moich udach stają dęba, gdy wiatr wiał i muskał moją nagą skórę.
– Bardzo ładnie. Osiem – zagruchała.
Kapitan Tala podeszła do mnie od tyłu, wykręciła mi ręce na plecy i związała liną zanurzoną w tojadzie.
Zacisnęłam zęby tak mocno, że mogłabym je zetrzeć na pył, gdy poczułam, jak trucizna wsiąka w moją skórę.
Gdy wszystkie zostały sklasyfikowane, Lady Hale rozkazała założyć opaski na oczy i kompletna ciemność zapadła, gdy prowadzono mnie do ciężarówki.
To było to; to był koniec. Moi rodzice prawdopodobnie machali, moja siostra ze strachu wciskała się w nogi ojca, a ja nie mogłam się z żadnym z nich pożegnać.
To stało się szybko, to ocenianie i chwytanie; już byłam w ciężarówce, siedząc na wilgotnej drewnianej ławce, z drazgami wbijającymi się w uda.
Pot i strach wypełniały powietrze, zapach niepodobny do żadnego innego, taki, do którego rozpoznawania przywykłyśmy.
Ciężarówka jechała po wyboistej drodze i z każdym podskokiem czułam, jak moje ciało unosi się z siedzenia, a wyższe dziewczyny uderzały głowami o niski sufit.
Jechaliśmy przez to, co wydawało się wiecznością, a ani jedno źródło światła nie zdołało przeniknąć ścian ciężarówki.
Samochód w końcu się zatrzymał, a ja nasłuchiwałam, próbując usłyszeć coś, co mogłoby dać mi wskazówkę, gdzie jesteśmy, ale słyszałam tylko kroki na wilgotnej ziemi – stopy naciskające na nasiąkniętą wodą trawę, jak deptanie po mokrym mchu.
Ktoś otworzył drzwi i małe promienie światła zatańczyły na górze opaski.
Poczułam zapach wilgotnej trawy, kory i dębu. Musiałyśmy być w lesie, co miało sens, biorąc pod uwagę, że to tam odbywało się polowanie. Nigdy jednak nie wiedziałam, gdzie znajduje się dom. Za każdym razem, gdy ktoś wracał choćby na najkrótszą chwilę, zabraniano mu kiedykolwiek omawiać to, co działo się po rytuale.
Wyciągano nas z ciężarówki jedną po drugiej i prowadzono przez teren na gładszą powierzchnię.
Poczułam, jak gwałtownie mnie zatrzymano, a moje ramię otarło się o inne. Z jakiegoś powodu wciąż słyszałam radosne piski dziewcząt wokół mnie.
Czy nie zdawały sobie sprawy, że jesteśmy na progu początku reszty naszego życia? To nie była bajka, w której spotykamy księcia, który zabierze nas do swojego zamku i będzie kochał na zawsze. To bardziej przypominało Shreka, gdzie Fiona była zamknięta w wieży i żaden książę nigdy nie przybył, by ją uratować. Sama się uratowała, ale analogia kończy się tutaj, ponieważ nie było mowy o żadnym ratunku. W tym domu nie było księcia z bajki. Byli jednak Alfowie, jedni z najsilniejszych i najbardziej przerażających przywódców naszego świata, którzy czerpią przyjemność z polowania na młode dziewczyny, by je później tresować i wykorzystywać. Niektórzy się żenią i zakochują, ale to rzadkość. A potem jest ten przywódca, Król Lykanów. Nie jest znany ze swojej czułości czy wspaniałego przywództwa, jest znany z tyranii, jaką roztacza nad swoimi ludźmi, i żelaznej ręki, którą rządzi.
Dreszcz, który mnie teraz przeszedł, nie był żartem, moje ramiona dostały skurczu, a kręgosłup wykonał wężowy ruch.
– Wprowadzić je. – Mroczny głos rzucił rozkaz za moimi plecami. Był uniesiony nad ziemią, to było jasne.
Moje ciało drgnęło, gdy czyjeś ręce objęły moją głowę i rozwiązały opaskę. To było tak, jakby każdy nerw w moim ciele był w stanie najwyższej gotowości, wszystko dlatego, że odebrali mi zdolność widzenia. Normalnie by mi to nie przeszkadzało, ale byłam teraz słaba, tak samo jak moja wilczyca, więc usunięcie jednego ze zmysłów nie było optymalne.
Światło słońca natychmiast mnie oślepiło i zamknęłam oczy, by dać im trochę czasu na przyzwyczajenie się.
– Ruszać się! – rozkazała kapitan Tala i popchnęła mnie w ramię, żebym szła.
Inne dziewczyny z podekscytowaniem rozglądały się po okolicy. Byłyśmy głęboko w lesie, widziałam mech gobliński pokrywający skały tak daleko, jak sięgał wzrok.
Korony drzew były gęste i krzaczaste, uniemożliwiając słońcu dotarcie do ziemi przez większość dnia. Byłam zbyt zajęta rozglądaniem się po drzewach i roślinach, by zauważyć, gdzie stąpam. Uderzyłam palcem o poszerzone kamienne schody i przeklęłam, upadając na stopnie. Kapitan chwyciła mnie za ramię i zmusiła do wstania. Spojrzała na mnie z dziką frustracją, gdy powoli wstawałam z bólu, powstrzymując jęk.
– Tę sukę trzeba ustawić do pionu – powiedziała Trixy, a moje oczy rozszerzyły się na ułamek sekundy ze strachu, że kapitan Tala to usłyszy. Dopóki nie przypomniałam sobie, że nie może słyszeć mojej wilczycy, choć strach był bardzo widoczny.
– Nie mów tak – odgryzłam się.
– Dlaczego? Przecież mnie nie słyszy.
Nie, nie mogła, ale i tak mnie to przerażało. Takie słowa mogły cię zabić. Kapitan Tala była szanowana, wysoko postawiona w radzie i stanowiła prawdziwą siłę. Plotka głosi, że kiedyś pracowała z Mroczną Strażą; byli ostatnią linią obrony rady i ostatnimi ludźmi, których chciałeś widzieć na progu swojego domu. Jeśli Mroczna Straż się pojawiała, wiedziałeś, że twoje minuty są policzone.
Kapitan Tala była jedną z ich egzekutorek, była ich najbardziej utalentowaną zabójczynią i pokonała więcej stworzeń, niż ktokolwiek mógłby zliczyć.
Drzwi do domu zamknęły się za nami, a dźwięk przekręcanego zamka odbił się echem w mojej głowie.
Zaprowadzono nas przez zrujnowany, rozklekotany dom, który wcale nie wyglądał tak, jak wyobrażałam sobie miejsce spotkania.
W dachu była gigantyczna dziura, przez którą widziałam niebo tak wyraźnie, jakbym była na zewnątrz. Było to jedyne miejsce, gdzie drzewa nie zasłaniały widoku.
Warstwy kurzu zbierały się na powierzchniach połamanych drewnianych desek i gnijących komód. Wielka szafa w rogu pierwszego pokoju miała drzwi wiszące na zawiasach, a w środku wisiały ubrania, które wyglądały, jakby coś je zjadło.
Wzięłam głęboki wdech i wstrzymałam go, gdy zapach gnijącego mięsa wdarł się do mojego nosa.
Wszystkie dziewczyny zakryły nosy i to w takich chwilach bycie wilkołakiem było przekleństwem.
Nasz wyostrzony węch niestety pozwalał nam czuć zapachy wszystkiego, w tym potu, krwi i seksu. Wszystko to mieszało się teraz w moim nosie.
Kapitan Tala przytrzymała otwarte drzwi i wszystkie wpakowałyśmy się przez nie do zimnego pokoju. Okna były wybite i wychodziły na liściasty las; żadne światło nie wpadało do środka, a chłodny wiatr wymiatał z wentylacji.
– Twarzą do ściany – powiedziała, nie wchodząc do środka z resztą z nas.
Ustawiłyśmy się w szeregu i stanęłyśmy twarzą do ściany, zgodnie z rozkazem.
Pod sufitem wisiało białe lniane prześcieradło, subtelnie poruszane przez wiatr wpadający do pokoju.
Kawałki koronki przykleiły się do drewnianych desek i gdybym wpatrywała się w nie wystarczająco długo, mogłabym zobaczyć, jak tańczą w kształtach kobiety w szpilkach kołyszącej się na wietrze.
To było piękne, ale przerwane dźwiękiem ciężkich kroków naciskających na skrzypiące deski podłogowe. Nikt się nie odezwał, gdy zmieniali pozycję, i usłyszałam, jak ktoś wychodzi, a ktoś inny wchodzi.
Drzwi za nami trzasnęły, ale my, dziewczyny, nie byłyśmy same; ktoś był z nami w pokoju.
Posiadał wysoką rangę, nasze wilki czuły to w głębi siebie, a Trixy niechętnie upadła w poddańczym ukłonie i odsłoniła szyję.
Jego wzrok ogrzewał mój kark, gdy taksował mnie z miejsca, w którym stał. Przechodził za każdą dziewczyną, oceniając ją i rozbierając wzrokiem. Białe płótna, które miałyśmy na sobie, niewiele ukrywały, i czułam na skórze, gdzie wędrował jego wzrok, zostawiając za sobą gorący ślad. Był tylko jeden samiec w naszym świecie, któremu wolno było zerknąć przed innymi, ale nigdy nie słyszałam, żeby brał udział w Polowaniu. Cofnął się i słyszałam, jak wszyscy w pokoju wstrzymali oddech, łącznie ze mną.
– Obrócić się. – Jego głos był mroczny i niski, z kontrolowanym spokojem, jakiego nigdy wcześniej nie słyszałam.
Obróciłam się powoli, aż stanęłam twarzą do niego. Przez sekundę dobrze się sobie przyjrzeliśmy, ale Trixy zmusiła moją głowę do skłonu i czułam, jak natychmiast się wycofuje z podkulonym ogonem.
Oddech uwiązł mi w gardle, a nogi mi się trzęsły, walcząc, by mnie utrzymać. Głowę miałam wciąż spuszczoną, ale zdołałam zerknąć na dziewczyny, by zobaczyć, jak się trzymają.
Niektóre wstrzymywały oddech; inne z radością czekały na formalne przedstawienie, ale ja? Ja byłam przerażona, odtwarzając w głowie plotki, które słyszałam o Królu Lykanów, i bojąc się sprawdzić, czy są prawdziwe.
Splótł dłonie za plecami i przesunął wzrokiem po każdej z nas. Wszystkie byłyśmy przygwożdżone do miejsca, choć nikt nas tu nie trzymał. Nasze stopy ciążyły, jakby były przyklejone do podłogi, a głowy miałyśmy spuszczone, niemal niemożliwe do podniesienia, chyba że nam kazano. Mignęłam wzrokiem przez ułamek sekundy i zobaczyłam, jak stoi tam ze stoickim spokojem. Uniósł głowę, a ja napotkałam oczy zimniejsze niż lodowiec.
















