Lauren zamarła na chwilę, a jej oczy rozszerzyły się z niedowierzania. – Arielle, jak możesz mnie tak szkalować?
Sposób, w jaki Lauren wyglądała na zranioną, tylko utwierdził Cartera w przekonaniu, że Arielle kłamie.
W jego mniemaniu Arielle próbowała chronić Rheę, dlatego celowo oczerniała Lauren.
W końcu jaka matka skrzywdziłaby swoje dziecko?
Carter powiedział stanowczo: – Arielle, dzieci nie powinny kłamać. A ona nie jest kimś obcym. Jest biologiczną matką twoją i Adriana. Bez niej w ogóle byście nie istnieli.
– Nie kłamię! – upierała się Arielle.
Łzy lśniły w oczach Lauren, ale zdołała się uśmiechnąć. Szybko spróbowała uspokoić Cartera, mówiąc: – W porządku. Dzieci nie kłamią. Kłamią tylko dlatego, że chcą chronić ludzi, których kochają. To dobrze, że lubią panią Jamison. To znaczy, że była dla nich dobra. To się liczy.
Jej stwierdzenie o tym, że dzieci by nie kłamały, sugerowało, że Rhea kazała Arielle tak powiedzieć.
Widok bólu i żalu w oczach Lauren tylko podsycił gniew Cartera. – Gdzie są pokojówki?
Niania, Alisha Berry, wbiegła do środka.
Carter utkwił wzrok w Rhei, wydając rozkaz: – Zabierz dzieci. – Wyraźnie próbował trzymać dzieci z dala od niej.
Gdy Alisha wyprowadziła oboje dzieci, Carter – wciąż wściekły – wyszedł z Lauren, nie oglądając się za siebie.
Rhea stała jak wryta.
Byli biologicznymi rodzicami bliźniaków. Czuła więc, że nie ma prawa nic powiedzieć.
Jej klatka piersiowa ścisnęła się na widok zakrwawionego wacika. Ale pod bólem to rozczarowanie cięło głębiej.
Przez sześć lat ich małżeństwa zarządzała domem i opiekowała się dziećmi, tylko po to, by on mógł w pełni poświęcić się pracy.
Myślała, że jest wyjątkowa. W końcu Carter pozostał lojalny przez te lata. Traktował ją z troską i wypełniał swoje obowiązki jako mąż.
Ale teraz zdała sobie sprawę, że to wszystko było prawdą tylko dlatego, że w pobliżu nie było Lauren.
W zaledwie jeden wieczór sposób, w jaki Carter bronił Lauren, przyćmił wszystko, co zrobił dla Rhei przez ostatnie sześć lat.
Nagle cała troska, jaką jej okazywał, wydała się okrutnym żartem.
...
Później tej nocy, po tym jak Rhea wzięła prysznic i położyła się, wkrótce rozległy się kroki.
Carter również wziął prysznic i położył się do łóżka. Leżeli plecami do siebie w ciszy.
Po długiej pauzie Carter powiedział: – Lauren przyszła tylko dlatego, że tęskniła za dziećmi. Nie musiałaś być tak defensywna, a z pewnością nie powinnaś była uczyć Arielle kłamać. Niech to się więcej nie powtórzy.
Rhea nie wierzyła własnym uszom. Zacisnęła szczękę. – Wychowuję je od sześciu lat, odkąd były noworodkami. Chcę dla nich tego, co najlepsze, bardziej niż ktokolwiek inny. Co więc sprawia, że myślisz, iż uczyłabym je kłamać?
– Jeśli nie ty, to kto? Lauren? – ton Cartera stał się lodowaty. – Czy muszę ci przypominać, że ona jest ich biologiczną matką?
Te słowa uderzyły ją jak nóż w pierś. Oddała sześć lat swojego życia, a jednak jedna emocjonalna chwila ze strony Lauren przeważyła to wszystko.
Czy te lata nic nie znaczyły?
...
Noc minęła bez wymiany kolejnego słowa między Rheą a Carterem.
Następnego ranka Rhea obudziła się w pustym łóżku.
Był weekend, co oznaczało dzień rodzinny. W weekendy Carter zawsze zostawał w domu z dziećmi.
Gdy Rhea schodziła na dół, u podnóża schodów spotkała Devana.
– Pani Jamison, śniadanie... jest gotowe. – Wyglądał, jakby chciał powiedzieć więcej, ale ugryzł się w język.
Wtedy Rhea weszła do jadalni i zrozumiała dlaczego.
Lauren zrobiła śniadanie. I było ono wykwintne.
– Dzień dobry, pani Jamison. Chodź zjeść! – Uśmiech Lauren był łagodny.
Ale w oczach Cartera wyglądało to tylko tak, jakby Lauren próbowała zadowolić Rheę.
Nie mógł znieść tego widoku. – Nie musisz tego robić. To dom twoich dzieci. Masz pełne prawo mieszkać tu ze spokojem ducha.
Rhea zamarła w pół kroku. Czuła się, jakby ktoś właśnie spoliczkował ją w twarz.
Lauren tylko się uśmiechnęła. – Dobrze.
Gdy Rhea zajęła miejsce, Lauren powiedziała: – Spróbuj tego. Kiedyś świetnie robiłam tartę z krabem. Carter ją uwielbiał. Więc pomyślałam, że zrobię trochę dla ciebie i dzieci, żebyście spróbowali.
Faktycznie uwielbiał tarty z krabem.
Carter nie szczędził pochwał. – Jest jeszcze lepsza, niż zapamiętałem. Dziękuję, że ją zrobiłaś. Ale następnym razem nie musisz gotować. Rhea też potrafi ją zrobić.
Dziękuję? Rhea też potrafi ją zrobić? I co z tego, Lauren nie musiała gotować, a ona musiała?
Rhea wpatrywała się w swoją owsiankę. Przypomniała sobie, że czuwała dwie noce z rzędu, opiekując się gorączkującym Adrianem. Jej oczy były czerwone ze zmęczenia, ale Carter nawet jej nie podziękował.
Niemniej jednak przełknęła chęć kłótni. Postanowiła wierzyć, że Carter po prostu traktuje Lauren jak gościa i jest uprzejmy.
Podniosła więc głowę i powiedziała: – Tak, ja też potrafię ją zrobić. Ale Arielle ma uczulenie na kraby. Nie może tego jeść.
Lauren była zaskoczona. – Uczulenie? Carter, to pewnie dlatego, że nie była odpowiednio odstawiona od piersi. Nie można być zbyt nadopiekuńczym wobec dzieci. Potrzebują kontaktu z zarazkami, gdy są małe. To pomaga budować silniejszy układ odpornościowy.
Carter przerwał na te słowa i spojrzał na Rheę.
Ale trzeba przyznać, że Rhea dbała o dzieci nienagannie przez te wszystkie lata. Nie miał nic do zarzucenia. Więc tym razem nie zgodził się z tym, co powiedziała Lauren.
Lauren zauważyła jego milczenie i szybko zmieniła temat. – Myślałam o zabraniu dzieci na wycieczkę na cały dzień. Carter, pójdziesz z nami?
Potem zwróciła się do Rhei: – Pani Jamison, powinna pani też iść.
Carter wtrącił się. – Mów jej po prostu Rhea.
Lauren posłuchała. – Dobrze, Rheo.
Rozmawiali tylko między sobą, nawet nie pytając Rhei, czego ona chce.
Rhea nie tknęła swojego jedzenia. – Idźcie sami. Spotykam się dziś z przyjaciółką.
Carter zapytał: – Jaką przyjaciółką? Nie masz przyjaciół.
– Miałam przyjaciółkę, która przeprowadziła się do Colburn. Idę nadrobić zaległości.
Kiedyś miała szerokie grono znajomych, ale po ślubie z Carterem i przeprowadzce do Colburn odległość utrudniała jej utrzymywanie z nimi kontaktu. Prawie wszyscy jej przyjaciele wciąż byli w Draventh, które było stolicą.
Carter nie naciskał. Przypomniał po prostu: – Bądź ostrożna. Nie wracaj zbyt późno.
Rhea kiwnęła głową i poszła na górę się przygotować.
Po jej wyjściu Carter sięgnął i nałożył więcej jedzenia na talerz Lauren. – Więc twoje zdrowie naprawdę wróciło do normy?
Uśmiechając się, skinęła głową. – Już wszystko dobrze. Nie martw się.
– Musiałaś wiele przejść.
Lauren spuściła wzrok, a w jej oczach zamigotał smutek. – Było w porządku. Los w końcu się odwrócił, prawda?
W rzeczywistości wcale nie cierpiała. Życie było całkiem wygodne. Po prostu nie mogła mówić o przeszłości.
...
Gdy dzieci się obudziły, Rhea pomogła im przygotować się do wyjścia. Spakowała butelki z wodą, chusteczki nawilżane, aparaty dla dzieci i zapasowe ubrania.
– Nie idę dziś z wami, dobrze? Więc bądźcie grzeczni i słuchajcie taty. Nie biegajcie sami – powiedziała, kucając, by poprawić ich kołnierzyki.
Adrian wydął wargi. – To kto z nami idzie?
– Wasz tata i... – Rhea przerwała, zanim powiedziała: – ...wasza biologiczna mama.
– Nie chcemy jej! – wybuchła Arielle. – Jak możesz nie być naszą biologiczną mamą? Ta pani kłamie! Nigdy wcześniej jej nawet nie widzieliśmy!
Rhea powiedziała cierpliwie: – Arielle, ona jest twoją biologiczną mamą. Jeśli będziecie się jej sprzeciwiać, tata będzie smutny.
Dzieci były zdenerwowane, ale kiwnęły głowami na zgodę. W końcu zawsze słuchały Rhei.
Wciąż nie mogły zaakceptować, że Lauren jest ich biologiczną matką. To odrzucenie z czasem tylko się pogłębiało.
Po zejściu po schodach Rhea położyła kartkę papieru na stole w jadalni. – Tutaj jest lista alergii pokarmowych dzieci i ich preferencji żywieniowych.
Nie została dłużej. Przebrała się i wyszła.
...
Rhea została w barze swojej przyjaciółki Maeve Corbin do wczesnego wieczora.
– Jest dzień rodzinny, a ty spędzasz jego połowę ze mną. To rzadkość – powiedziała Maeve, stawiając talerz z owocami.
Rhea zachichotała cicho. Jej ton był podszyty autoironią, gdy mówiła: – Co mam robić, kiedy idealna czteroosobowa rodzina bawi się beze mnie?
– Mogłabyś założyć własny biznes.
Rhea potrząsnęła głową i powiedziała: – W Colburn nie ma miejsca na moją branżę.
Studiowała inwestycje typu venture capital. Jednak Colburn było siedzibą kilku średniej wielkości firm produkcyjnych. W tej chwili nie było tu żadnych ogromnych, miliardowych projektów, które wymagałyby fuzji lub partnerstw.
Jedynym biznesem z prawdziwym potencjałem wzrostu tutaj była firma Cartera. Grupa Jamison stała się w zasadzie dominującą siłą w całym południowym regionie trzech stanów.
Ale Rhea nigdy nie angażowała się w pracę Cartera.
– Marnujesz swój talent. – Nawet Maeve nie mogła powstrzymać współczucia dla niej.
Rhea dorastała pod wpływem mężczyzn w swojej rodzinie. W wieku 17 lat uczyła się już o inwestycjach od swojego ojca.
Bystra i przebiegła nawet w młodym wieku, pomogła rodzinie Ravelle zarobić więcej pieniędzy, niż byli w stanie zliczyć.
To właśnie z tego powodu Rhea napotkała tak zaciekły sprzeciw ze strony rodziny, gdy uparła się, by poślubić Cartera. W końcu miał dwoje nieślubnych dzieci. Konflikt był tak głęboki, że ostatecznie doprowadził do całkowitego zerwania więzi.
Ale młody mężczyzna, którego potajemnie kochała od czasów szkolnych, został jej mężem. Naturalnie zamierzała oddać mu całą siebie. Maeve nie mogła jej za to winić. Nie żeby Carter kiedykolwiek o tym wiedział.
Zakładał po prostu, że Rhea pochodzi ze zwykłej rodziny, ukrytej w jakimś odległym, zapadłym miasteczku. I dlatego jej rodzice nigdy nie pojawili się przez te wszystkie lata.
Rheę zaczęło kręcić się w głowie. – Koniec z drinkami. Powinnam iść...
Nagle wibracja telefonu przerwała jej wpół słowa. To był Carter.
Rhea domyśliła się, że musi chodzić o dzieci, bo rzadko do niej dzwonił. Przez większość czasu komunikowali się tylko przez SMS-y.
Odebrała połączenie. – Halo?
Głos Cartera był zimny i napięty, gdy powiedział: – Przyjeżdżaj natychmiast do szpitala dziecięcego.
Rhea nawet nie pożegnała się z Maeve. Po prostu wybiegła z baru.
















