Powstanie Białego Wilka

Powstanie Białego Wilka

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5
Autor: Aeliana Moreau
2 mar 2026
Perspektywa Emily Jego słowa mnie oszołomiły, a serce podskoczyło. Czy miał na myśli kogoś, kogo pragnął jako swojej partnerki? Zdecydowanie brzmiało to tak, jakby miał kogoś, kto mu się podobał. Serce mi łomotało. Wiem, że nie powinnam się tak czuć, w końcu Bryson oczywiście pociągałby dziewczyny... Duża część mnie chciała, żeby to ja go pociągała, ale to było tylko myślenie życzeniowe. Bryson był poza moją ligą, zarówno pod względem wyglądu, jak i rangi. To właściwie śmieszne, że byłam tak głęboko zakochana w samcu alfa, który nigdy nie zostałby sparowany z taką omegą jak ja. Bryson wzdycha i przeczesuje ręką włosy. – Im bliżej moich urodzin, tym bardziej jestem wzburzony. Boję się tego, z kim skończę, wiedząc, że ta, której naprawdę pragnę, może nie... Jęknął i potrząsnął głową. Jego oczy unoszą się do moich i łączą się. Czuć, jak elektryczność iskrzy wokół nas, gdy trzyma mnie w intensywnym spojrzeniu. – Za kilka miesięcy ty też skończysz osiemnaście lat, Em. Nie boisz się tego, z kim skończysz? – zapytał, wpatrując się we mnie głęboko. Oderwałam od niego wzrok. Dużo myślałam o tym, kogo Bogini Księżyca musiała dla mnie wybrać, i moje myśli zawsze wracają do tego, że może to być omega lub wilk niskiej rangi. Omegi nigdy nie były parowane z wilkami wyższej rangi, to nie tak, że ja magicznie zostałabym z takim sparowana teraz. – Właściwie dużo o tym myślałam. I tak, jestem przerażona tym dniem – przyznałam. Jestem przerażona, że nie będziemy mieli tej samej więzi, którą mamy teraz. Twoja uwaga skupi się na twojej Lunie, a ja utknę z kimś, w kim będę musiała zmusić się zakochać, mimo że moje serce należy do ciebie. Ale zamiast powiedzieć prawdę, posłałam mu chwiejny uśmiech. – Ale doszłam do wniosku, że Bogini Księżyca nie przeznaczy mi wilka wyższej rangi, więc chyba nie mam się czego bać. Wiesz, jacy wy, wilki wyższej rangi, jesteście wymagający w utrzymaniu – zażartowałam, próbując rozładować napięcie. Ale to przynosi odwrotny skutek, bo brwi Brysona ściągają się w grymasie i mruczy: – Jasne. Wpatruje się we mnie z emocją, którą szybko maskuje, a potem odchrząkuje. – Chyba będziemy musieli po prostu poczekać i zobaczyć, z kim skończymy, co? Kiwnęłam ponuro głową. Nie chciałam skończyć z nikim innym niż Bryson. Byłam w nim zakochana i bałam się, że nawet mając partnera, który nie jest nim, nigdy nie będę w stanie o nim zapomnieć. _ – Lepiej dzisiaj nie szarżuj – ostrzegłam go, zapinając pasy. Bryson posyła mi uśmiech i mruga. – Niczego nie obiecuję. Szybko chwyciłam się drzwi, gdy ruszył z piskiem opon. – Bryson Taylor! – krzyknęłam ze złością. Ryknął śmiechem, a potem zwolnił. Odwróciłam się, by posłać mu mordercze spojrzenie. – Przysięgam, że po prostu próbujesz mnie wkurzyć. Kącik jego ust uniósł się w uśmieszku, gdy rzucił mi spojrzenie. – Jesteś gorąca, kiedy jesteś wkurzona, nic na to nie poradzę – zażartował, ale w jego tonie było coś cięższego, co sprawiło, że głos miał nieco chropowaty. Znowu, jego słowa zawsze sprawiają, że przestaję oddychać na kilka chwil. Ale potem zawsze przypominam sobie, że Bryson zawsze był żartownisiem i uwielbiał się ze mną drażnić. Te słowa nie miały żadnego prawdziwego znaczenia. Były po prostu tym – słowami. Mimo że chciałam, by znaczyły o wiele więcej. Z szalejącym rumieńcem na twarzy, którego nie udało mi się ukryć, odrywam od niego wzrok i skupiam się na drodze, mrucząc: – Zamknij się. Zachichotał, a ten dźwięk wysłał ciepłą falę mrowienia trzepoczącą w moim żołądku. Kiedy dotarliśmy do mojego domu, Bryson powiedział, że woli podgrzać jedzenie, bojąc się, że „spalę” dom. – Wszystko jedno – powiedziałam i przewróciłam oczami. Zostawiłam go i poszłam na górę, żeby się odświeżyć. Kiedy wróciłam, Bryson siedział już na kanapie z nogami wyłożonymi na stolik kawowy. – Czy nie powinieneś mieć dzisiaj spotkania z tatą w sprawie ceremonii alfy? – zapytałam, podchodząc do niego. Nie tylko Bryson kończył osiemnaście lat za kilka dni, ale miał też otrzymać tytuł alfy. Będzie teraz przywódcą stada. Coś, do czego trenował nieustannie. Spojrzał na mnie i nie umknęło mi, jak jego wzrok zatrzymał się na kilka sekund na moich piersiach i nogach. Zarumieniłam się, a on odchrząknął, sięgając po pilota. – Jakbym mógł zostawić cię samą w domu, Em. Połączyłem się z tatą telepatycznie, pogadamy o tym jutro. Skrzywiłam się. Raphael Taylor, alfa naszej watahy, był nieco bardziej surowy. Zwłaszcza jeśli chodziło o sprawy stada. – Był zdenerwowany? – wzdrygnęłam się, klapiąc obok niego. Wypuściłam cicho powietrze, gdy jego ramię objęło mnie i przyciągnął mnie bliżej swojego boku. – Nie, nie bardzo. Zrozumiał. To naprawdę nic wielkiego, Em. Obowiązki alfy mogą poczekać, ty zawsze będziesz na pierwszym miejscu. Przełknęłam gulę w gardle. Kiedy wypowiada takie słowa, mam ochotę błagać go, żeby mnie pocałował chociaż raz, zanim już nigdy nie będzie mój. Ale to nie była możliwość. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, a on widział we mnie tylko siostrę. – Po prostu nie chcę być powodem, dla którego zaniedbujesz swoje obowiązki, Bryce. Przejmiesz watahę dosłownie za kilka dni – szepnęłam i zerknęłam na niego spod rzęs. Usłyszałam jego gwałtowny wdech, gdy nasze oczy się spotkały, i zmarszczyłam brwi, gdy szybko odwrócił wzrok. – Mam wystarczająco dużo czasu, Em. Przestań się tak martwić – szepnął, przełączając filmy i wybrał ten, który lubiłam, mimo że on nie przepadał za tym gatunkiem. Uśmiechnęłam się i oparłam głowę na jego ramieniu. – Minęło kilka godzin i na zewnątrz było już ciemno. Jedynym światłem w domu był telewizor. Jedliśmy kilka godzin temu i teraz byłam wykończona. Ziewnęłam, a moje powieki zatrzepotały i zamknęły się, aż ogarnął mnie sen. Dopiero gdy poczułam, że jestem podnoszona, moje oczy powoli się otworzyły. W moim zamglonym umyśle i wzroku dostrzegłam oczy Brysona wpatrujące się we mnie z góry. – Śpij dalej, Em, mam cię – szepnął, a moje oczy poddały się jego poleceniu. Słyszałam jego kroki, gdy wchodził po schodach, i czułam jego ramiona trzymające mnie opiekuńczo przy jego piersi. Słyszałam miarowe bicie jego serca. A wkrótce potem poczułam pod sobą miękką pościel, gdy zapadłam się w materac. Poprawił mnie i naciągnął kołdrę na moje nogi aż do pasa. Ale kiedy myślałam, że już poszedł, poczułam jego obecność nade mną, a potem miękkość jego ust w kąciku moich warg. – Dobranoc, skarbie – szepnął, a jego usta zatrzymały się tam na chwilę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Powstanie Białego Wilka | Czytaj powieści online na beletrystyka