Roztrzaskane księgi: Niewinny zastaw Dona

Roztrzaskane księgi: Niewinny zastaw Dona

Autor: Vesper·in·Lethe

Naga konfrontacja
Autor: Vesper·in·Lethe
31 lip 2026
Punkt widzenia Lydii Usiadłam na rozkopanym łóżku, wstrzymując oddech i czekając, aż z jego ust padnie choć jedno słowo. Nie odpowiedział. Nigdy do mnie nie mówił. Kiedykolwiek miał jakieś żądanie, przekazywał swoje chłodne polecenia przez pana Vargasa, który potem mnie odnajdywał, by je dostarczyć. Byłam transakcją. W jego oczach – tanią dziwką. Żałosnym zerem, niewartym bezpośredniej rozmowy. Wiedziałam, że dla człowieka o jego statusie nie znaczę nic, ale mógłby chociaż udzielić mi podstawowej odpowiedzi. Potrzebowałam swoich ubrań. Jak miałam wrócić do domu bez nich? Po prostu wpatrywał się w Vargasa godzinami przez telefon, mówiąc w szybkim włoskim, ale poświęcenie jednego słowa kobiecie dzielącej jego łóżko wymagało zbyt wiele wysiłku. Odwrócił się do mnie szerokimi plecami i wszedł do swojej ogromnej garderoby, a ciężkie drzwi zatrzasnęły się za nim. Przyciągnęłam zniszczone jedwabne prześcieradła ciasno do nagiej klatki piersiowej, drżąc w chłodnym powietrzu. Moje wnętrze wciąż pulsowało bólem. Lepkość między udami była brutalnym przypomnieniem o moim miejscu w tej mrocznej hierarchii. Gideon powiedział mi kiedyś, że powinnam na kolanach dziękować niebiosom, że wciąż oddycham. Patrzył, jak dziewczyny, które zajmowały to łóżko przede mną, umierały. Nie przetrwały długo. Były zabijane w ciągu kilku dni, a ich ciała wyrzucane jak śmieci. Ja przetrwałam w tym zimnym piekle prawie cztery miesiące. Znosiłam jego szorstkie ręce, jego potężnego kutasa rozdzierającego mnie od środka i jego duszącą ciszę. Poza używaniem mojego ciała do seksu, ignorował moje istnienie. Ciężkie drzwi sypialni skrzypnęły, otwierając się. Panika wezbrała w mojej piersi. Odsunęłam się do tyłu, opierając o pikowane wezgłowie, ściskając prześcieradło wyżej. Wtedy zobaczyłam łagodną sylwetkę i znajome siwiejące włosy. – Spokojnie, to tylko ja, kochanie – powiedziała miękko Helena. Moje spięte ramiona opadły. Helena, starsza kucharka rezydencji, weszła do środka. W swych kruchych dłoniach trzymała starannie ułożony stosik ubrań. Jej widok przyniósł mi rzadkie uczucie ciepła w klatce piersiowej. Była grubo po siedemdziesiątce i roztaczała wokół siebie babciną aurę, która wydawała się nie na miejscu w rezydencji rządzonej przez bezlitosnych morderców. Była moją wybawicielką. Po mojej pierwszej nocy w tym domu, kiedy leżałam krwawiąca, rozdarta i szlochająca z bólu po jego nieustępliwym braniu, Helena mnie znalazła. Nie mogłam ustać na nogach. Krew pokrywała moje wewnętrzne uda. Wyglądała na przerażoną, pytając, czy wziął mnie siłą. Pokręciłam przecząco głową, zbyt zawstydzona, by przyznać, że z własnej woli weszłam do łóżka potwora dla pieniędzy. Nie dopytywała dalej. Zamiast tego przygotowała ciepłą kąpiel, zmyła krew i nasienie z mojej skóry i przyniosła czyste ubrania. Dała mi matczyne pocieszenie, którego tak rozpaczliwie pragnęłam od śmierci własnej matki. – Wyprałam twoje ubrania – powiedziała delikatnie, wyrywając mnie z mrocznych wspomnień. Jej oczy złagodniały ze współczucia, gdy położyła złożoną odzież na materacu. – Były poplamione krwią. Wpatrywałam się w materiał. To była krew Conrada. Wczoraj Conrad został postrzelony w głowę tuż obok mnie. Ogłuszający trzask wystrzału wciąż dzwonił mi w uszach. Lepki rozbryzg pokrył moją skórę i ubrania. Śmierć i przemoc malowały każdy kąt tej posiadłości. – Dziękuję – posłałam jej mały, słaby uśmiech. – Zejdź na dół, kiedy skończysz. Będę w kuchni – mruknęła, wymykając się z pokoju. Musiałam się umyć. Jeśli wyjdzie z garderoby i zastanie mnie wciąż zwlekającą, jego milczenie mogło przerodzić się we wściekłość. Odsunęłam poplątane prześcieradła i pospieszyłam po zimnej podłodze do jego nieskazitelnej, marmurowej łazienki. Przestrzeń była ogromna, rażąco jasna i czysta. Pomieszczenie mogło pochwalić się gigantyczną wanną, która przypominała mały basen, oddzielną sauną parową i wysokim, szklanym prysznicem. Zatrzymałam się przed wielkim lustrem nad umywalką. Moje odbicie patrzyło na mnie, żałosne i poturbowane. Skóra wokół moich oczu była zaczerwieniona. Uniosłam podbródek. Gniewne, ciemnofioletowe ślady siniaczyły bladą skórę mojej szyi. Gryzł i ssał ciało, zaznaczając swoje terytorium, upewniając się, by siniaki nigdy nie zniknęły, zanim nie doda nowych. Wykręciłam biodro, patrząc w dół na swoje blade udo. Świeży, wypukły, czerwony odcisk dłoni odznaczał się na mojej skórze. Nawet najdrobniejszy, szorstki dotyk zostawiał ciemny ślad, ogłaszający jego własność. Otworzyłam boczną szafkę i znalazłam nierozpakowaną szczoteczkę do zębów. Używanie jego osobistych rzeczy wydawało się niebezpieczne, jak łamanie jednej z jego milczących zasad, ale musiałam pozbyć się kwaśnego smaku strachu z ust. Nigdy wcześniej nie ukarał mnie za korzystanie z łazienki. Rozerwałam opakowanie i szybko umyłam zęby, nasłuchując jednym uchem w stronę drzwi. Po wypłukaniu ust weszłam do szklanej kabiny i odkręciłam prysznic. Gorąca woda uderzyła mnie w głowę, przyklejając włosy do czaszki. Chwyciłam mydło i szorowałam skórę do żywego. Zmyłam pot z ramion, utrzymujący się zapach jego mięty i piżma z szyi, i sięgnęłam w dół, by umyć swoją cipkę. Gorąca woda zapiekła obolałe, opuchnięte wargi. Wyczyściłam jego gęstą spermę spomiędzy ud, szorując, aż poczułam się znowu czysta. Przekręciłam mosiężny uchwyt. Woda przestała lecieć. Jednostajne bębnienie o kafelki ucichło, zamieniając się w ciszę. Pchnęłam szklane drzwi, woda kapała z moich nagich piersi wzdłuż nóg, po czym odwróciłam się, by chwycić ręcznik. Ostry wdech wyrwał się z mojego gardła. Wzdrygnęłam się gwałtownie, a moje nagie plecy uderzyły o mokre szkło. On tam był. Opierał się swobodnie o marmurowy blat umywalki, z ramionami skrzyżowanymi na szerokiej klatce piersiowej. Miał na sobie skrojony na miarę czarny garnitur, nieskazitelny i onieśmielający, gotowy na dzień rządzenia swoim mrocznym imperium. Panika zablokowała mi płuca. Moje serce łomotało o żebra. Jak długo tam stał? Zamknęłam drzwi na klucz. Jak wszedł do środka, nie wydając ani jednego dźwięku? Jego przenikliwe, niebieskie oczy przeniosły się na stos czystych ubrań leżący na dalszym końcu blatu tuż przy jego łokciu, a następnie powoli przesunęły się po moim ociekającym wodą ciele. Wpatrywał się w moje nagie piersi, wodę spływającą po brzuchu i mokre loki między udami. Nie umknęło mu nic. Mroczny uśmiech pociągnął kącik jego ust. Nie wykonałam żadnego ruchu, by zakryć nagość dłońmi. Nie było sensu. Posmakował każdego centymetra mojej skóry. Rozkładał moje nogi i wpychał swojego kutasa głęboko we mnie. Nie miałam już nic do ukrycia. – Przepraszam – wymamrotałam. Mój głos drżał. – Chciałam się umyć. To się nie powtórzy. Zrobiłam powolny, uległy krok w jego stronę. Potrzebowałam swoich ubrań. Musiałam wyjść z tego pokoju. Wyciągnęłam drżącą rękę w stronę blatu. Nagle jego duża dłoń wystrzeliła. Jego długie palce zacisnęły się na moim nagim ramieniu. Wzdrygnęłam się mocno. Szarpnął mnie do przodu. Moje mokre, nagie ciało uderzyło o szorstką wełnę jego drogiego garnituru. Powietrze uciekło mi z płuc w pośpiechu. Stałam zamrożona przy nim. Jego rozmiar mnie przytłaczał. Uniósł wolną dłoń, a jego zrogowaciałe palce musnęły moją skroń. Delikatnie założył mi za ucho mokre pasmo włosów. Rażący kontrast między łagodnym ruchem a żelaznym uściskiem na moim ramieniu posłał zimny dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa. Mocno zacisnęłam oczy. Jego twarz pochyliła się bliżej. Jego ciepły oddech owiał mój mokry policzek, pachnąc ostro miętą. – Następnym razem zamknij drzwi porządnie – jego głęboki, żwirowaty głos zadudnił przy mojej skórze, ociekając mroczną obietnicą – bo inaczej wyrucham cię na tym blacie, aż zapomnisz, jak masz na imię. Przełknęłam ślinę. Gruba gula w gardle utrudniała mi oddychanie. Szybko pokiwałam głową. Mój głos utknął w suchym gardle, niezdolny do uformowania słów. Chciałam tylko wziąć ręcznik i uciec. Powoli, ostrożnie uniosłam trzęsącą się dłoń, sięgając za jego talię, by chwycić biały ręcznik leżący na krawędzi umywalki. Zanim moje palce zdążyły musnąć bawełnę, pochwycił mój kruchy nadgarstek. Szarpnął mną do przodu. Moja klatka piersiowa znów uderzyła o jego garnitur. Zaskomlałam, gdy brutalnie chwycił mnie za podbródek i zmusił moje usta do ułożenia się w wydętą podkówkę.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Naga konfrontacja – Roztrzaskane księgi: Niewinny zastaw Dona | Czytaj powieści online na beletrystyka