Spojrzał na mnie z odrazą, po czym skierował się do zaparkowanego obok samochodu. Moje oczy śledziły każdy jego ruch; to na pewno był sen.
„Ślepa jesteś?” – wrzasnął nagle na mnie kierowca. „Prawie doprowadziłaś do tego, że mojemu szefowi stała się krzywda”.
„Daj spokój, Gannon” – rozkazał kierowcy, nie odrywając ode mnie wzroku, gdy wsiadał do pojazdu. Dostrzegłam jego wózek na tylnym siedzeniu.
„Ale proszę pana…” – kierowca zaczął oponować.
„Daj spokój” – powtórzył, zasuwając szybę. Kierowca zmierzył mnie wzrokiem i z wahaniem wrócił do auta. Patrzyłam, jak odjeżdżają w dal. Nigdy nie sądziłam, że wpadnę na niego w taki sposób. Zastanawiałam się, dokąd jechał? Czy on też uciekał przed ślubem? Miałam taką nadzieję, bo ja nie miałam już dokąd pójść.
Powoli ruszyłam z powrotem do posiadłości Crestwellów, czekając na swój los.
**
W chwili, gdy przekroczyłam próg, ciotka złapała mnie za ramię i szarpnęła do siebie. „Ty nędzna dziwko, próbowałaś uciec, prawda?!” – podniosła na mnie głos z furią. „Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy, chcesz przynieść wstyd tej rodzinie!” Podniosła rękę, by mnie uderzyć, ale wuj ją powstrzymał.
„Nie rób tego, nie chcemy, żeby jutro była poobijana” – powiedział.
„Hmph” – prychnęła. „Masz szczęście”.
Tinsley wychyliła głowę i rzuciła we mnie torbą. Wylądowała tuż przy moich stopach. Z goryczą w głosie prychnęła, splatając ręce na piersi. „To twoja suknia ślubna, przywieźli ją parę minut temu”.
Schyliłam się, by podnieść torbę.
„Nie mogę uwierzyć, że ona dostanie taką suknię, jest cała wysadzana diamentami! Ugh, dlaczego to nie ja mam wyjść za jednego z pozostałych braci?” – wpatrywała się rozmarzona w sufit. „Wyglądali tak nieskazitelnie i pociągająco”.
„Wydaje mi się, że dwóch z nich jest żonatych, ale zgadzam się z tobą. Ale to nic, zdobędziemy wszystkie bogactwa świata, a twój ojciec znajdzie ci jeszcze lepszą rodzinę” – zapewniła ją ciotka, po czym zwróciła na mnie swoje jadowite spojrzenie. „A ty, włóż tę suknię, sprawdzimy, czy nie wymaga poprawek”.
Poszła za mną na górę do pokoju Tinsley. Włożyłam rozkloszowaną suknię. Była bez rękawów i miała ogromną kokardę z tyłu. Tinsley miała rację – cała mieniła się od diamentów.
Ciotka prychnęła: „Przy twojej twarzy nawet tak piękna suknia wygląda okropnie. Zdejmuj to i spać, jutro czeka nas wielki dzień”.
Zaprowadziła mnie do mojego pokoju i zabrała telefon. „Zamknę te drzwi od zewnątrz, na wypadek gdybyś znowu planowała ucieczkę”.
W pokoju usiadłam na podłodze i przyciągnęłam kolana do piersi, zalewając się łzami. „To najgorsze urodziny w moim życiu”.
*
Następnego ranka obudził mnie dźwięk klucza w drzwiach. „Doprowadź się do porządku, zespół od przymiarek już jest. Za dwie godziny musimy być na miejscu”.
Ociężale poszłam do łazienki, starając się zachować spokój. Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje i że nie mam wyjścia.
Na dole czekał na mnie liczny zespół stylistów.
Od razu wzięli się do pracy, wklepując w moją twarz przeróżne kremy i pudry; inni upinali luźne końce sukni, jeszcze inni szczotkowali moje włosy – to było przytłaczające.
Mijały godziny, aż w końcu skończyli. Postawili przede mną ogromne lustro, a gdy spojrzałam w odbicie, szczęka mi opadła. Byłam nie do poznania.
Włosy miałam upięte w kok z loków, suknia leżała na mnie jak ulana, a makijaż sprawiał, że wyglądałam jak z filmu – jaskrawoczerwona szminka, piękne cienie w kolorze nude, paznokcie w tym samym odcieniu, a dopełnieniem wszystkiego były szklane szpilki.
Ciotka, wuj i Tinsley ubrani byli w swoje najdroższe stroje i widziałam, że oni również nie mogli wyjść z podziwu nad moim wyglądem.
Nadszedł czas na ślub.
Kierowca czarnej limuzyny zaparkowanej przed posiadłością Crestwellów skłonił mi się. Zorientowałam się, że to ten sam kierowca, który wiózł Kaelena Vextona zeszłej nocy.
Nie poznał mnie.
Wiedliśmy do pojazdu i ruszyliśmy w stronę rezydencji Vextonów.
*
„Później przyślemy kogoś po twoje rzeczy” – powiedziała ciotka. „Choć i tak masz same szmaty”.
„Przyjdę po nie sama” – odparłam cicho, odzywając się po raz pierwszy tego dnia.
Dojechaliśmy do ogromnej bramy ze złotym herbem i wielkim napisem „Vexton”.
Oczy mi się rozszerzyły na widok tego, jak ogromna i elegancka była ta biała rezydencja.
Bram strzegło wielu ludzi. Miejsce przypominało zamek. Podjazd był długi, ale w końcu dotarliśmy do wejścia.
Jak na „tylko rodzinne przyjęcie”, mieli ogromną rodzinę.
Wszyscy stali przy wejściu w najelegantszych strojach, jakie widziałam. Pani Vexton uśmiechała się szeroko, gdy ciotka pomagała mi wysiąść z samochodu z przyklejonym, sztucznym grymasem na twarzy.
Pani Vexton miała na sobie piękną niebieską suknię do ziemi i prawie nie miała makijażu.
„Cudownie, co za anioł!” – promieniała pani Vexton, natychmiast mnie ściskając. „Niech ceremonia się rozpocznie!” – ogłosiła.
Ciotka i jej rodzina szli za nami, gdy wchodziłyśmy do wspaniałej sali balowej. Miała ponad tysiąc metrów kwadratowych i wydawała się nie mieć końca.
Filary były oplecione najpiękniejszymi różami. Marmurowe podłogi przykryto połyskującymi czerwonymi dywanami, a krzesła, na których siedzieli goście, były wykonane z prawdziwego złota.
„Nie mamy czasu do stracenia!” – przekazała mnie wujowi. „Niech ksiądz zaczyna. Szkoda, że ślub ogłoszono tak nagle, że wasza dalsza rodzina nie mogła przyjechać, ale w najbliższej przyszłości zorganizujemy porządne przyjęcie”. Odeszła szybko, by poinformować księdza.
„Nie wierzę, myślałam, że już widziałam szczyt luksusu!” – szepnęła za mną Tinsley. „Tato, lepiej znajdź mi rodzinę, która przebije to wesele!”
„Oczywiście skarbie, dla ciebie tylko to, co najlepsze. Wszystkie wielkie rody będą o nas zabiegać, gdy zobaczą, jak wzbogacił się nasz majątek” – zachichotała ciotka.
Ocknęłam się, gdy pianista zaczął grać Marsz Weselny. To działo się naprawdę.
Gdy wuj prowadził mnie do ołtarza, przełykałam ciężko ślinę, próbując powstrzymać łzy.
„Nie płacz, Elara, nie wolno ci płakać” – powtarzałam sobie w duchu.
Wszystkie oczy były utkwione w nas, goście zajęli miejsca; miałam nadzieję, że ziemia się pod mną rozstąpi i mnie pochłonie.
Wuj zostawił mnie samą przy ołtarzu.
Kaelen Vexton już tam był, siedząc na swoim wielkim czarnym wózku, ubrany w szary garnitur, białą koszulę i czarny krawat.
Dlaczego znowu używał wózka?
Wyglądał na zupełnie niezainteresowanego tym, co się dzieje. Z bliska jego twarz wydawała się wręcz boska, ale wyraz tej twarzy mnie przerażał. Bałam się tego, co mógłby mi zrobić.
Ksiądz zaczął recytować formułki.
„Panno Tinsley Crestwell?” – powiedział. Wzdrygnęłam się, zapomniałam, że muszę być Tinsley.
„Czy bierzesz pana Kaelena Vextona za prawowitego małżonka?” – powtórzył.
Spojrzałam na tłum; ciotka zacisnęła pięści. Cisza była ciężka, wszyscy czekali na moją odpowiedź.
To było to. Moja szansa, by to wszystko zakończyć.
















