— Luca! — warczę, bezskutecznie szturchając go po goleniach. — Puść mnie.
Luca tylko spogląda gniewnie na Jacksona w drzwiach, a potem na mnie. *Sam do ciebie przyjdzie,* mówi mi w myślach, zaborczy i drapieżny. Marszczę brwi, wkurzona.
Ale nie mam czasu dłużej o tym myśleć, bo nagle dymny, sosnowy zapach Jacksona staje się silniejszy i widzę go u mojego boku.
— Proszę — mówi Jackson, podając mi k
















