– Denerwujesz się? – zapytał mnie Kaelen.
– Cóż... po pierwsze, nawet nie wiedziałam, że masz swój własny, cholerny prywatny odrzutowiec.
– Naprawdę? – Uniósł brew.
– No tak. A po drugie, naprawdę się martwię; nie będę kłamać, wydaje się, że nic co dobre, nigdy nie trwa dla nas wiecznie.
Chwycił moją dłoń i delikatnie ją ścisnął.
– W takim razie cieszmy się tą chwilą, skoro rzekomo ma być fajnie –
















