PUNKT WIDZENIA KAT
Nie mogę uwierzyć, że Izzy tu jest. Tak bardzo za nią tęskniłam przez ostatnie dwa lata. Chciała podróżować. Kto mógłby ją winić? Przeszła tak wiele w ciągu ostatnich dziesięciu lat.
Wiedziałam, że szałwia i lawenda w jej pokoju zwalą ją i Punę z nóg. Potrzebuję, żeby była wypoczęta, ale też bezpieczna.
On był na zewnątrz. Czaił się w cieniu, obserwując, jak wraca do domu.
Wychodzę za drzwi i zamykam je na klucz. Wiem, że wciąż obserwuje. Chce ją zobaczyć. Ale ona tak bardzo go nienawidzi za to, że ją zostawił i za to, co zrobił jej mamie. Schodzę podjazdem i zauważam go stojącego po mojej prawej stronie.
– Wygląda zupełnie jak Lucy – mówi.
Patrzę na niego i posyłam mu ponure spojrzenie. Choć jest ojcem Izzy, to co zrobił, było niewybaczalne. Ja też go nie lubię po tym całym gównie, przez które przeczołgał moją siostrę.
– Nie powinno cię tu być; ona nie chce cię widzieć – mówię. – A tak przy okazji, spotkała twojego syna i on chciał przyjść na dzisiejszą imprezę, ale kategorycznie odmówiła – warczę w odpowiedzi.
– Słyszałem, że zdecydowanie wdała się w Lucy ze swoją zadziornością – mówi.
– Przestań wymawiać imię mojej siostry; nie masz prawa go używać – warczę na niego i go omijam.
Wygląda na zranionego.
– Kat, proszę, wiesz co się stało? – mówi z poczuciem winy w głosie. – Nie miałem wyboru w tej sprawie.
Szybko się odwracam, by stanąć z nim twarzą w twarz. Warczę; moja pantera zrobi mu z dupy jesień średniowiecza, jeśli się nie zamknie.
– Masz czelność to mówić. Nie zdziwiłabym się, gdyby Izzy wiedziała więcej o tym, co się stało – mówię. – Poza tym, musisz się wycofać; ona naprawdę cię nienawidzi, a właściwie to tobą gardzi. Co do twojego SYNA, ona nie zna ani jego, ani tej twojej córki, więc na twoim miejscu trzymałabym ich na razie z dala od niej.
Patrzy na mnie z pustym wyrazem twarzy.
– Kat, proszę, chcę poznać moją córkę – mówi.
– Graham – mówię z odrazą w głosie, jakby jego imię było trucizną – odsuń się, ostrzegam cię. Ty, ta twoja partnerka, twoje dzieci i ten stary Alfa, którego wybrałeś ponad swoją rodzinę, lepiej zostawcie ją w spokoju, bo możecie być zaskoczeni tym, co potrafi. Przeszła więcej, niż ktokolwiek z was wie – mówię, uświadamiając sobie, że powiedziałam za dużo.
– Co masz na myśli? Co przeszła? – pyta, a na jego twarzy maluje się szok, ale szybko dochodzi do siebie. Niedoczekanie, żebym mu powiedziała; to nie moja historia do opowiadania.
Odwracam się i idę; kawiarnia jest tuż za rogiem od domu, w którym mieszkam.
– Kat, powiedz mi, proszę! – krzyczy i idzie za mną. Otwieram drzwi do kawiarni; to już czas zamknięcia. Cóż, zamykamy wcześniej, bo wszyscy idą na ceremonię.
Alice, stojąca za ladą, ma uśmiech na twarzy, gdy wchodzę, ale ten szybko znika, gdy widzi Grahama. Ona też go nienawidzi.
– Kat – mówi on – nie możesz ukrywać przede mnie takich rzeczy. Ona jest moją córką.
Mam dość tego palanta. Nie przejmował się Izzy przez ostatnie dziesięć lat. Mieszkam tu z powrotem tylko dlatego, że muszę, dla Alice.
Odwracam się i staję z nim twarzą w twarz.
– Słuchaj uważnie, ty gnoju, nigdy nie byłeś obecny w jej życiu. Gówno muszę ci mówić. Nigdy po nią nie wróciłeś, nawet wtedy, gdy wysyłałam ci wiadomości. Nie jesteś i nigdy nie będziesz jej ojcem – syczę. – Musiałam wychować ją i Alice sama, dupku, bez żadnego wsparcia z twojej strony. Chcesz poznać Izzy? Wejdź tutaj i porozmawiaj z nią, albo lepiej poczekaj, aż ona będzie chciała porozmawiać z tobą, co mogę ci powiedzieć już teraz – nie nastąpi nigdy.
Czuję bijący od niego wstyd, ale zanim zdążę powiedzieć mu więcej, wchodzi jego syn Dale wraz z nowym Alfą, Blakiem.
Obaj patrzą na nas. Dale zdaje sobie sprawę z napięcia i prawdopodobnie z sytuacji, jaką ma przed oczami.
– Tato, dlaczego tu jesteś? – pyta, patrząc to na mnie, to na ojca.
Jego ojciec dochodzi do siebie i zaciska usta w wąską kreskę.
– Kat, co to ma znaczyć? – odzywa się młody Alfa.
Patrzę na nich wszystkich. Głupie wilki.
– Po prostu mówiła temu pajacowi, gdzie ma iść i żeby nie wracał – mówi Alice, podchodząc i stając obok mnie.
Rozlega się głośny warkot.
– Nie okazuj braku szacunku w mojej obecności, kocico; zabiję cię – mówi przez zaciśnięte zęby.
Alice odpowiada cichym warknięciem.
– Może i jesteś Alfą. Może i jestem częścią watahy, ale nie będziesz pytał mojej matki o nic, co cię nie dotyczy – mówi.
Nie chcę, żeby wpakowała się w kłopoty, ale wpatruję się w Blake'a.
– Proszę Grahama, żeby wyszedł; to nie jest najlepszy moment, by tu był, zwłaszcza teraz – mówię.
Graham i Dale stoją po obu stronach Blake'a, ale mam jeszcze jedną rzecz do powiedzenia:
– Tu są ciasta na ceremonię; wyjdźcie teraz – mówię przez zaciśnięte zęby. – I Alfo, jeśli jeszcze raz tak odezwiesz się do mojej córki, zobaczysz, co potrafi kot.
Patrzy na mnie oszołomiony przez chwilę. Nigdy nie pozwalam, by mój gniew aż tak się wylał, a on znał mnie, zanim wyjechał szkolić watahy.
– Kat, wkrótce będę nowym Alfą, proszę – mówi.
Patrzę na Grahama i Dale'a.
– Wy dwaj nie wejdziecie tutaj, kiedy Izzy tu jest, słyszycie mnie?! – mówię, ale nie mogę powstrzymać głośnego warkotu, który wydaje z siebie moja pantera. – Mówię poważnie; zrobię wam z dupy miazgę, jeśli wejdziecie tu i będziecie sprawiać kłopoty. Ona nie chce was znać.
– Nie możesz zabronić mi widywania mojej córki – mówi Graham.
Ale dzwonek przy drzwiach kawiarni dzwoni. Wiem, kto to jest; jej zapach wypełnia pomieszczenie.
Graham sztywnieje.
O cholera, nie jest zadowolona.
















