Roztrzaskane księgi: Niewinny zastaw Dona

Roztrzaskane księgi: Niewinny zastaw Dona

Autor: Vesper·in·Lethe

Jedyna ucieczka
Autor: Vesper·in·Lethe
31 lip 2026
Punkt widzenia Lydii Zaskomlałam w jego nieustępliwym uścisku, gdy brutalnie chwycił mnie za podbródek. Ścisnął moje policzki, zmuszając wargi do rozchylenia się w wydętą podkówkę. Jego głębokie niebieskie oczy śledziły ten ruch, ciemniejąc, gdy wpiły się w moje usta. Jego wielki kciuk musnął moją dolną wargę, przesuwając się po miękkim ciele powolnym, celowym pociągnięciem. Zaparło mi dech. Panika wezbrała w mojej piersi, ciasna i dusząca. Moje serce łomotało o żebra jak uwięziony ptak. O Boże. Błagam, nie. Tylko nie pocałunek. Proszę, nie całuj mnie. Mocno zacisnęłam oczy, bojąc się miażdżącego zderzenia jego ust z moimi. Przygotowałam się na inwazję. Ale uderzenie nigdy nie nadeszło. Zatrzymał się. Uchyliłam powieki. Wisiał zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Dziwna, nieodgadniona tajemnica ocieniała jego spojrzenie. Przez przelotną sekundę w jego brutalnej pozie pojawiła się rysa, ujawniając dziwną łagodność. Potem, równie szybko jak się pojawiła, zniknęła. Puścił moją twarz i zrobił gwałtowny krok w tył. Wymamrotał coś gniewnie pod nosem w szybkim włoskim. Ostre sylaby odbiły się od łazienkowych kafelków. Zanim zdążyłam przetworzyć to, co właśnie się wydarzyło, odwrócił się na pięcie i wypadł z łazienki. Ciężkie drzwi sypialni zamknęły się za nim z głośnym, dudniącym echem. Osunęłam się na zimne szkło kabiny prysznicowej, wypuszczając drżące westchnienie. Głęboka ulga zalała moje trzęsące się ciało. Oplotłam ramionami klatkę piersiową, próbując uspokoić urywany oddech. O co mu chodziło? Wiedziałam, że jestem dla niego nikim. Tylko ciałem. Transakcją. Nie oczekiwałam żadnego szacunku. Musiałam po prostu przetrwać. Moje dygoczące serce wybijało miarowe przypomnienie o żebra: musiałam znosić ten chory układ jeszcze przez dokładnie czternaście dni. Tylko czternaście dni, i będę wolna. Chwyciłam ręcznik, osuszyłam skórę i wciągnęłam na siebie tanie ubrania. Potężny dom wydawał się pusty, gdy ostrożnie schodziłam po schodach. Moje kroki nie wydawały żadnego dźwięku na wypolerowanych, drewnianych podłogach. Skierowałam się prosto do dużej kuchni. Słodki aromat parzonej kawy i smażonego boczku uderzył w mój nos. Helena, starsza pokojówka, stała przy kuchence. Odwróciła się i posłała mi ciepły uśmiech. – Dzień dobry, Lydio. – Dzień dobry, Heleno. Jej oczy przeniosły się na moje wilgotne włosy. – Dlaczego twoje włosy są wciąż mokre? Przeziębisz się, kochanie. Małe ukłucie uderzyło mnie w klatkę piersiową. Miło było mieć kogoś, kto się troszczył. Odkąd zmarła moja mama, nikt nie sprawdzał, jak się miewam. Mój tata ledwo potrafił zadbać o siebie, a co dopiero martwić się o moje zdrowie. – Jestem przyzwyczajona – odpowiedziałam, siląc się na słaby uśmiech. – Nic mi nie będzie. – Usiądź. Przygotuję ci gorący talerz śniadania. – Wskazała na mały, drewniany stół wsunięty w róg ogromnej kuchni. Zahaowałam się. Moje palce zacisnęły się na rąbku koszulki. – Nie wiem, czy powinnam. A co, jeśli on się dowie? Helena położyła na stole talerz z jajecznicą i tostem. Odsunęła krzesło i usiadła naprzeciwko mnie. – O czym ty myślisz, kochanie? Wyglądasz na zestresowaną. – Boję się jeść w jego wielkim domu bez jego wyraźnej zgody – wyznałam. Mój głos drżał z głębokiego strachu. – Nie chcę kolejnej kary. Helena zaśmiała się cicho. Ten dźwięk wydawał się nie na miejscu w tej przerażającej rezydencji. – Skoro wciąż tu siedzisz, to znaczy, że on chce, żebyś tu zjadła. – On wie, że jestem w kuchni? Uniosła brew i wskazała dyskretnie w stronę rogu sufitu. Podążyłam za jej wzrokiem. Wysoko na ścianie zamontowana była ukryta kamera CCTV; małe, czerwone światełko mrugało w cieniu. Zimny dreszcz przemknął po moim kręgosłupie. Myśl o tym, że obserwował każdy mój ruch, wytrąciła mnie z równowagi. Czy w sypialni też miał kamery? Od samego pomysłu zrobiło mi się niedobrze. – Zaufaj mi – powiedziała cicho Helena, przyciągając moją uwagę z powrotem. – W tym wielkim domu nic nie dzieje się bez jego zgody. Więc wiedział, że tu jestem, i na to pozwolił. Wzięłam widelec i wzięłam ostrożny kęs. Jedzenie smakowało niesamowicie. Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo byłam wygłodniała, dopóki ciepłe jajka nie dotarły do mojego pustego żołądka. Zjadłam szybko. – Masz w rękach magię, Heleno – powiedziałam między kęsami. – Uwielbiam to. Uśmiechnęła się, ale w jej oczach czaił się utrzymujący się smutek. – Lydio, nie powiedziałaś mi, co się między wami dzieje. – Pochyliła się bliżej, zniżając głos. – Widzę, że nie jesteś prostytutką. Zdecydowanie nie jesteś też jego kochanką. Więc kim jesteś? Proszę, nie zrozum tego źle, ale permanentny strach w twoich zmęczonych oczach sprawia, że się o ciebie martwię. Mój apetyt zniknął. Odłożyłam widelec. Surowe ostrzeżenie o życiu i śmierci, które dał mi pan Vargas, odbiło się echem w mojej głowie. – Nie wiem kim jestem, Heleno – szepnęłam, wpatrując się w swój w połowie pusty talerz. – Ale nie mogę ci nic powiedzieć. Nie wolno mi o tym pisnąć ani słowa. Helena westchnęła. Wyciągnęła rękę przez stół i pokrzepiająco ścisnęła moją drżącą dłoń. Jej dotyk był ciepły. – Rozumiem. Zapomnij, że pytałam. Po prostu o siebie dbaj. – Czy on mnie skrzywdzi? – zapytałam, nie potrafiąc ukryć desperacji w głosie. Odwróciła wzrok na chwilę. – To zależy od ciebie. Ale myślę, że nie. Gdyby chciał, już by to zrobił. – Nie wiem, jak z nim postępować – przyznałam, a głos mi się łamał. – Przeraża mnie. Czasem po prostu mnie dezorientuje. Nigdy ze mną nie rozmawia. – Zawsze taki był – powiedziała Helena z czułym uśmiechem. – Nie lubi dużo mówić. Jest tym spokojnym w swojej rodzinie. Tym mądrym. – Jak długo go znasz? – Jesteś ciekawa? – podroczyła się miękko. – Chcę po prostu wiedzieć, z czym mam do czynienia – odpowiedziałam nerwowo. Helena zachichotała. – Znam go, odkąd był dzieckiem. Pracowałam dla jego ojca. Moje oczy rozszerzyły się z niedowierzania. – Naprawdę? Jak przetrwałaś tak długo pod jego władzą? – Nie jest taki zły, Lydio – próbowała rozwiać moje przytłaczające zmartwienia. – Właściwie, Lucian jest najłagodniejszy z całego rodzeństwa. Ta przerażająca myśl zmroziła mnie do szpiku kości. Ten brutalny, zimnokrwisty potwór był w jakiś sposób tym najłagodniejszym? Jakimi potworami było jego rodzeństwo? – Więc to rodzinny biznes? – sondowałam delikatnie. – Tak. Lucian to dosłowny książę mafii. Jego ojciec jest absolutnym królem włoskiej mafii. Bardzo potężny człowiek. Pomógł mi bardzo w moich trudnych chwilach, więc pozostaję lojalna jemu i jego dzieciom. – To dlaczego Lucian mieszka tu sam? – Słyszałam, że Lucian pokłócił się z ojcem. Wielka awantura. Potem opuścił dom rodzinny. Jego matka martwiła się o niego, więc poprosiła mnie, żebym tu przyjechała i się nim zaopiekowała. – Jego matka? – zmarszczyłam brwi. – Jak matka mogła pochwalać, że jej syn zostaje szefem mafii? – To nie jej wina, Lydio. Ci mężczyźni są przebiegli. – Helena westchnęła ciężko. – Nie bardzo potrafię to wyjaśnić, ale myślę, że masz pojęcie, do czego są zdolni. – Czy została zmuszona? – zapytałam, zastanawiając się, czy oceniłam ją zbyt pochopnie. – Nie sądzę. Nie jest kimś, kim łatwo manipulować. Też ma władzę. Ale nie możemy po prostu zakładać. Nie znamy rzeczywistości. Moje serce znów zabiło mocniej. – Czy powinnam się bać jego rodziny? Wyraz twarzy Heleny spoważniał. – I to bardzo. Przełknęłam ślinę. – Kto jest tym niebezpiecznym? – Matka – ostrzegła śmiertelnie poważnym tonem. – Trzymaj się od niej z daleka. Nie jest zła. Jest dobra dla dobrych, ale najgorsza dla złych. Jeśli kiedykolwiek się na nią natkniesz, postaraj się być po jej dobrej stronie. – Co takiego mogłaby zrobić? – Ona jest absolutnie jedyną osobą, która może cię uratować przed gniewem Luciana. Jej złowieszcze słowa pogłębiły mój duszący lęk. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnęłam, było wplątanie się w ten szalony, morderczy dramat rodzinny. Jeśli Lucian był tym najłagodniejszym, nie miałam żadnej ochoty spotkać najgorszej. Musiałam po prostu trzymać głowę nisko. – To nie ma znaczenia, Heleno – powiedziłam, odsuwając talerz. – Zostało mi tylko czternaście dni. Po tym będę od niego całkowicie wolna. Więcej tu nie przyjdę. Uśmiech Heleny zbladł. – Myślałam, że potrzebujesz tej pracy? – Potrzebuję. Ale tylko przez czternaście dni. – Sama myśl o tym wywołała słaby, szczery uśmiech na moich ustach. – Cokolwiek ci odpowiada, kochanie. Mogę ci tylko życzyć szczęśliwego życia. Pożegnałam się z nią cicho i wyszłam tylnymi drzwiami. Lodowate, poranne powietrze uderzyło mnie w twarz niczym policzek. Była niedziela, co oznaczało, że miałam dzień wolny od pozostałych moich prac. Na szczęście, Lucian nie powstrzymał mnie przed wyjściem. Rozpoczęłam wyczerpujący, godzinny marsz do domu, by zaoszczędzić moje marne pieniądze. Taksówka zabrałaby dziesięć minut, ale nie stać mnie było na zmarnowanie ani grosza. Zaciągnęłam cienką kurtkę mocniej wokół drżącego ciała. Przenikliwy, świąteczny ziąb idealnie odzwierciedlał moje wewnętrzne emocjonalne odrętwienie. Ulice były wyłożone świątecznymi dekoracjami, migoczącymi lampkami i zielonymi wieńcami, ale nie czułam żadnego podekscytowania. Świąteczna radość całkowicie mnie omijała. Ja po prostu rozpaczliwie tęskniłam za normalnym życiem bez strachu. Życiem, w którym nie kuliłam się na widok cieni ani nie kalkulowałam każdego oddechu, by uniknąć kary. Ale nawet kiedy minie czternaście dni, obawiałam się, że jego szorstkie dotyki i nawiedzający, głęboki głos wypaliły już trwałe piętno w moim zniszczonym umyśle. Widmowy ciężar jego ciała przy moim, sposób, w jaki jego palce siniaczyły moją skórę – czy kiedykolwiek zdołam to z siebie zmyć? Czy kiedykolwiek poczuję się znowu normalnie? Trzymałam głowę opuszczoną, ignorując szczypiący wiatr. Znajoma trasa prowadziła obok rzędu ekskluzywnych sklepów. Zazwyczaj mijałam je szybkim krokiem, ale dzisiaj coś przykuło moją uwagę. Zatrzymałam się przed lśniącym, słynnym butikiem. Przez nieskazitelną szybę manekin prezentował wspaniałą, czarną suknię bez ramiączek. Miała odważne rozcięcie sięgające uda i delikatne detale wzdłuż gorsetu. Materiał wyglądał jak płynny jedwab. Wpatrywałam się w nią, całkowicie zahipnotyzowana. Przez ułamek sekundy wyobraziłam sobie, że ją noszę. Wyobraziłam sobie, że czuję się piękna, pewna siebie i wolna. Wtedy mój wzrok opadł na małą, elegancką tabliczkę u podstawy manekina. Porażająca cena roztrzaskała mój naiwny zachwyt. Mogłabym pracować pięć lat i wciąż nie byłoby mnie stać na sam podatek za tę sukienkę. Rzeczywistość mojego żałosnego życia spadła na mnie. Byłam dziewczyną, która sprzedawała swoje ciało księciu mafii tylko po to, by mieć dach nad głową. – Panienko, czy chciałaby pani wejść? Szorstki głos przerwał mój trans. Zamrugałam i spojrzałam w górę. Krępy ochroniarz stał przy wejściu do butiku. Jego oczy skanowały moje tanie, znoszone ubrania, zauważając, jak zwlekam na chodniku. Rumieniec głębokiego zażenowania spalił moje policzki. Zrobiłam szybki krok w tył. – Nie, dziękuję – wymamrotałam. Odwróciłam się i pośpieszyłam wzdłuż ulicy. Nie potrzebowałam sukienki. I tak nie miałabym dokąd jej założyć. To była głupia fantazja. Oplotłam się ramionami, przyspieszając kroku. Przygnębiające, szare budynki mojej dzielnicy w końcu ukazały się w zasięgu wzroku. Kontrast między lśniącym butikiem a moimi popękanymi chodnikami był jak cios w brzuch. Właśnie kiedy skręciłam w róg mojej ulicy, znajomy, ciepły głos zawołał z tyłu. – Lydia! Zamarłam. Ten głos. Odwróciłam się. Moje zmęczone oczy zalśniły dawno utraconą, szczerą radością, gdy zobaczyłam wysoką sylwetkę stojącą kilka stóp dalej. Jego ciemne włosy były lekko rozwiane przez wiatr, a przystojna twarz nosiła łagodny, swobodny uśmiech. Miał na sobie gruby płaszcz i trzymał małą, papierową torbę. To była moja ulubiona osoba na świecie. – Tariq... – uśmiechnęłam się.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki