Ukryta dziedziczka miliarderka

Ukryta dziedziczka miliarderka

Autor: Georgina Windsor

Rozdział 2
Autor: Georgina Windsor
8 cze 2026
Elara nie zdążyła nawet zareagować, gdy szklanka soku została rzucona prosto w jej twarz. Służące natychmiast podbiegły, by pomóc jej się oczyścić. — Leo! — Twarz Dominica pociemniała z wściekłości. Przestraszony Leo pędził na górę w przypływie paniki. Dominic zamierzał rzucić się za nim w pogoń, ale Lydia szybko wstała i zagrodziła mu drogę. — Dominic, to tylko dziecko. Przemoc niczego nie rozwiąże. Pozwól, że ja do niego zajrzę. Mówiąc to, zerknęła na Elarę, która wycierała twarz. Wydawało się, że chce dodać coś jeszcze, ale powstrzymała się. Dopiero wtedy Dominic ponownie zwrócił uwagę na Elarę. — Nic ci nie jest? Pokaż. Już zdążyła się wytrzeć, ale on znów wyciągnął rękę, chcąc dotknąć jej twarzy. — Obrzydliwe! Nie dotykaj mnie. — Słowa wymknęły się jej bez namysłu. Dominic zmarszczył brwi, całkowicie źle ją rozumiejąc. — Jak mógłbym kiedykolwiek pomyśleć, że jesteś obrzydliwa? Jedyne, co czuję, to żal, że ucierpiałaś. Gdybym wiedział, że Leo tak wybuchnie, nigdy nie zrzuciłbym ciężaru jego wychowania wyłącznie na ciebie. Usta Elary wykrzywiły się w kpiącym uśmiechu. — Masz rację. Gdyby była tu jego prawdziwa matka, prawdopodobnie poradziłaby sobie znacznie lepiej. Szkoda, że jej nie ma, a jego przybrana matka najwyraźniej nie wie, co robi. Dominic zamarł, a wyraz jego twarzy stężał. — O czym ty mówisz? Leo jest adoptowany. Ty jesteś jego matką — jedyną matką, jaką ma, i jesteś wspaniała w tej roli. Wyciągnął nawet rękę, by czule mierzwić jej włosy. Ten nagły, intymny gest sprawił, że na skórze Elary pojawiły się ciarki. Wróciwszy do sypialni, natychmiast zamknęła się w łazience i odkręciła prysznic. Dominic wszedł wkrótce po niej. Nie przyszedł, by sprawdzić, jak się czuje — jego prawdziwym celem było wznowienie kampanii na rzecz wprowadzenia Lydii do domu. Nazywał to „dyskusją”, ale Elara wiedziała, że jej opinia nie ma znaczenia. On i Lydia byli prawdziwą parą; ona była tylko zastępstwem. — W związku z debiutem giełdowym spółki nie mam czasu dla Leo, a potrzebuję, żebyś ty skupiła się na pracy. Lydia jest ekspertką od rozwoju dziecka i sama widziałaś, jak dobrze Leo na nią reaguje... — Dobrze. Jak chcesz. Przerwała mu; im dłużej mówił, tym bardziej przewracało jej się w żołądku z obrzydzenia. Dominic natychmiast złagodniał, biorąc jej uległość za zrozumienie. — Elaro, wiedziałem, że będziesz rozsądna. Wiesz, że chcę tylko tego, co najlepsze dla naszej rodziny. Jego oczy wypełniły się sztuczną czułością, gdy stanął obok i spróbował objąć ją w talii. Ale Elara odwróciła się gwałtownie i uniosła telefon niczym tarczę. Na ekranie widniało ogłoszenie o nowoczesnej willi nad rzeką w dzielnicy finansowej — nieruchomości bardziej prestiżowej i droższej niż ich obecny dom. — Dominic, co sądzisz o tym miejscu? — To świetna lokalizacja. Ten obszar jest niesamowicie cenny. — Zmarszczył lekko brwi, niepewny jej intencji. — W przyszłym miesiącu mam urodziny. Zdecydowałam, że chcę tę willę w prezencie. Uśmiechnęła się słodko, a jej głos brzmiał miękko i melodyjnie. Dominic okłamywał ją przez dwa lata. Straciła coś więcej niż czas; poświęciła własną karierę. Aby ratować jego upadający startup, zrezygnowała ze studiów magisterskich i odrzuciła prestiżową ofertę pracy. W ciągu zaledwie dwóch lat uzdrowiła jego biznes. Wkrótce firma miała wejść na giełdę, czyniąc Dominica miliarderem. A ona? Zostałaby odrzucona, zużyta i wyrzucona. Nie było mowy, by na to pozwoliła. W przeszłości Dominic zawsze obiecywał jej złote góry. Ale Elara nigdy o nic nie prosiła — aż do teraz. Dominic zawahał się. — Skąd to nagłe zainteresowanie nieruchomościami? Czy nasz dom ci nie wystarcza? — To nie tylko dom, to inwestycja. A gdy twoja firma wejdzie na giełdę, przyjmowanie klientów pod tak prestiżowym adresem zapewni ci status, na który zasługujesz. To również dla twojej korzyści. Każde słowo było starannie dobrane, by schlebiać jego ego i ambicji. Elara patrzyła, jak jego wątpliwości rozwiewają się w mgnieniu oka. W jego umyśle Elara wciąż była tą bezinteresowną kobietą, która nie mogłaby wydać jego pieniędzy na siebie — zawsze stawiając jego potrzeby na pierwszym miejscu. Fala poczucia winy, zmieszana z nagłym przypływem czułości, wezbrała w nim. — Nie potrzebuję nowego domu dla statusu. Ty u mego boku to cały status, jakiego potrzebuję. Ruszył, by znów ją objąć, ale zrobiła unik. — Mówiłam ci, to moje życzenie urodzinowe. Po prostu mi ulegnij. Nie będziesz przecież skąpić, prawda? Jej żartobliwy ton całkowicie go rozbroił. Dominic poczuł znajomy dreszcz pożądania. Było w niej dziś coś innego, nowa iskra, która go niepokoiła i jednocześnie intrygowała. — Ile to kosztuje? — Och, nic wielkiego. Tylko siedem milionów. Jej uśmiech był promienny. Twarz Dominica stężała. Nie chciał wyjść na skąpca, ale ta liczba była jak cios w żołądek. Mimo to, przy nadchodzącym wejściu na giełdę, nie mógł sobie teraz pozwolić na zdenerwowanie jej. — Dobrze. Skoro tak bardzo ci się podoba, jest twoja. W tej samej chwili zadzwonił do działu finansowego i autoryzował przelew na jej oczach. Tej samej nocy siedem milionów dolarów trafiło na osobiste konto Elary. Tytuł przelewu został skrupulatnie odnotowany: Na urodzinową willę dla Elary. Stan jej konta gwałtownie wzrósł z marnych 15 000 dolarów — pieniędzy, które mozolnie oszczędzała z prac dorywczych i stypendiów — do zawrotnej kwoty 7 015 000 dolarów. Przez całe dwa lata ich tak zwanego małżeństwa zarządzała budżetem domowym, nie pobierając dla siebie żadnej pensji, oddawszy mu całą kontrolę finansową w dniu, w którym „wzięli ślub”. Następnego ranka Elara weszła do jadalni i zamarła. Dominic w fartuchu rozmawiał i śmiał się z Lydią, przygotowując śniadanie. Leo podążał za nimi jak radosny cień, posłuszny w sposób, jakiego Elara nigdy wcześniej nie widziała. Obraz harmonijnej rodziny rozpadł się w momencie, gdy Elara weszła do środka. Ręka Lydii natychmiast zsunęła się z ramienia Dominica. On zaś pośpieszył ku Elarze. — Już nie śpisz! Zrobiłem śniadanie. Chodź, musisz spróbować. Jej wzrok omiótł stół jadalny — uginający się od wyszukanych potraw. W zwykły dzień posiłki przygotowywała gosposia, a Dominic nigdy nie zaglądał do kuchni. Ich codzienne śniadania były proste. Ta uczta bez wątpienia została przygotowana dla Lydii. Słaby, wymowny uśmiech błąkał się na ustach Elary. — Czy to wszystko pani ulubione dania, pani Mercer? — Tak. Dominic był niezwykle troskliwy — odpowiedziała Lydia słodkim głosem. — Martwił się, że nie przywyknę do tutejszego jedzenia. Mężczyzna tak uważny to rzadki skarb. Jesteś wielką szczęściarą, Elaro. W oczach Lydii błysnął subtelny cień wyższości, gdy napotkały wzrok Elary. — Och, wiem — zgodziła się gładko Elara. — Dominic zawsze był niesamowicie troskliwy. Nie tylko dla mnie, jest tak czarujący i uważny wobec wszystkich kobiet. Dominic poczerwieniał. — Nie gadaj bzdur. Nie jestem taki. Jej ton był lekki i żartobliwy, ale to wystarczyło, by uśmiech Lydii stał się wymuszony. Wyczuwając zmianę nastroju, Leo zaatakował. Gdy Elara sięgnęła po ostatnie jajko sadzone, celowo oblał je ciemnym sosem sojowym — płyn opryskał jej dłoń. — Leo! Co z tobą nie tak?! — fuknął Dominic. Lydia szybko podała Elarze serwetkę, po czym pochyliła się, by przemówić do chłopca łagodnym, upominającym tonem. — Leo, nawet jeśli jesteś najedzony, tak nie wolno się zachowywać. Pobrudziłeś rękę swojej mamy. Musisz przeprosić. Leo rzucił Elarze wyzywające spojrzenie, po czym wymamrotał nadąsane: — Przepraszam. Po wytarciu dłoni Elara przyglądała się tej scenie. Podbródek chłopca wciąż był uniesiony w geście buntu, a Lydia po mistrzowsku zbagatelizowała jego agresję jako zwykłe złe zachowanie. — Dobrze, skończyłeś już jeść. Może pójdziesz pobawić się w swoim pokoju? — powiedziała Lydia, sprawnie próbując zakończyć konfrontację, zanim Elara zdąży odpowiedzieć. — Czekaj. Jednym płynnym ruchem Elara wstała, chwyciła Leo za ramię i przyciągnęła go do ściany. — Nie ruszaj się. — Puszczaj mnie, wiedźmo! Kopał i szarpał się, ale wykręciła mu ręce za plecami, trzymając go mocno w miejscu. Następnie wyciągnęła cienką, giętką rózgę z dekoracyjnego wazonu i uderzyła nią mocno w tył jego nóg. — ŁAAAAA! — zawył Leo, a w jego oczach natychmiast pojawiły się łzy. — Elaro! Co ty wyprawiasz?! — krzyknęła Lydia, rzucając się naprzód. — Przecież przeprosił! Czy to naprawdę konieczne? — Pani Mercer, Leo to mój syn — oznajmiła Elara głosem lodowatym jak lód. — Obowiązkiem matki jest dyscyplinowanie dziecka. Dlaczego tak desperacko próbuje pani interweniować? Można by niemal pomyśleć... że jest pani jego matką. Uderzenia nie ustawały. Rózga spadła jeszcze kilka razy, boleśnie parząc skórę. Twarz Lydii pobladła, a jej paznokcie wbiły się w dłonie. — Ja... chciałam tylko powiedzieć, że on jest jeszcze taki mały. To nie był aż tak wielki błąd... — Mały błąd, pozostawiony bez reakcji, staje się wielką wadą. Nie orientuję się w pani metodach bezstresowego wychowania. Jeśli teraz nie nauczę go szacunku, później będzie nie do opanowania. Jej słowa odebrały Lydii mowę. Nawet Dominic zaniemówił z wrażenia. Elara zawsze była surowa, ale nigdy wcześniej nie uciekała się do kar cielesnych. Jednak zachowanie Leo było nie do zaakceptowania... Rozdarty między błagalnym spojrzeniem Lydii a lodowatą determinacją Elary, Dominic w końcu postąpił krok naprzód i chwycił ją za ramię. — Wystarczy. Odebrał już swoją lekcję. Elara rzuciła rózgę na podłogę. Leo czmychnął za Lydię, a jego szloch był teraz wynikiem autentycznego szoku i bólu. Lydia zmarszczyła brwi, zacisnęła usta w wąską linię i kojąco klepała chłopca po plecach. — Zapamiętaj to sobie, Leo — powiedziała Elara chłodnym, władczym głosem. — Dopóki jestem twoją matką, będziesz mi okazywał szacunek. Jeśli nie nauczysz się tej lekcji, następnym razem ta rózga będzie znacznie mniej łaskawa. Jej ton był srogi, ale na ustach błąkał się zimny uśmiech. Efekt był tak onieśmielający, że nawet szloch Leo ucichł. Dominic stał nieruchomo, skonsternowany. Bez słowa Elara opuściła jadalnię. Instynktownie ruszył za nią, ale Lydia chwyciła go za rękę, zatrzymując go. — Dominic... Jej oczy zaszkliły się od łez, pełne głęboko skrywanego żalu. Przez lata odgrywała rolę tej wyrozumiałej, pewna jego miłości, zawsze jawiąc się jako łagodna i wielkoduszna. Ale to — to było za wiele. Elara publicznie ją upokarzała. To stary patriarcha rodu Thorne'ów rozdzielił ich przed laty. Dominic był wtedy tylko studentem, bezsilnym, by walczyć. Lydia niemal straciła posadę na uniwersytecie i została zmuszona do całkowitej zmiany ścieżki zawodowej na rozwój dziecka. Nie mając innego wyjścia, Dominic sprowadził Elarę do domu jako tarczę, piękną fasadę, by ułagodzić rodzinę. Lydia zapytała go kiedyś, dlaczego wybrał właśnie ją. Był szczery. Na początku chodziło o wygląd — pokazanie się z piękną żoną zaspokoiłoby oczekiwania rodziny. Później odkrył, że jest sierotą, zupełnie samotną, i wybitnym talentem finansowym, o który zabiegały najlepsze firmy. Posiadanie jej u boku było strategicznym posunięciem dla jego kariery. Ale żeby uspokoić Lydię, potajemnie zarejestrował ich małżeństwo po krótkim czasie znajomości z Elarą. W ten sposób, cokolwiek by się nie działo, ich majątek należałby również do Lydii. Obiecał jej, że gdy tylko umocni swoją kontrolę nad rodzinną firmą, ujawni ich związek. Od samego początku Elara była tylko narzędziem. A teraz to narzędzie odważyło się oddać cios? Lydia nie mogła tego znieść. Oczywiście serce Dominica krwawiło z jej powodu. Ale to nie był czas na odkrywanie kart. Przyciągnął Lydię do krótkiego, mocnego uścisku, marszcząc brwi z frustracji, po czym w końcu ją puścił i pośpieszył za Elarą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Ukryta dziedziczka miliarderka | Czytaj powieści online na beletrystyka