Złamany Beta Alfy: Sprzedany do jaskini grzechu

Złamany Beta Alfy: Sprzedany do jaskini grzechu

Autor: Aeliana Thorne

Zapach
Autor: Aeliana Thorne
15 cze 2026
Lo zaczęła się pocić, ale tym razem temperatura nie miała z tym nic wspólnego. Twardy jak stal biceps więził ją, przyciskając do piersi twardej jak kamień. Jej nozdrza wypełnił zapach goździków i naturalnego męskiego piżma, tak intensywny, że nie potrzebowała wyostrzonych zmysłów Nyssy, by go poczuć. To wszystko było zbyt przytłaczające. Lo nie była tak blisko nikogo, nie *dotykała* drugiej osoby, odkąd Lana umarła, a już długo przedtem nie czuła się komfortowo w takich sytuacjach. W końcu ostatni mężczyzna, który jej dotykał, zrujnował jej życie, a większość fizycznych kontaktów, które nastąpiły potem, miała na celu sprawienie jej bólu i pokazanie jej miejsca w szeregu. Więc ta… naładowana interakcja… sama bliskość jakiegokolwiek nieznajomego, a w szczególności *tego* nieznajomego, sprawiała, że Lo czuła świerzbienie pod skórą, jakby zaraz miała z niej wyskoczyć. Kiedy mężczyzna przechylił głowę na bok, a w jego niewiarygodnie pewnym siebie wyrazie twarzy zaczął pojawiać się cień troski, Lo zdała sobie sprawę, że to wszechogarniające drżenie nie ograniczało się tylko do jej poturbowanej psychiki. Trzęsła się naprawdę, a do tego dyszała, jeśli poprawnie zinterpretowała pulsujący ból w klatce piersiowej. — Wszystko w porządku, skarbie? — Jego pytanie nie było zupełnie nieoczekiwane, ale i tak sprawiło, że podskoczyła. — Wyglądasz trochę mizernie. — Puść mnie. — Wszelkie pozory uprzejmości zniknęły, Lo wyrwała się z jego uścisku i wyminęła go, pragnąc uwolnić się od tego człowieka i skończyć ten dzień. Wciąż drżąc, pocierała dłońmi ramiona, jakby próbowała zetrzeć echa jego dotyku. *Jasne*, prychnęła w duchu, jego *dotyku*. Choć starała się odepchnąć resztki przeszłości, którą utraciła i którą zbrukały lata goryczy i zdrady, psychiczne bariery, na których polegała, by brnąć przez ból, zaczynały pękać. Dzisiaj było tego za dużo — zbyt wiele obelg, zbyt wiele musiała znieść od innych, którzy za wszelką cenę chcieli ją upokorzyć. A teraz ta nagła zmiana pożądania ze strony całkowicie obcego człowieka, to nieznane uczucie pożądania, sprawiło, że jej mechanizmy obronne przełączyły się zbyt gwałtownie. Nagle została zalana wspomnieniami z czasów, gdy wyrażanie pragnień było łatwe, a przyjmowanie czyjejś czułości było proste, naturalne i oczywiste. Było tyle chwil i emocji, których nie potrafiła docenić, jeszcze więcej momentów straconych na zawsze, których nigdy nie odzyska, a najgorsze były te czułe chwile, na które — wiedziała to — nigdy nie dostanie szansy. Intymność była dla niej stracona. Ta świadomość była miażdżąca. Nie potrafiła sobie wyobrazić, by jej życie mogło zmienić się tak drastycznie, by to naprawić, naprawić *ją*. Dla niej kontakt fizyczny już zawsze będzie smakował strachem zaprawionym żalem. I to nie była jej *wina*. *Kurwa*. Wcale nie ścierała uczucia dotyku lodowatego mężczyzny, próbowała pozbyć się dotyku Vandera. Mimo że nigdy nie byli ze sobą blisko intymnie, przy każdym, nawet najbardziej przelotnym dotyku, miała wrażenie, jakby jej własne komórki go pamiętały. Za każdym razem, gdy pociągał za koniec jej kucyka lub wyprowadzał ją z bójki, kładąc delikatną, ale silną dłoń na jej plecach — te niezobowiązujące gesty miały dla niej siłę pieszczot. Każda chwila, od tej pierwszej, kiedy weszła na drzewo po zagubiony balon, a gałąź pod nią pękła wpół; zamiast rymnąć o ziemię, spadła prosto na Vandera. Przyjął złamany nos po męsku i powiedział, że warto było, byle tylko ona była bezpieczna. To wtedy Lo zdecydowała, że to właśnie jego chce i, co ważniejsze, postanowiła zostać osobą, z którą *on* chciałby być. Niezależnie od tego, czy zdawała sobie z tego sprawę, czy nie, całe postrzeganie miłości i intymności przez Lo opierało się na jej relacji z Vanderem, na tym, co do niego czuła i kim dla niej był… kim dla niej *był*. Po tak długim czasie i tak wielu stratach, dla Lo szokiem było to, że kolejna droga może zostać zablokowana, kolejne drzwi zamknięte jej przed nosem. Jej przyjaciele, rodzina, jedyny dom, jaki kiedykolwiek znała, nawet kawałek jej *duszy* — wszystko to zostało jej odebrane. Do tej pory sądziła, że nie ma już nic więcej do stracenia, pogodziła się z tym faktem i zaczęła iść naprzód z tym, co udało jej się posklejać ze swojego życia. Lo zdała sobie teraz sprawę, że bez względu na to, jak nisko upadła w ciągu ostatnich kilku lat, jak bardzo była poobijana czy skatowana, nigdy tak naprawdę nie straciła nadziei. Nawet wtedy, gdy w końcu pogodziła się z faktem, że nikt nie stanie w jej obronie, a Vander i jej rodzice nie przyjdą, by naprawić swój błąd i ją uwolnić. Nawet wtedy, gdy straciła ostatnią osobę, która widziała w niej człowieka, a nie grzechy jej pozycji, albo gdy zamieniła jedną katastrofalną sytuację na drugą. Nie, beznadzieja to świadomość, że jest się fundamentalnie zepsutym, że nigdy tak naprawdę nie ucieknie się od skazy zdrady Vandera. Przed jej twarzą pojawiło się wiadro. Lo drgnęła, wyrwana z nagłej spirali wstydu. Spojrzała w górę i zobaczyła lodowatego nieznajomego, który dotrzymywał jej kroku, wyciągając w jej stronę zapomniany zestaw do sprzątania, który musiał podnieść z piętra niżej. Teraz zauważyła, że spojrzenie jego oczu nie było już tak mroźne, zainteresowanie wciąż tam było, choć zniknęła ta przytłaczająca zaborczość. To było prawie tak, jakby wyczuł egzystencjalny kryzys, który wywołał jego niespodziewany uścisk, i uznał, że czas zabawy się skończył. Zabawne, w ogóle go nie znała, a odniosła wrażenie, że dla niego rzadko kiedy nadchodzi pora na kończenie gry. Zatrzymała się, gdy on to zrobił, zdając sobie sprawę, że dotarli do pokoju 803. Ponownie wskazał na wiadro i uśmiechnął się półgębkiem, gdy je odebrała, mrucząc szybkie podziękowanie. Otworzył przed nią drzwi, ale nie wszedł za nią do środka. Puścił do niej oczko, ale nie powiedział nic więcej, zanim zamknął drzwi, choć wątpiła, by była w stanie go usłyszeć, nawet gdyby coś rzekł. Lo założyła, że ten pokój będzie wymagał sprzątania, tak jak poprzedni. Zamiast tego duży apartament wypełniony był wijącymi się ciałami, dudniącym basem, a w powietrzu unosił się śmiech i westchnienia rozkoszy. Ledwo widziała wnętrze przez gęstą mgłę dymu z cygar, ale to, co dostrzegła, zrobiło na niej wrażenie. Ósme piętro było zarezerwowane dla gości najwyższej rangi, VIP-ów wśród i tak już ekskluzywnej klienteli. Lo rozpoznała kilka klubowych Omeg w różnych stadiach negliżu, wylegujących się na kolanach potężnie wyglądających mężczyzn. Było zbyt ciemno, by mieć pewność, ale miała wrażenie, że wszyscy patrzą na nią, gdy wchodziła głębiej do pokoju. Nie wiedziała, czy powinna się zaanonsować, czy po prostu wyjść, czując się jak opiekunka w akademiku podczas ostrej popijawy. Zanim zdążyła zrobić jedno lub drugie, jedna z pracownic skinęła głową w stronę tylnego kąta, po czym wróciła do swojego klienta. Lo podeszła do wskazanego przez Omegę miejsca i jęknęła. Ktoś najwyraźniej bawił się zbyt dobrze i zwymiotował na lakierowaną komodę. To nie był pierwszy raz, kiedy Lo została wezwana do sprzątania takich rzeczy, i szczerze mówiąc, ten incydent nawet nie łapał się do jej pierwszej dziesiątki. Niepokojący był fakt, że Omegi nie powinny się tak upijać, a z doświadczenia Lo wynikało, że jeśli mężczyzna wymiotuje na imprezie, to lepiej, żeby właśnie umierał. Zgodnie ze swoją nazwą, Klub Viridian Ray nie miał zbyt wielu zasad, ale ta grupa tutaj najwyraźniej ich nie przestrzegała. Bałagan był już prawie uprzątnięty, gdy głośny trzask przebił się przez imprezowy zgiełk. — Zbieraj ode mnie te łapy! — Rozległo się ostre uderzenie, a po nim wściekły warkot. — Suko, chodź no tutaj! — Lo spojrzała w górę i zobaczyła potężnego mężczyznę górującego nad członkinią personelu czekającego, drobną kobietą o połowę mniejszą od niego. Na oczach Lo zacisnął pięść na jej nadgarstku i ją wykręcił. Dziewczyna krzyknęła i natychmiast upadła na kolana. — Nie… proszę… — Klatka piersiowa Lo zaczęła drżeć z wściekłości. Miała rację, ta impreza nie trzymała się klubowych zasad. Lo nie miała złudzeń — większość tutejszych pracowników seksualnych trafiła tu, bo zostali „przekwalifikowani” z więzień watah, więc zgoda nie zawsze była tu kluczowa, ale bezpieczeństwo już tak. Ranni lub martwi pracownicy oznaczali kłopoty dla Vesper, zwłaszcza gdy chodziło o personel najemny. Kelnerki były na liście płac Vesper, więc obowiązywała ścisła zasada „zakazu nieproszonego dotyku” w ich stosunku. Wyraźnie ten palant nie dostał okólnika. — Jestem kelnerką, n-nie m-możesz… — biedna dziewczyna dławiła się łzami. Lo z frustracją wrzuciła szmatę do wiadra. Tylu mężczyzn w pomieszczeniu i ani jeden nie stanął w obronie tej kobiety. Mogła tylko przypuszczać, pod wpływem jakich środków byli, ale to zachowanie było żałosne. Było sprzeczne ze wszystkim, za czym stały Wilki; silni chronili słabych. Nie tylko tych, których uważali za godnych szacunku. Mężczyzna złapał się za krocze. — Ta, ja mam fiuta, ty masz cycki. Nie widzę różnicy. — Kilku gości roześmiało się, podczas gdy zrozpaczona kelnerka odwróciła od niego głowę, tylko po to, by on chwycił ją za szczękę mięsistą pięścią, wykręcając jej twarz z powrotem ku sobie. — A teraz rób swoją robotę i nam *służ*! — Goście znów się zaśmiali, jakby oglądali sitcom, a nie napaść. Drżenie w klatce piersiowej Lo narastało wraz z jej wzburzeniem, będąc fizycznym przejawem jej wewnętrznej walki. *Ona* była silna, a przynajmniej tak ją wychowano. Nawet w więzieniu nigdy nie tolerowała prześladowców. Ale teraz, w pokoju pełnym napakowanych samców, Lo wstydziła się, że to coś więcej niż tylko zdrowy rozsądek każe jej trzymać głowę nisko. Olbrzymi zbir siłą wpił się w usta kelnerki, po czym ją odepchnął. Wyprostował się i obrócił wokół własnej osi z rozłożonymi ramionami i błyszczącymi oczami — efekt substancji, którą zażył. — Każdy w tym *pieprzonym* klubie musi nam służyć — zatrzymał się, by zaśmiać się z własnej dwuznaczności, po czym dostrzegł Lo kucającą na podłodze. — Nawet pokojówki. *Zwłaszcza* pokojówki! Zaczął iść w jej stronę. — Co ty na to, pokojówko? Pozwól, że dam ci awans.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zapach – Złamany Beta Alfy: Sprzedany do jaskini grzechu | Czytaj powieści online na beletrystyka