Punkt widzenia narratora
Lydia stała w bezruchu w duszącej ciszy, a jej knykcie zbielały, gdy zacisnęła dłonie na uchwycie plastikowej apteczki. Modliła się o chłodną odmowę, szorstkie odprawienie, które odesłałoby ją z powrotem za ciężkie drzwi. Zamiast tego w przenikliwych niebieskich oczach Luciana błysnęło mroczne, pokręcone rozbawienie. Patrzył, jak jąka się niczym bezradna głupaczka. Znalazł
















