Perspektywa Emily
– Nie jesteś po prostu omegą, Em. Jesteś wyjątkowa – argumentował Bryson, przecinając moje myśli. W jego głosie brzmiała lekka ostrość.
Zawsze nienawidził, gdy wspominałam, jak bardzo się różnimy. – Dla mnie jesteś wyjątkowa – powiedział pod nosem ze szczerością.
Moje serce zatrzymuje się, a potem znowu podskakuje, tym razem szybciej. Kiedy mówił takie rzeczy, moje głupie serce myślało, że Bryson ma na myśli coś więcej niż przyjaźń.
Ale wtedy logiczna strona mojego umysłu natychmiast cofała mnie o krok lub dwa, ujawniając, że Bryson po prostu próbował sprawić, bym poczuła się lepiej.
Bo to właśnie powinni robić najlepsi przyjaciele. Sprawiać, by to drugie czuło się lepiej.
Odwróciłam się w stronę okna i wpatrywałam się w ogromne, niekończące się zielone drzewa. Były tak wysokie, a ich gałęzie grube. Nie kończyłyby się przez kilka mil, ale zaraz zaczęłyby się znowu.
Senna mieścina Green Hallow... wcale nie była taka senna.
–
Bryson gasi silnik i odwraca się do mnie, w jego oczach widać błysk wesołości, a usta są lekko wydęte.
Staram się nie patrzeć na nie zbyt długo, mimo że była to pokusa, z którą zawsze przegrywałam.
Trzymam wzrok na jego nosie. Bo gdybym przeniosła go na jego oczy, zgubiłabym się w oknach jego duszy.
– Och, daj spokój, nie mów mi, że wciąż jesteś na mnie wkurzona? – Jego usta wygięły się w figlarnym uśmiechu i zachichotał.
Uniosłam brew i prawie przewróciłam oczami na jego słowa. – Za którą część dokładnie? Za drażnienie mnie przez cały ranek po tym, co zobaczyłeś w moim pokoju, czy za jazdę jak maniak? – zapytałam sarkastycznie.
Próbowałam być tak poważna, jak tylko mogłam, ale przy Brysonie nigdy nie potrafię pozostać na niego naprawdę zła czy zirytowana. To po prostu niemożliwe.
Miał w sobie to coś, co nie pozwalało się na niego gniewać. A może to ja po prostu za nic w świecie nie potrafiłam gniewać się na niego zbyt długo.
Wzniósł oczy ku dachowi samochodu i żartobliwie cmoknął, kręcąc głową na boki. – Za obie?
Jego zielone oczy wróciły, by połączyć się z moimi, tyle że iskrzyły psotnie, a uśmiech tak szeroki i jasny niemal mnie oślepił.
Patrzyły głęboko w moją duszę i sprawiały, że drżałam.
To był jeden z powodów, dla których starałam się unikać patrzenia mu w oczy, gdy byliśmy sami. Zawsze kończy się to tym, że czuję rzeczy, których wiem, że nie powinnam czuć.
Bryson szczerzy zęby w uśmiechu.
Mój żołądek lekko się skręcił i szybko odwróciłam wzrok.
Nie chcąc, by zobaczył moją płochliwość, parsknęłam: – W takim razie tak, jestem w stu procentach wciąż na ciebie wkurzona. – Odpięłam pasy i otworzyłam drzwi samochodu.
Kiedy wyszłam, zarzuciłam pasek torby na ramię i spojrzałam ponad dachem samochodu, gdy Bryson również wysiadł.
Jego oczy zmrużyły się, gdy słońce w nie uderzyło. Sprawiło to, że z miejsca, w którym stałam, wydawały się złote. – Daj spokój, Em, nie możesz być na mnie wkurzona wiecznie. Wiesz, że mnie kochasz – powiedział z tandetnym uśmiechem.
Moje serce fika koziołka. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo te słowa były prawdziwe. Znacznie bardziej niż myślał. Nie kochałam go tylko jako najlepszego przyjaciela, kochałam go jako kogoś więcej.
Wciągnęłam powietrze nosem i wypuściłam ustami. Kiedy miałam odpowiedzieć, dołączyła do nas nasza przyjaciółka.
Jej twarz promienieje szerokim uśmiechem, oczy tańczą, gdy padają zarówno na Brysona, jak i na mnie.
Podskakuje w naszą stronę, jej rude włosy fruwają za nią. Była bardzo piękna ze swoimi szerokimi, kakaowymi oczami i ładnymi rysami.
Stojąc obok niej, wyglądałabym jak bezdomna.
Maya zarzuciła mi ramię na szyję i przytuliła mnie. – Tęskniłam za tobą, Em – pisnęła mi do ucha.
Czyżby nadszedł dzień ogłuszenia Emily?
Skrzywiłam się, ale oddałam uścisk, podczas gdy w uszach mi dzwoniło.
Maya była córką bety i wkrótce miała przejąć rolę naszej przyszłej bety. Poznałam ją przez Brysona, który już się z nią przyjaźnił.
Na początku nie do końca mnie lubiła i nie chciała, żeby moja ranga stawiała ją w złym świetle. Ale potem, po kilku powitaniach tu i tam, rozmowy stopniowo stawały się dłuższe i zabawniejsze, aż stałyśmy się praktycznie najlepszymi przyjaciółkami.
– Widziałaś mnie wczoraj – zauważyłam.
Odsunęła się i pacnęła mnie żartobliwie w ramię. – Wciąż o wiele za długo, by nie widzieć twoich pucołowatych, słodkich policzków. – Uszczypnęła mnie w policzek, by udowodnić swój punkt widzenia.
Mimo że byłam drobna, miałam pucołowate policzki, które sprawiały, że moja twarz była okrągła. Wszyscy mówili, że wyglądam uroczo, zwłaszcza gdy się rumienię.
Odepchnęłam jej rękę i zgromiłam ją żartobliwie wzrokiem.
– Więc nikt nawet nie włączy mnie do rozmowy? – mruczy Bryson, podchodząc do nas.
Odwróciłam się, by posłać mu udawane, zirytowane spojrzenie. – Nie.
– Auć, Em, to bolało. – Udawał zranionego, kładąc rękę na sercu.
Kiedy stanął obok mnie, Maya z ciekawością przeskoczyła wzrokiem między naszą dwójką. – Znowu coś się między wami stało? Bryson wykręcił ci jakiś numer, Em?
Szczerze mówiąc, jej słowa przeleciały mi nad głową w chwili, gdy Bryson stanął obok mnie.
Ciepło jego ciała...
Żołądek zawiązał mi się w supeł i chwyciłam pasek torby jak kotwicę, próbując uspokoić bijące serce.
Jako wilkołaki, oczywiście słyszeli moje szybko walące serce. Nie chciałam, żeby pytali mnie o coś, o czym musiałabym skłamać.
A Bryson, znając mnie jak własną kieszeń, oczywiście wiedziałby, że kłamię.
Bryson zarzuca mi ramię na szyję i odpowiada jako pierwszy. – Em nie lubi szybkiej jazdy, upewnię się, żeby pamiętać o tym w przyszłości. Najwyraźniej moja mała lubi powoli. Prawda, Em? – drażnił się, przyciągnął mnie do siebie i spojrzał na mnie z góry.
Uniosłam głowę i nasze oczy szybko się spotkały.
Serce mi wali i nie jestem pewna, czy faktycznie mogę ukryć fakt, że się czerwienię.
Moja mała...
Ton Brysona był przesiąknięty drwiną, ale było coś w jego oczach, gdy na mnie patrzył, co sprawiło, że moje serce podskoczyło.
















