– Nienawidzę tu przychodzić. – Vander spojrzał w stronę Dantego, który z ponurą miną odbijał piłeczkę antystresową od pobliskiej szyby z hartowanego szkła, by po chwili złapać ją swoimi błyskawicznymi dłońmi i zacząć cały proces od nowa.
– Niby jak? Przecież prawie nigdy się nie zjawiasz, kiedy powinieneś – prychnął Vander.
Usta Dantego wykrzywiły się w aroganckim uśmiechu. – Nie jestem jeszcze ni
















