"Co?!" krzyczę, zrywając się na kolana i strącając owoce i chleb z moich ud.
"Cicho!" syczy Jackson, odwracając się w moją stronę i wyciągając rękę, patrząc na mnie jak na wariatkę. "Nie bądź idiotką, Ari! Jeśli my czekamy na świt, żeby wejść do wąwozu, to inni też! I przyjdą po nas! Po prostu... bądź cicho, dobrze?!"
"Jackson!" szepczę, wściekła, ignorując jego słowa i wstając, podchodząc do ni
















