Słowo ledwie opuściło jego usta, gdy teczka z dokumentami przeleciała przez pokój, ocierając się o policzek Dominica.
Harrison nie wyrzekł słowa, ale gniew wiszący w powietrzu był tak gęsty, że zdawał się napierać na ściany gabinetu.
— Wiem, że jesteś wściekły — zaczął ostrożnie Dominic — ale naprawdę poprosiłem Lydię o pomoc tylko ze względu na dobro firmy.
— Co to ma być? — Głos Harrisona był lo
















