PUNKT WIDZENIA KAT
– OWSZEM, MOŻE – mówi głos za nim. Wiem, że jest wkurzona. Jakim cudem ona wciąż stoi na nogach po dwudziestu czterech godzinach bez snu?
Graham odwraca się i blednie, patrząc na córkę, którą kiedyś znał. Nie jest już tą małą dziewczynką, którą zostawił.
Wpatruje się w niego lodowatym wzrokiem, ale nagle słyszymy warknięcie:
– PRZEZNACZONA.
Wszyscy patrzymy na Blake'a; gapi się na Izzy. O szlag, to nie skończy się dobrze.
Izzy patrzy na niego, podchodząc do Grahama i Dale'a z twarzą pozbawioną wyrazu.
– Musisz się wycofać – warczy.
Widzę, że Puna próbuje przejąć kontrolę. Moc, która od niej bije, jest intensywna. Alice patrzy na kuzynkę i uśmiecha się pod nosem.
– Nie odzywaj się do... – zaczyna Dale, ale przerywa mu jej warkot, a jej oczy zmieniają kolor z niebieskiego na jaskrawozielony.
– Nie chciałbyś mnie wkurzyć, BRACISZKU. – Wszyscy patrzymy na nią osłupiali. Alice i ja wiemy, jak to jest, gdy Puna i Izzy łączą swoje głosy, ale oglądanie tego z boku jest zabawne.
Spoglądam na Blake'a. Wciąż wpatruje się w Izzy, swoją przeznaczoną.
– Co? Myślałeś, że nie będę wiedziała, że jesteś jego synem? Domyśliłam się, kim jesteś już na dworcu; obaj pachniecie tak samo – mówi do Dale'a, po czym zwraca się do Grahama. – A twoje udawanie tatusia, którego zawsze miałam, nigdy nie zadziała. Nie było cię przy mnie przez dziesięć lat, więc dlaczego miałabym chcieć cię w moim życiu teraz?
Graham wygląda na zranionego, ale co myślał, że osiągnie, przychodząc tutaj? Mówiłam mu, że Izzy nie chce mieć z nim nic wspólnego. Nawet nie wiedziała o Dale'u, a wciąż nie wie o siostrze, której jeszcze nie poznała.
Robi krok bliżej, nie spuszczając wzroku z żadnego z nich. Puna jest blisko; jej moc jest spotęgowana gniewem Izzy wobec nich obu. Zastanawiam się, czy oni czują to tak jak my.
– Będziecie słuchać i to uważnie; nie chcę mieć nic wspólnego z tobą ani z tą twoją rodziną. Zostawiłeś mnie samą na dziesięć lat, bym przetrwała, i poradziłam sobie doskonale. Jeśli tu wrócicie, wypuszczę moją panterę, a ona nie jest tak przyjazna jak ja; jest znacznie gorsza – warczy. – A teraz wyjdźcie, weźcie to, czego potrzebujecie, i idźcie.
Przechodzi między nimi i kieruje się do mnie.
Wtedy uświadamiam sobie, że jest w swojej piżamie z Myszką Miki; musiała wyczuć go na zewnątrz domu wcześniej.
Blake wciąż na nią patrzy. Zanim ktokolwiek inny się odezwie, ona zwraca się do niego.
– A, i Alfo, nie chcę przeznaczonego – oświadcza.
Blake warczy głośno.
– Nie mówisz tego poważnie – mówi, ledwo panując nad sobą i swoim wilkiem.
Ona patrzy na niego i wzrusza ramionami.
– Potraktuj poważnie to, co powiedziałam, i wyjdź. Jestem tu tylko na kilka tygodni, a potem znowu wyjeżdżam – mówi.
Blake patrzy na nią, ale nic nie mówi; wygląda na zranionego. Znam niektóre powody, dla których nie chce partnera, wiążą się z tym okropne wspomnienia. Nienawidzi mężczyzn w ogóle i ma ku temu dobry powód.
Moc bijąca od Izzy jest trudna do zniesienia. Po kilku chwilach zwracam się do Grahama i Dale'a.
– Myślę, że wszyscy powinniście już iść – mówię. – Nie zapomnijcie ciastek przy wyjściu.
Dale patrzy na mnie i uśmiecha się, mówiąc bezgłośnie „dziękuję”. Spogląda na ciasta, ale widać, że chciałby porozmawiać dłużej.
Blake nie ruszył się z miejsca. Wciąż patrzy na Izzy.
Dale pociąga go do tyłu, prowadząc przez drzwi do SUV-a, który właśnie podjechał. Graham chce jeszcze porozmawiać, ale wzdycha; chwyta pudełka i zabiera je ze sobą. Alice przytrzymuje mu drzwi.
Gdy umieszcza je w drugim SUV-ie, który właśnie nadjechał, Graham wsiada do środka. Samochód odjeżdża w ciągu kilku sekund.
Dale cofa się jeszcze raz do kawiarni po ostatnie pudełko. Izzy i ja obserwujemy ich zza lady. Zatrzymuje się w drzwiach i spogląda na nas przez ramię.
– Wiem, co zrobił nasz ojciec; nie pochwalam tego. Chcę poznać moją starszą siostrę, jeśli to możliwe – mówi. Izzy wydaje z siebie cichy warkot.
Wpatruje się w nią z błyskiem bólu w oczach i mówi:
– Przepraszam, Izzy – po czym odwraca się i wychodzi.
Alice zamyka drzwi i patrzy na nas.
– Cóż, kuzynko, tak się cieszę, że tu jesteś – mówi z uśmieszkiem.
Izzy podchodzi do niej i się uśmiecha. Przytulają się. Obie patrzą na mnie, ale zanim zdążą cokolwiek powiedzieć...
– Skąd wiedziałaś? – pytam Izzy.
Izzy patrzy na mnie przez chwilę.
– Poczułam jego zapach na zewnątrz; to obudziło Punę. Ale wiedziałam o innych rzeczach; zawsze wiedziałam. Po prostu nigdy ci nie powiedziałam – mówi.
– Nienawidzę tego człowieka jeszcze bardziej; nigdy po mnie nie przyszedł – mówi, a nienawiść znów w nią wsiąka. Wiem, że jest zraniona. Graham ma wiele na sumieniu i może być też przyczyną tego, że Izzy nie chce również swojego przeznaczonego.
– Dobra, zamknijmy ten lokal; wyglądasz, jakbyś powinna być w łóżku – mówię ze śmiechem.
Izzy spuszcza wzrok, co zauważa też Alice. Obie się śmieją. Obchodzimy kawiarnię, upewniając się, że wszystko jest wyłączone, stoły przetarte, a krzesła na swoich miejscach.
Izzy ziewa.
– Musisz odpocząć – mówię jej.
Kiwa głową.
– Chodźmy do domu – mówi i zwraca się do Alice: – Idziesz? Mogłybyśmy zrobić nasze słynne nocowanie.
Alice patrzy na nią z uśmiechem, ale kręci głową.
Wiem, że to się nie stanie, bo Alice idzie na ceremonię ze swoim partnerem.
– Nie mogę, kuzynko, potrzebujesz snu dla urody – mówi.
„Nie mów jej jeszcze o Paulu, mamo” – łączy się ze mną myślowo. Uśmiecham się. Alice zna tylko część powodów, dla których Izzy nie chce partnera, ale już boi się jej powiedzieć, nie wiedząc, jak Izzy zareaguje na tę wiadomość.
Izzy ziewa ponownie, a my się śmiejemy.
– Chodź, Śpiąca Królewno, czas do łóżka – mówię, wyprowadzając ją przez drzwi kawiarni w stronę domu.
















