Złamany Beta Alfy: Sprzedany do jaskini grzechu

Złamany Beta Alfy: Sprzedany do jaskini grzechu

Autor: Aeliana Thorne

Veridian Ray Club
Autor: Aeliana Thorne
15 cze 2026
Zanim ciężarówka się zatrzymała, Lo zdołała opanować ekstremalną panikę i lęk, które towarzyszyły jej przez większość jazdy po omacku, i zastąpiła je ponurą determinacją, by stawić czoła wszystkiemu, co nadejdzie. Jeśli czegoś nauczyła się przez ostatnie trzy lata, to tego, że najdłużej przeżywają ci, którzy potrafią się zaadaptować. Aby przetrwać w Więzieniu Obsydian, musiała nauczyć się więzić w sobie wojowniczkę, którą się urodziła, i pokornieć, by nie przyciągać niechcianej uwagi. Nie wiedziała, jakie nowe piekło przyniosą te okoliczności, ale była gotowa ponownie rozpalić w sobie ogień, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nawet jeśli Nyssa wciąż milczała. Mimo niezliczonych makabrycznych scenariuszy przelatujących jej przez głowę, postrzępiona pustka w jej wnętrzu, tam gdzie powinna być Nyssa, nieustannie ją rozpraszała. Nie wiedziała, co dokładnie jej zrobiono, by zerwać ich więź; właściwie cała tamta przeklęta noc była mglistym wspomnieniem. Nawet gdy skupiała się na wydarzeniach sprzed kilku dni, przed oczami migały jej tylko niewyraźne, ulotne obrazy. Doszło do konfrontacji, która przerodziła się w przemoc, jak to zazwyczaj bywało w Więzieniu Obsydian. Ciało Lo przeszył ból głębszy niż cokolwiek, czego doświadczyła wcześniej. To wykraczało poza ból fizyczny, manifestując się w sposób, dla którego po prostu nie miała odpowiednich słów. To było tak, jakby jej dusza została rozdarta na pół, ale to też nie wydawało się właściwym wyjaśnieniem. Nyssa była częścią Lo, tak jak wszystkie Wilki są częścią swoich gospodarzy, ale była też własną istotą – pierwotną bestią wewnątrz świadomej kobiety. Dzieliły ciało i los, ale obie funkcjonowały niezależnie; Lo sprawowała pełną kontrolę nad ich ludzkim ciałem, a kiedy przychodził czas na oddanie lejców i transformację, Nyssa przejmowała dowodzenie nad ich wilczą formą. Relacja między gospodarzem a jego Wilkiem jest symbiotyczna; każda świadomość wnosi unikalne cechy, dzięki którym obie formy są silne. Lo dawała Nyssie samoświadomość i zdolność myślenia powyżej poziomu zwykłego wilka, czyniąc z niej zaciekłą strateginię i atut dla watahy. Nyssa z kolei wyostrzała człowieczeństwo Lo, dając jej nadludzki refleks, zmysły i siłę. Dawała jej psi szósty zmysł pierwotnego instynktu i ustanawiała nadprzyrodzone więzi kształtujące stado, pozwalając im rozpoznawać status innych. W innym życiu Nyssa mogła rozpoznać swojego partnera w innym Wilku, pieczętując więź z idealnym towarzyszem i zapewniając im obojgu życie pełne połączenia i spełnienia. Teraz ta rzeczywistość wydawała się całkowicie niemożliwa, zwłaszcza że Lo nie czuła ani śladu ukrytej świadomości Nyssy przez trzy dni od śmierci Lany. Siedząc zakuta w kajdany z workiem na głowie w jadącej nie wiadomo dokąd furgonetce, Lo mogła tylko marzyć, by czekało ją cokolwiek innego niż krwawa, powolna śmierć. Kiedy drzwi w końcu się otworzyły, Lo przygotowała się na najgorsze, napinając ciało niczym cięciwa łuku, gdy szorstka dłoń wywlekła ją na zewnątrz. W milczeniu próbowała zorientować się w sytuacji, wytężając zmysły w poszukiwaniu jakiejkolwiek wskazówki co do miejsca, w którym się znaleźli. Bez Nyssy słyszała jednak tylko spanikowane, ciężkie oddechy tuzina przerażonych kobiet wyprowadzanych z furgonetki. – Gdzie jesteśmy? – Lo zaryzykowała pytanie, gotowa przyjąć cios w zamian za jakąkolwiek użyteczną informację. – Milcz, samico. Niedługo się dowiesz – odpowiedział strażnik. Samico. Nie „szczurze”, jak strażnicy z Obsydianu nazywali większość więźniów, ani „suko od Bety”, co rezerwowali specjalnie dla niej. A kiedy ręka chwyciła ją za ramię, zachęcając do ruchu, raczej ją prowadziła, niż wlokła. – Nie jesteście strażnikami więziennymi. – Wiedziała to już po braku jadu w ich ruchach, sposobie mówienia i postawie. Jej podejrzenia potwierdziły się, gdy jej eskortant prychnął: – Mało powiedziane. Nie rozwodził się nad tym, a Lo nie potrzebowała Nyssy, by wiedzieć, że nie należy go prowokować. Mogli nie być zgorzkniałymi, okrutnymi strażnikami, których znała przez ostatnie trzy lata, ale nie znała tych ludzi ani ich planów wobec niej i innych kobiet. Lo namiętnie oglądała programy o prawdziwych zbrodniach. To, że nie byli maltretowani teraz, nie oznaczało, że nie czeka ich coś gorszego niż w Więzieniu Obsydian. Musiała zachować czujność. Bez nadludzkich zmysłów Nyssy Lo szybko straciła orientację, dokąd są prowadzone. W końcu chłodne nocne powietrze ustąpiło miejsca sztucznemu powiewowi klimatyzacji. *Jesteśmy w budynku z klimą*, pomyślała ostrożnie. *Mordercy chyba nie używają klimatyzacji, prawda?* Jej dezorientacja wzrosła, gdy usłyszała odległe dźwięki muzyki tanecznej. Nie takiej z radia czy nocnego klubu, ale bardziej wyselekcjonowanego, międzynarodowego brzmienia, pasującego do luksusowych lokali, które jej ojciec i inni mężczyźni z watahy lubili odwiedzać w mieście. W końcu kolejka się zatrzymała. Przez kilka długich minut nic się nie działo i mimo kajdan Lo spięła się do ucieczki dokładnie w momencie, gdy worek został zdarty z jej głowy. Skrzywiła się od nagłego światła, ale gdy mroczki zniknęły i wzrok odzyskał ostrość, jej zmieszanie zamieniło się w ciężką kulę lęku osiadającą nisko w żołądku. Pokój, w którym się znajdowały, łudząco przypominał luksusowe lounge bary, o których wcześniej pomyślała. Ciemne skórzane kanapy, akcentowane szmaragdowymi aksamitnymi szezlongami i pufami, wypełniały pomieszczenie, którego ściany wyłożono zbyt wieloma lustrami, choć oprawionymi w złoto. Sufit pokrywały uśpione stroboskopy i, oczywiście, jeszcze więcej luster. Wzrok Lo powędrował wzdłuż lśniącej linii brązowych rur, zamocowanych w nieskazitelnie wypolerowanej podłodze z czarnego marmuru. Jej oczekiwania co do nadchodzących wydarzeń gwałtownie się zmieniły, gdy dostrzegła bardziej... specyficzne detale. Takie jak brązowe łańcuchy zwisające z sufitu, niektóre zakończone drążkami, inne prowadzące do skórzanych kajdanek. Gdy zauważyła dużą, ciemną strukturę w kształcie litery X na jednym końcu sali, jej podejrzenia zostały potwierdzone. *Klub sado-maso*. W ciągu kilku godzin Lo przeszła od pogodzenia się z cichą śmiercią w dole do stania w czymś, co wyglądało na ekskluzywny bar dla osób o specyficznych upodobaniach. Bała się, oczywiście. Na jej liście najgorszych scenariuszy bycie sprzedaną do klubu erotycznego zajmowało wysoką pozycję. Jednak patrząc na otoczenie, to nie wyglądało na obskurny półświat, który sobie wyobrażała. To wyglądało na szansę na ucieczkę. Lo zaczęła układać w głowie zarys planu, gdy przez złocone szklane drzwi weszła piękna kobieta. Wysoka, z długimi czarnymi włosami i kośćmi policzkowymi twardymi jak stal – ta kobieta miała *posłuch*. Stępione zmysły nie pozwalały Lo na odczytanie szczegółów, ale wiedziała, że to Wilczyca i że bez względu na to, czym był ten przybytek, należał do niej. – Madame Vesper, przybyły – kobieta z więzienia stanęła za ich wysoką, wystawnie ubraną gospodynią. Zapalając papierosa, Madame Vesper powoli przeszła wzdłuż szeregu, tak jak wcześniej jej podwładna, mierząc wzrokiem każdą z brudnych, drżących kobiet. – Jakie. Ładne. Omegi. – Każde jej słowo podkreślał ostry stukot piętnastocentymetrowych szpilek. Gdy doszła do Lo, zatrzymała się, zaciągając papierosem bez przerywania kontaktu wzrokowego. – To nie jest Omega. Uniosła dłoń z papierosem w geście przywołania. – Danya, wyjaśnij to. Kobieta z więzienia, ich opiekunka, podbiegła do Madame Vesper. – To nie jest Omega, Madame. Ale jeśli wierzyć strażnikom, jest... nienaruszona. Brew Vesper uniosła się z zainteresowaniem. – W dzisiejszych czasach? Imponujące znalezisko, Danya. Dlaczego nie mogę jej odczytać? Danya przełknęła ślinę. – Coś jest nie tak z jej Wilkiem. Nie wchodzili w szczegóły, ale więź została zerwana, jest w zasadzie człowiekiem. Lo nie drgnęła na te surowe słowa i trzymała podbródek wysoko, gdy inne kobiety miały czelność gapić się na nią z przerażeniem. Nawet tutaj była odmieńcem. – *Człowiek* – Vesper wypowiedziała to słowo z taką samą odrazą, z jaką mówi się o „nieoczekiwanym śmieciu”. – I co ja mam zrobić z czymś tak słabym, Danya? Zabierz ją z powrotem. – Lekceważącym machnięciem ręki Vesper zaczęła się odwracać. – Ale... ona jest...– – Kim, Danya? Dziewicą? – przerwała jej. – Kobieto, proszę cię. Nawet ja nie jestem tak bezduszna, by oddać bezbronną niewinną Alfie w rui. Zostanie rozerwana na strzępy, zanim spłaci koszty ekipy sprzątającej. Kilka innych kobiet zaczęło płakać, na co Madame Vesper wywróciła oczami. – Jest dla mnie bezużyteczna. Zabierz ją. Gdy kobieta ponownie odwróciła się, by odejść, Lo wiedziała, że jej szansa na przetrwanie odchodzi wraz z nią. – Czekaj! – Włożyła w swój głos całą władzę, jaką odziedziczyła wraz z tytułem. Jeśli kiedykolwiek był czas na hazard, to właśnie teraz. – Nie możesz mnie odesłać. Vesper zatrzymała się, a jej brew znów drgnęła – tym razem, jak przypuszczała Lo, z rozbawienia. – A to niby dlaczego, jeśli wolno spytać? – Więzienie Obsydian to wiele rzeczy, ale nie burdel – Lo wskazała na inne dziewczyny. – Bez względu na to, jak dobiłyście targu, wątpię, by było to w pełni legalne. Jeśli mnie odeślesz, może mi się coś wymknąć. Rozbawienie nagle zniknęło z twardej jak diament twarzy kobiety. Lo wiedziała, że licytuje zbyt wysoko, ale czuła się bardziej w swoim żywiole, negocjując z tą groźną kobietą, niż przez ostatnie lata. – Trafna uwaga. A dlaczego nie miałabym cię po prostu zlikwidować? Lo zacisnęła szczękę. – To całkiem ładny lokal, biorąc wszystko pod uwagę. Nie sądzę, byś lubiła brudzić sobie ręce. Vesper przechyliła głowę z zaciekawieniem. – Skarbie, jeśli myślisz, że muszę brudzić ręce, by załatwiać takie sprawy, nie jesteś tak bystra, jak zaczynałam sądzić. Lo wzruszyła ramionami, udając nonszalancję, której nie czuła. – Słusznie – powtórzyła. – Może i nie zarobię dla ciebie pieniędzy w... tradycyjny sposób, ale mam coś, czego inne nie mają. Gdy Vesper jej nie przerwała, wskazała na płaczące, zdezorientowane dziewczyny obok niej. – Mam determinację. Ja *chcę* tu być. Będę podawać do stołu albo prać twoją bieliznę, cokolwiek będziesz potrzebować, jestem *chętna*. Surowa kobieta ponownie przyjrzała się Lo, a w jej spojrzeniu pojawiło się nowe uczucie, przypominające niemal szacunek. – Dlaczego? Choć teraz płaczą, one zarobią na swoje wykupienie w ciągu paru lat. Szorowanie kibli nie jest tak dochodowe. Gdzie twoja nadzieja, dziewczyno? Lo uśmiechnęła się bez radości. – Nadzieja umarła dawno temu. A widziałaś więzienie? Gdybyś widziała, szorowanie kibli nie wydawałoby ci się takie złe. Szybki, niemal niedostrzegalny uśmiech przemknął przez usta Vesper, znikając, zanim Lo zdążyła się upewnić, czy w ogóle tam był. – Dobrze – rzuciła tylko, po czym wyszła z pokoju, zostawiając opiekunów z roztrzęsionymi dziewczynami. Dwadzieścia minut później Lo znalazła się w pokoju wielkości schowka na miotły – skromnym i małym, ale suchym i relatywnie bezpiecznym. Co najlepsze, miał malutkie okno, wystarczająco wąskie, by nie mogła uciec, ale pozwalające patrzeć na gwiazdy. I tak też robiła. Po raz pierwszy od lat Lo modliła się bezpośrednio do Luny, aż nastał świt.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Veridian Ray Club – Złamany Beta Alfy: Sprzedany do jaskini grzechu | Czytaj powieści online na beletrystyka