– Ari – syczy Rafe, próbując zwrócić moją uwagę w kręgu sparingowym obok.
Ale nie mogę oderwać wzroku od Jacksona, który wpatruje się w podłogę przed nami i kręci ramionami. Boże, po co on się w ogóle rozciąga – przecież i tak nie będzie musiał zużywać żadnej energii, żeby wypchnąć mnie z tego kręgu – pewnie wystarczyłoby, żeby na mnie warknął, a sama uciekłabym z krzykiem –
– Ari! – syczy Rafe,
















