PERSPEKTYWA EMILY
Zachichotałam, gdy wiatr targał moimi włosami, podczas gdy on pędził między drzewami. Chwyciłam jego futro, przywierając do niego górną połową ciała.
'Myślałem, że nie lubisz szybkich przejażdżek?'
Przesłał myśl Bryson.
Jego głowa skręciła lekko, tak by mógł mnie widzieć na swoim grzbiecie. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało i odpowiedziałam myślowo:
'Czasami szybkość może być większym dreszczem emocji'.
Bryson zachichotał przez więź i ostrzegł mnie, bym trzymała się mocniej, po czym śmignął między drzewami tak szybko, że stały się jedynie plamą w moim polu widzenia.
Zimny wiatr był wspaniały, smagając moje policzki i włosy. A wilk Brysona pode mną ogrzewał mnie wystarczająco, bym nie przejmowała się chłodem.
Po dobrych trzydziestu minutach lub więcej wreszcie zwolnił. Szum potoku nie był daleko.
Kiedy potok wreszcie ukazał się moim oczom, uśmiechnęłam się. Szum i bulgot wody były teraz głośniejsze.
To było specjalne miejsce Brysona i moje. Przychodziliśmy tu cały czas, tylko nasza dwójka.
Było w sporej odległości od Domu Watahy i nieco bliżej granicy.
Zapatrzyłam się w płynącą wodę. Wodospad wypływał z wielkiej szczeliny między skałami.
Woda migotała jak małe diamenty na powierzchni dzięki półksiężycowi.
Za dnia woda była turkusowoniebieska, piękna.
Bryson wychodzi z cienia drzew, zbliżając nas do potoku.
Kiedy się zatrzymał i ugiął tylne łapy, wiedziałam, że każe mi zsiąść.
Zrobiłam to, zsuwając się z niego powoli i uważając, gdzie stawiam stopy.
Moje bose stopy zagłębiły się w mokrym błocie, a ja się uśmiechnęłam. Kochałam Ziemię. Wszystko, co ziemskie.
Wiedząc, że zaraz się przemieni, podeszłam bliżej brzegu strumienia i wpatrywałam się w lśniącą wodę.
Słyszę dźwięk łamania i reformowania się jego kości, gdy zmienia się z powrotem w ludzką postać.
Czasami cieszę się, że jeszcze nie przeszłam tego procesu.
Niektórzy mówią, że transformacja boli jak cholera, zwłaszcza za pierwszym razem. Ale potem po jakimś czasie przyzwyczajasz się do bólu. Jednak nie znika on całkowicie.
– Woda wygląda niesamowicie – odezwał się Bryson.
Kiwnęłam głową, zgadzając się z nim. – Jest piękna.
– Tak. Najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem – szepnął cicho, ale wychwyciłam to dzięki mojemu wyostrzonemu słuchowi.
Czuję na sobie jego wzrok, ale nie zawracam sobie głowy odwracaniem się, wiedząc, że jest w trakcie zakładania szortów khaki.
Sekundy później czuję go za sobą. – Hej, Em? – wydusił, zbliżając się, aż poczułam ciepło bijące od jego ciała.
– Tak? – mruknęłam, przygryzając nerwowo wargi.
Nagle silne ramiona Brysona oplotły mnie i uniosły w górę.
Mały, zszokowany krzyk wyrwał się z moich ust, gdy nagle wskoczył do wody, trzymając mnie mocno w ramionach.
Zimna woda owinęła się wokół mnie, gdy oboje zanurzyliśmy się w lodowatej toni. Machałam rękami i nogami, aż wydostałam się na powierzchnię i zaczerpnęłam potężny haust powietrza.
Ponieważ moje jedwabiste, mokre kosmyki przykleiły się do twarzy, podniosłam rękę, by je odgarnąć.
Roztapiający serce chichot wyrwał się z gardła Brysona, a ja otworzyłam oczy, gromiąc go wzrokiem.
Popchnęłam go w ramię, warcząc: – Bryson, czy nie mogłeś mnie wcześniej ostrzec!?
Niewiele się poruszył, gdy go popchnęłam.
Zachichotał. – Wtedy nie usłyszałbym twojego krzyku ani nie zaskoczyłbym cię.
Przewróciłam oczami i chlusnęłam wodą w jego twarz. Zaśmiał się, zamykając oczy.
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na niego. Jego mokre włosy przylegały do czoła, wyglądając jak czarny atrament.
Jego rzęsy są podkręcone od kropelek wody, a kiedy otworzył oczy, wstrzymałam oddech.
Te zielone wiry sprawiły, że żołądek mi się ścisnął, a serce zgubiło rytm.
Musiałam odwrócić uwagę od myślenia w ten sposób.
Patrząc w jego oczy, zapytałam: – Nie mogłeś spać z powodu dzisiejszych słów Mayi?
Małe światełko, które lśniło w jego oczach, nieco przygasło, a on odsunął się ode mnie odrobinę.
Natychmiast pożałowałam zadania tego pytania.
Spogląda w górę na światło księżyca. – Tak. Nie mogę wyrzucić z głowy tej sytuacji z partnerką. Nie pomaga to, że mama jest podekscytowana i ciągle o tym mówi bez przerwy. – Westchnął, przyznając się.
– Czy myśl o zdobyciu swojej Luny tak bardzo cię przeraża? – zapytałam, patrząc na niego. – To będzie dobre dla ciebie i dla watahy.
Jego oczy przeskakują w dół na moje, chwytając mnie w spojrzeniu, które sprawiło, że serce zaczęło mi walić.
– Tak jak mówiłem wcześniej w szkole, Em. Nie chcę skończyć z kimś, kogo nie pragnę. Jak mogę ją kochać, skoro moje serce wybrało kogoś innego dawno temu? – szepnął, patrząc na mnie głęboko.
Jego serce należało do kogoś...
Serce mi pękło, a myśli pędziły, szukając jakiejkolwiek dziewczyny, która mogła skraść jego serce.
Bryson był gorącym tematem wśród dziewczyn, czy to ludzi, czy naszego gatunku. Był zabójczo przystojny i stanowił fantazję każdej dziewczyny, w tym moją.
Ale chociaż rozmawiał z wieloma dziewczynami, rozmowy zawsze były uprzejme. Cóż, przynajmniej wtedy, gdy byłam obecna.
Być może znalazł sobie kogoś, gdy nie było mnie w pobliżu. Co było rzadkością, Bryson i ja byliśmy nierozłączni jak sklejeni klejem.
Mimo to, choć moje serce ukłuło z zazdrości, było mi go szkoda. Jego szczęście zawsze było na pierwszym miejscu i to było bolesne, że przechodził przez to sam.
Moje powieki opadają, gdy wpatruję się w jego usta. – Przepraszam – szepnęłam. Moje oczy znów powędrowały w górę, by spotkać jego spojrzenie. – Przykro mi, że Bogini Księżyca nie pozwoli ci wybrać, kogo chcesz na swoją Lunę.
Oczy Brysona przeskoczyły w dół na moje usta, które rozchyliły się, gdy się w nie wpatrywał.
– Rzecz w tym, Em, że ja nie tylko jej pragnę, ja jej potrzebuję. I myślę, że będę jej potrzebował nawet wtedy, gdy będę patrzył w oczy mojej przeznaczonej – przyznał na bezdechu.
Nagle podpłynął bliżej mnie, a ja wciągnęłam powietrze, gdy jego ramię owinęło się wokół mojej talii i przyciągnęło mnie bliżej.
Przywieram do jego klatki piersiowej, moje twarde sutki ocierają się o mokrą koszulkę i on oczywiście czuje te wierzchołki.
Serce łomotało mi w piersi.
Jego oczy obniżyły się do moich ust, a powietrze wokół nas stało się gorące, mimo że na zewnątrz było chłodno.
– Nie chciałabyś też móc wybrać tego, kogo pragniesz, Em? – szepnął, obniżając głowę.
Jego usta zamykały lukę między moimi, a ja mogłam tylko wydychać odpowiedź: – Tak.
Czułam oddech Brysona na moich ustach, jego ciało przyciśnięte tak blisko mojego, że serce waliło mi w piersi jak młotem. Jego usta były zaledwie cale od moich, gdy nagle usłyszeliśmy szelest w krzakach.
Krew zastygła mi w żyłach. Czy ktoś tu był?
Szarpnęłam się do tyłu, a myśli pędziły mi po głowie, gdy rzeczywistość uderzyła we mnie jak cios w brzuch. Ciało krzyczało, żebym się ruszyła.
Bryson miał właśnie dowiedzieć się, kim jest jego partnerka. To nie mogło się dziać. Nie teraz. Nie mogłam być tą suką, która stanie między nim a jego przeznaczoną...
– Bryson, musimy iść – szepnęłam, płynąc szybko w stronę brzegu. Puls dudnił mi w uszach, a oddech wychodził krótkimi, panicznymi haustami.
Bogini Księżyca, proszę, spraw, żeby inni nas nie zobaczyli!
















