PUNKT WIDZENIA IZZY
Mam brata, który wygląda na mojego rówieśnika. Nie marnował czasu.
– Ty musisz być siostrzenicą Kat, Izzy. Mam na imię Dale. Jestem Betą Watahy Cienia, a to jest Paul; on jest Gammą. Chcieliśmy podejść i się przedstawić – mówi Dale.
Patrzę na niego, nie bawią mnie ani on, ani jego Alfa, który musi być albo zajęty, albo nie chciało mu się fatygować, by sprawdzić, kim jestem.
– Tak, to ja. Możesz przestawić samochód, żebyśmy mogły jechać? – mówię przez zaciśnięte zęby.
Kat wygląda, jakby chciała mnie uderzyć, ale się powstrzymuje.
– IZZY – upomina.
– Przepraszam, nie wiedzieliśmy, że to wasz wóz – mówi, patrząc na Hondę i ewidentnie kłamiąc, skoro Kat mieszka w mieście od kilku miesięcy. – Jake, przestawisz auto na miejsce parkingowe, proszę?
Jake, który musiał być kierowcą, kiwnął głową, wrócił do samochodu, wsiadł i wjechał prosto na miejsce po przeciwnej stronie auta Kat.
– Tak lepiej? – pyta z uśmiechem.
– Taa, chyba tak – odpowiadam z nutą irytacji. – Kat, możemy już jechać? Jestem zmęczona. Nie spałam od dwudziestu czterech godzin – mówię, udając ziewnięcie. Kat uśmiecha się, wiedząc, że to nie jest coś, z czym powinnam się teraz użerać.
– Tak, jasne, Izzy. Czy potrzebujecie czegoś jeszcze, Beto i Gammo? – pyta, kładąc moją torbę na tylnym siedzeniu i zabierając walizkę do bagażnika.
Obaj patrzą na mnie. Gamma Paul wygląda, jakby łączył się z kimś myślowo.
– Łączy się z Alfą – mówi Puna, która usadowiła się z tyłu mojego umysłu. Obserwuje wszystko z rozbawieniem, patrząc moimi oczami, ale tak, by nie zmieniać ich koloru.
Po kilku sekundach Dale zwraca się do mnie i Kat z uśmiechem:
– Nie, nic więcej. A, właściwie jedna rzecz. Będziemy w kawiarni późnym wieczorem po ciasta, które zamówiliśmy na ceremonię.
– Nie ma problemu, będą gotowe, gdy przyjdziecie je odebrać. Mam nadzieję, że nowy Alfa będzie miał udaną imprezę powitalną – odpowiada Kat.
– Och, na pewno będzie miał – mówi z aroganckim uśmieszkiem. Wzdrygam się na myśl o wszystkich prostackich rzeczach, które może mieć na myśli, ale on zaskakuje mnie pytaniem: – Obie powinnyście przyjść.
Kat patrzy na nich.
– Nie sądzę. To znaczy, Izzy musi odpocząć po długiej podróży – mówi. Chyba wiem, dlaczego tak się zachowuje; krew się we mnie gotuje, bo wiem, kto tam będzie.
– Cóż, zaproszenie jest otwarte – stwierdza Dale.
Paul patrzy na mnie z ostrożnością.
– Powinnaś przyjść do domu watahy... – zaczyna, ale zanim kończy zdanie...
– Nie sądzę. Obaj musicie wiedzieć, że mój ojciec jest częścią waszej watahy. Nie przyjdę, a raczej nigdy nie przyjdę do waszego domu watahy, więc może idźcie zająć się tym, co macie do zrobienia, zanim zwymiotuję wam na te ładne buty – mówię, kierując się do samochodu, by otworzyć drzwi, ale odwracam się jeszcze do Gammy. – A tak przy okazji, pozdrówcie ode mnie mojego tatę, bo założę się, że nie pokaże twarzy w najbliższym czasie, zwłaszcza że minęło dziesięć lat, odkąd ostatni raz mnie widział. Więc życzę udanej imprezy, ale nigdy więcej się do mnie nie zbliżajcie.
Wsiadam do samochodu i trzaskam drzwiami.
– Głupie wilki – mruczę pod nosem.
Siedzę teraz w aucie, czekając na Kat, i patrzę na tę trójkę, którą zostawiłam oniemiałą moim wybuchem.
Nienawidzę tego człowieka. Nie chcę widzieć faceta, który mnie porzucił.
– Przepraszam za Izzy – mówi Kat, podchodząc do samochodu i otwierając drzwi.
– Mam nadzieję, że zmieni zdanie – odpowiada Dale, który zdaje się, że ochłonął po moim wybuchu, i uśmiecha się do mnie. – Nie chcemy kłopotów – dodaje.
Wszyscy trzej odwracają się i ruszają w stronę, z której przyszliśmy.
Kat i ja patrzymy na nich, jak odchodzą.
– Głupie wilki – mruczę ponownie pod nosem.
– Izzy, musisz się zachowywać i uważać na to, co mówisz – mówi Kat i odpala silnik. Zawracamy, wyjeżdżamy z parkingu na prostą drogę. Jedziemy w ciszy.
– Kat, dlaczego chciałaś mnie tutaj? – pytam, bo cisza w samochodzie jest ogłuszająca i trudna do zniesienia.
Wzdycha.
– Chciałam cię zobaczyć, jesteś moją siostrzenicą.
Patrzę na nią. Wierzę jej, ale kryje się za tym coś więcej.
– I co jeszcze? – dopytuję.
Przez kilka chwil nic nie mówi.
– Twój ojciec przyszedł do kawiarni, kiedy wprowadziłam się tu kilka tygodni temu. Jeden z członków jego watahy powiedział mu, że tam jestem. Chciał wiedzieć, co u ciebie i czy wracasz, by tu zamieszkać – mówi i spogląda na mnie kilka razy. – Chce cię poznać, Izzy.
Śmieję się lekko.
– Taa, jasne, nie przejmował się przez dziesięć lat, dlaczego teraz? – pytam.
Wzrusza ramionami.
– Nie wiem. Wiem, że nienawidzisz go za to, co zrobił twojej mamie i za wszystko inne, co się z tym wiązało. Wiem, że cię porzucił. Nie ma usprawiedliwienia dla tego, co zrobił. Ja też go nienawidzę za to, co zrobił tobie i twojej mamie, ale wydawał się rozdarty i zraniony, kiedy powiedziałam mu, że nigdy więcej nie będziesz chciała go widzieć.
Nic nie mówię. Wiem, że pozwoli mi zdecydować, co chcę zrobić, ale ten człowiek mnie porzucił; nie ma mowy, żebym chciała go widzieć.
– Izzy, nie znasz całej historii, dlaczego odszedł – mówi.
Patrzę na nią z twarzą pozbawioną wyrazu. Problem z tym stwierdzeniem polega na tym, że wiem, dlaczego odszedł i co go do tego zmusiło. Ona albo nie wie, że ja wiem, albo wierzy w kłamstwa, które jej naopowiadał.
– Kim w ogóle jest ten nowy Alfa? Dlaczego wyprawiają mu imprezę powitalną? – pytam, próbując zmienić temat.
Patrzy na mnie krótko, po czym odwraca głowę, by patrzeć na drogę.
– Ma na imię Blake, jest synem Alfy. Nie było go przez ostatnie kilka miesięcy, szkolił sąsiednie watahy – wyjaśnia. – Przychodził do kawiarni codziennie przed wyjazdem, pewnie wkrótce go zobaczysz.
Nie chcę widzieć nikogo, a zwłaszcza żadnego Alfy, nie wspominając o innych wilkach. Wywołują we mnie gniew.
Ucinam rozmowę i gapię się w okno. To małe miasteczko otacza ogromny las, ale wszystkie domy stoją blisko siebie. Po kilku kolejnych minutach wjeżdżamy na podjazd prowadzący do małego domu szeregowego. Wygląda jak typowy szeregowiec. Wszystkie domy są usytuowane na skraju lasu, co ułatwia ludziom przemianę i ucieczkę w gęstwinę.
– Musimy później pobiegać, potrzebuję biegu – mówi Puna. Nie zmieniałyśmy się od wieków, bo ostatnio ciągle byłyśmy w podróży.
Gdy Kat parkuje na podjeździe, dom wygląda ładnie. Tak samo jak ten, który miałam wcześniej z matką. Wzdrygam się na to wspomnienie. Muszę to wszystko zablokować.
Obie wysiadamy z samochodu. Idę do bagażnika po walizkę, podczas gdy Kat zabiera moją torbę z tylnego siedzenia. Zatrzymuję się nagle, uświadamiając sobie, że ktoś mnie obserwuje.
– Puna, wyczuwasz kogoś za nami? – pytam ją, nie oglądając się za siebie. Ktokolwiek to jest, sprawia, że mój kot robi się niespokojny.
– Nie wiem, ale już mi się tu nie podoba – mówi. – Wszyscy wydają się być podenerwowani. Nie wiem, czy to przez nas, czy przez powrót tego Alfy, ale coś jest nie tak.
Zgadzam się z nią; coś jest nie tak, ale trudno mi określić co.
Podnoszę wzrok i widzę Kat patrzącą za mnie; jej twarz jest nieodgadniona.
– Musimy cię rozpakować, muszę być w kawiarni, żeby zamknąć – mówi, łapiąc mnie za ramię i ciągnąc w stronę drzwi wejściowych.
– Okej, Kat – odpowiadam i idę za nią. Wprowadza mnie do środka.
Wewnątrz rozglądam się. Jest tu mały kącik wypoczynkowy, otwarty plan z kuchnią z tyłu. Po wejściu schody znajdują się na wprost. Zamyka za nami drzwi, ale zauważam, że przed ich zamknięciem i przekręceniem zamka raz jeszcze rozgląda się po okolicy.
– Wszystko w porządku, Kat? – pytam. Coś się dzieje, czuję to.
– Wszystko gra, zaprowadzę cię do twojego pokoju. Możesz wziąć prysznic i odpocząć. Muszę iść do kawiarni upewnić się, że Alice skończyła ciasta na ceremonię – mówi.
Prowadzi mnie na górę, pokazuje swój pokój i łazienkę. Zaprowadza mnie do mojego pokoju, który ma przylegającą łazienkę.
– Kazałam ją zrobić w zeszłym tygodniu, wiedziałam, że kiedyś wpadniesz w odwiedziny, ale skoro teraz zostajesz, będzie jak znalazł – mówi. Pokój wydaje się w sam raz. Zawsze miałam małe pokoje, gdy podróżowałam, albo po prostu spałam na ziemi, w trudnych warunkach czy na drzewie, ale ten pokój jest miły.
– Kupiłam wszystko, czego możesz potrzebować. Jeśli będziesz chciała czegoś więcej, możemy kupić to jutro, kiedy pojedziemy do kawiarni. Chcesz wziąć kilka zmian w kawiarni? – pyta, kierując się do drzwi sypialni.
Kiwam głową, wiedząc, że zapłaci mi za pomoc.
– Tak, jasne... – W momencie, gdy mam dokończyć zdanie, mój brzuch burczy głośno.
Patrzy na mnie z lekkim śmiechem.
– Zrobię ci kanapki i przyniosę na górę. Pewnie będziesz chciała się przespać po jedzeniu i prysznicu, to był długi dzień.
Z moich ust wyrywa się ziewnięcie, gdy tylko wspomina o śnie. Uśmiecha się.
– Przyniosę jedzenie, gdy będziesz pod prysznicem.
Uśmiecham się i przytulam ją.
– Okej, dziękuję. Kiedy idziesz do kawiarni? – pytam.
– Wyjdę, jak tylko zrobię jedzenie. Nie będzie mnie długo – mówi i odwraca się, ale nagle przystaje. – Zamknę cię na klucz, tak na wszelki wypadek. Nie chcę, żeby ktoś wszedł, gdy będziesz spała.
Patrzę na nią. Ona chyba żartuje, prawda?
Kto chciałby tu wejść?
– OKEJ – mówię, czując, jak niepokój wraca ze zdwojoną siłą.
Puna ziewa, ale też czuje się podenerwowana.
– Wszystko w porządku, Izzy? – pyta. Wiem, że wyczuwa niepewność w moim głosie.
– Tak, coś jest nie tak z Kat. Słyszałaś, co właśnie powiedziała? – odpowiadam, ale kolejne ziewnięcie ucieka z moich ust.
Kiwa głową, mówiąc:
– Pewnie po prostu chce nas chronić, mimo że jesteśmy wystarczająco silne, by walczyć. Chce mieć pewność, że nikt nie wejdzie. Izzy, jedziesz na oparach. Musisz odpocząć. Pójdziemy pobiegać, jak się obudzisz, ale muszę przyznać, że ja też robię się śpiąca.
Czuję, jak jej ociężałość przenika na mnie. Ziewam ponownie. Spoglądam na Kat, która mi się przyglądała.
– Do zobaczenia później, Izzy – mówi i wychodzi.
Rozpakowuję część ubrań, ale resztki energii po podróży sprawiają, że jestem całkowicie senna. Biorę piżamę i idę pod prysznic. Chyba biorę najkrótszy prysznic w historii, czując, jak ogarnia mnie zmęczenie. Wychodzę, wycieram się i szybko wracam do pokoju. Na szafce nocnej leżą już kanapki. Kat musiała wejść, gdy byłam pod prysznicem. Zakładam piżamę, przestawiam walizkę na podłogę i kładę się na łóżku.
W ciągu kilku sekund od przyłożenia głowy do poduszki zapadam w mrok snu.
















