Aż mnie rozpiera energia, kiedy Jackson i ja wychodzimy z zamkowych drzwi wprost w promienie słońca. Co chwilę kradkiem na niego spoglądam, a on albo tego nie zauważa, albo udaje, że nie widzi, z wyrazistymi rysami twarzy zastygłymi w ich zwyczajnej surowości. Ja natomiast nie potrafię powstrzymać uśmiechu.
Idziemy w ciszy przez chwilę, ja staram się dotrzymać kroku długim susom Jacksona. Po chwi
















