Lo obudziła się w obcym pokoju. Błyszczące, czarne, lakierowane panele na suficie upewniły ją, że wciąż jest w klubie, ale brak zwiewnego baldachimu nad łóżkiem sugerował, że to nie jest jej własny pokój.
Lo mrugnęła, patrząc w poranne światło wpadające przez okno sypialni, i spróbowała usiąść. Westchnęła i natychmiast zesztywniała, chwytając się za gardło. *Bogini*, jak to bolało.
Właściwie
















