— Tyle ponurych twarzy, a ja myślałem, że to ma być impreza! — Ton mężczyzny był jowialny, ale w jego oczach błysnęła podejrzliwość, gdy wymownie spojrzał na Vandera.
— Dante. — Fasada Vandera znów była na swoim miejscu, gdy posłał przybyszowi chłodny uśmiech. — Nasz *Skarbek* tutaj ma niespłacony dług wobec Watahy Szkarłatnego Księżyca. Na jej szczęście, oferuję jej szansę na zadośćuczynienie.
—
















