Samochód gładko się zatrzymał. Silas ponownie otworzył drzwi, gestem zapraszając Kaitlyn do środka.
– Wsiadaj. Będziemy mogli porozmawiać na osobności.
Po chwili wahania Kaitlyn wsunęła się wreszcie do luksusowego wnętrza.
Z wyjaśnień Olivera szybko poskładała całą historię w jedną całość: mężczyźni, którzy stanęli w jej obronie, należeli do jednej z najpotężniejszych dynastii w kraju – rodziny St. Claire.
Ich imperium obejmowało finanse, technologię i energetykę, wywierając ogromny wpływ na gospodarkę całego kraju. Stwierdzenie, że są bogaci jak małe państwo, nie było przesadą.
Dziedzic, Sebastian St. Claire, miał zaledwie dwadzieścia osiem lat, a już zdążył pomnożyć majątek rodziny do niespotykanych dotąd rozmiarów. W kręgach władzy był już znany jako najbardziej wpływowy gracz swojego pokolenia.
Zaledwie wczorajszego wieczoru patriarcha rodu Kingsleyów, Arthur, odebrał telefon od St. Claire'ów. Zaproponowali sojusz poprzez małżeństwo – a panną młodą, którą wyraźnie wskazali, była Kaitlyn.
Silas wyjaśnił, że niezliczone elitarne rodziny marzyły o związaniu się ze St. Claire'ami, a Kingsleyowie nie byli tu wyjątkiem. Przybył dziś na prośbę Harolda.
– Więc próbujesz mi powiedzieć – Kaitlyn przeszła do sedna – że St. Claire'owie są potężniejsi niż Vance'owie?
– Nie ma w ogóle porównania – stwierdził wprost Oliver. – Jeśli potrzebujesz skali, Kingsleyowie są niekwestionowanymi liderami w Sterling Harbor. Ale Blackwoodowie? W całym kraju nikt nie odważy się z nimi zadrzeć.
– A Sebastian? – zapytała, a jej głos był opanowany.
– Jaki on jest?
Silas potarł nos, wyraźnie ostrożnie dobierając słowa. – Za granicą jest swego rodzaju legendą, rzadko widuje się go tutaj. To bardzo skryty człowiek. Właściwie nigdy go nie spotkałem, ale plotki...
– Jakie plotki? – naciskała.
– Że bywa... trudny w obyciu.
Celowo ujął to delikatnie. Gdyby Sebastian był tylko „trochę trudny”, bramy posiadłości St. Claire'ów już lata temu zostałyby wzięte szturmem przez pełne nadziei kandydatki.
Oczy Kaitlyn zwęziły się. – Trudny w jakim sensie?
Oliver posłał jej napięty uśmiech. – Chłodny. Perfekcjonista. Krążą słuchy, że unika towarzystwa kobiet. Ale St. Claire'owie słyną z dyscypliny. Jego charakter... nie może być aż taki zły.
„Nie może być?” – pomyślała Kaitlyn, nie odrywając od niego wzroku. To nie brzmiało jak gorąca rekomendacja.
W końcu Silas ustąpił.
– W porządku, powiem ci prawdę. Mówi się, że Sebastian St. Claire to samotnik o brutalnie ciętym języku. Jego metody są bezwzględne, a kieruje nim wyłącznie zysk i strategia. Nie okazuje emocji, a ci, którzy mu się narażą, zazwyczaj znikają z planszy.
Westchnął, po czym szybko dodał: – Ale to tylko małżeństwo. W rodzinach takich jak nasza, większość małżeństw to związki strategiczne, a nie z miłości. Z twoim spadkiem będziesz celem ze wszystkich stron. Bez potężnego protektora nie przetrwasz nawet tygodnia.
Kaitlyn powoli kiwnęła głową. – Dobrze.
– Zaczekaj, nie odmawiaj tak szybk... – Oliver przerwał w pół słowa, oszołomiony. – Ty... ty się zgadzasz?
– Tak.
Jej pierwsze „małżeństwo” było oszukańczym kontraktem, kłamstwem, które uczyniło z niej pionka. Teraz była na świecie sama, nie mając na kim polegać.
Mężczyzna taki jak Sebastian St. Claire – jakkolwiek surowa byłaby jego reputacja – był po stokroć lepszym człowiekiem, niż Tristan kiedykolwiek mógłby być.
Tristan użył sfałszowanego dokumentu, by zrobić z niej swoją odskocznię. Sebastian St. Claire, w przeciwieństwie do niego, mógł stać się jej tarczą. Nie był jedynie sto razy potężniejszy; był liną ratunkową, która mogła ją wyciągnąć z ruchomych piasków, w których się znalazła.
Wody rodu Kingsleyów były głębokie. Genevieve i jej syn już teraz krążyli wokół niej jak sępy. Dla nowo uznanej „nieślubnej córki” testament i raport z badań DNA nie wystarczały, by zabezpieczyć jej pozycję.
Jeśli chciała twardo stać na nogach i kontrolować odziedziczone imperium, potrzebowała czegoś więcej niż prawnych dokumentów. Potrzebowała przewagi. Tarczy. Broni.
W małżeństwie nie chodziło o miłość. To była transakcja. Sojusz.
Kaitlyn odwróciła się od okna, a jej głos brzmiał spokojnie, lecz stanowczo. – Lepiej mieć potężnego sojusznika, niż walczyć w pojedynkę i dać się pożreć. Skoro St. Claire'owie wybrali mnie, nie mam powodu odmawiać.
…
Tego wieczoru Kaitlyn wróciła do posiadłości Thorne'ów i zastała ją pustą.
Tristana, Adeline i Parkera nie było. Służący wyjaśnił, że pojechali na wystawę sztuki do innego miasta i wrócą dopiero następnego dnia.
Sprawdziwszy telefon, Kaitlyn zobaczyła kilka nieodebranych połączeń i jedną nieprzeczytaną wiadomość od Tristana.
Tristan: [Kaitlyn, Parker bardzo chciał zobaczyć tę wystawę z panną Thorne. To kawałek drogi, więc pojechałem z nimi.]
Jakie to taktowne – zostawić jej wiadomość, jakby byli idealną małą trzyosobową rodzinką na jednodniowej wycieczce.
Bardzo jej to odpowiadało. Ich nieobecność ułatwiała jej spokojną pracę.
Wezwała kilkoro służących, by pomogli jej spakować rzeczy.
– Proszę pani, wybiera się pani w podróż? – zapytał jeden z nich, patrząc, jak pakuje do pudeł wszystkie swoje osobiste przedmioty.
– Tak – odpowiedziała rzeczowo Kaitlyn, zbierając z biurka paszporty i ważne dokumenty. – I nie musicie wspominać o tym Tristanowi. Ostatnio jest bardzo zajęty. Najlepiej mu nie przeszkadzać.
Istotnie, był zajęty – zajęty zabawą w dom z inną kobietą. Jego beztroskie dni były policzone.
Do północy cały jej dobytek był spakowany. Kiedy domownicy zasnęli, po cichu wezwała ekipę przeprowadzkową, by wszystko zabrała.
Brakowało jednak dwóch kluczowych rzeczy.
Pierwszą z nich była jej najważniejsza praca naukowa, zawierająca lata danych badawczych. Była zamknięta w szufladzie jej biurka, ale teraz zniknęła. Prawdopodobnie zabrał ją Tristan.
Drugą były kluczowe dane projektowe, które opracowała dla jego firmy. Te pliki były teraz zamknięte na serwerze korporacyjnym, do którego nie miała dostępu.
Oba te projekty były jednak dorobkiem jej życia. Nie zamierzała zostawiać ich w jego rękach.
…
O świcie w końcu zadzwonił Dominic, a w tle wyraźnie było słychać szum autostrady.
– Kaitlyn, dostałaś wczoraj moją wiadomość?
– Tak. Widziałam ją – odpowiedziała Kaitlyn, mieszając kawę.
– Przepraszam, że nie skonsultowałem tego z tobą. To była decyzja na ostatnią chwilę. Ale panna Thorne jest u nas gościem. Nie mogłem pozwolić, żeby sama zabrała Parkera za miasto.
– Nie musisz przepraszać – powiedziała Kaitlyn lekkim tonem. – To zupełnie naturalne, że jej towarzyszysz.
Zająknął się. Zakładał, że jej wczorajsze milczenie oznaczało furię. Zaabsorbowany zeszłego wieczoru Adeline, nie odważył się zadzwonić ponownie. Ale teraz brzmiała spokojnie. Niemal obojętnie.
– Kaitlyn, myślałem, że jesteś zła…
– Byłam wczoraj zajęta. Oglądałam kilka nieruchomości, spotkałam się z klientami. Ledwie miałam chwilę, żeby spojrzeć na telefon. – Przerwała mu gładko, a jej ton zmienił się na rześki i nieco pogodny.
W jego głosie dało się słyszeć ulgę. – Wiedziałem. Za ciężko pracujesz. Nie przemęczaj się tak. Martwię się o ciebie.
Kaitlyn żołądek wywrócił się do góry nogami. Jej apetyt na śniadanie całkowicie zniknął.
– Tatusiu! Przestań rozmawiać z tą złą panią!
Dziecięcy głosik zapiszczał w słuchawce – to był Parker. Zaraz po nim rozległo się zdenerwowane, stłumione besztanie Adeline.
– Muszę kończyć. Prowadzę – powiedział nagle Tristan, rozłączając się, zanim Kaitlyn zdążyła sformułować odpowiedź.
Pod nieobecność Tristana, pierwszym przystankiem Kaitlyn było jego biuro. Przeszukiwała każdą szufladę, każdą teczkę, a nawet jego komputer. Nic z tego.
Kiedy zastanawiała się nad kolejnym ruchem, do środka pośpiesznie weszła sekretarka.
– Panno Everly, pod nieobecność pana Thorne'a, jest kilka umów o finansowanie, które wymagają pani podpisu.
Przebiegła wzrokiem po dokumentach. Dotyczyły projektów, o które sama walczyła, by je zdobyć – transakcji dalece wykraczających poza zwykłą ligę firmy. Opóźnienie w finansowaniu sprawiłoby teraz, że połowa z nich ległaby w gruzach.
– Próbowałaś się z nim skontaktować?
– Tak, ale jest... zajęty. Kazał przynieść je pani.
Słaby, chłodny uśmiech zagościł na ustach Kaitlyn. To był klasyczny Tristan. Opierał się na niej w rozwiązywaniu każdego krytycznego problemu, a jednocześnie nigdy nie przyznał jej żadnych oficjalnych uprawnień. Nie posiadała udziałów, ani nawet tytułu menedżera średniego szczebla. A za każdym razem, gdy podejmowała decyzję pod jego nieobecność, publicznie ją ganił na spotkaniach, tylko po to, by utwierdzić akcjonariuszy w przekonaniu, kto tak naprawdę tu rządzi.
– Zostaw je na biurku – powiedziała. – Przejrzę je później.
Gdy tylko została sama, odsunęła akta na bok. Miała dziś znacznie ważniejsze priorytety.
Rodzina St. Claire'ów zaprosiła ją na kolację. Skoro to miało być jej pierwsze spotkanie z Sebastianem St. Claire, zamierzała zrobić niezapomniane wrażenie.
Popołudnie spędziła w ekskluzywnym spa. Do piątej przeglądała wieszaki w swoim ulubionym luksusowym butiku. Wybrała elegancką suknię.
– Proszę pani, leży na pani lepiej niż na modelkach z naszej kampanii! – zachwycała się ekspedientka.
W lustrze suknia wyglądała tak, jakby została uszyta specjalnie dla niej. Była to liliowa, bieliźniana suknia, której prześwitujące warstwy delikatnie oprószono brokatem. Miękki, lejący się materiał sprawiłby, że wiele kobiet wyglądałoby w niej blado, ale w zestawieniu ze śnieżnobiałą skórą Kaitlyn i jej wyrazistymi rysami twarzy, stanowiła czystą perfekcję.
– To jest ta – powiedziała Kaitlyn z pewnym siebie uśmiechem, wykonując powolny, pełen gracji obrót.
Asymetryczny dekolt, czyste linie i nienachalna elegancja tworzyły idealną równowagę.
Minęły dwa lata, odkąd po raz ostatni ubrała się w ten sposób. Dwa lata zmarnowane na Tristana. Prawie zapomniała, jak potężną, zapierającą dech w piersiach kobietą kiedyś była.
Przy kasie sięgnęła po portfel – tylko po to, by dowiedzieć się, że rachunek został już uregulowany. I to nie tylko za suknię, ale także za pasującą torebkę, zestaw biżuterii i buty.
– Kto za to zapłacił? – zapytała zaskoczona.
– Dżentelmen zostawił tylko nazwisko – odpowiedziała sprzedawczyni. – Blackwood.
Jej serce zabiło raz, a mocno. Odwróciła się, omiatając wzrokiem sklep, ale był pusty.
Czy Silas nie mówił jej, że Sebastian jest chłodny i nieprzystępny?
Odpowiedź na jej pytanie nadeszła, gdy tylko wyszła z butiku. Elegancki, nieoznakowany samochód stał na biegu jałowym przy krawężniku, a jego spersonalizowana tablica rejestracyjna była dyskretna, lecz nie do pomylenia. Był to ten sam typ pojazdu, który widziała przy posiadłości Kingsleyów.
– Panno Everly, mieliśmy już okazję się poznać. Mój pan oczekuje pani przybycia. Proszę pozwolić.
















