Wypielęgnowana dłoń Syrenny, zakończona krwistoczerwonym lakierem, wystrzeliła niczym żmija. Nie tylko sięgnęła po materiał; wyrwała go. Szmaragdowy jedwab wydał cichy, pełen protestu syk, gdy został wyszarpnięty z małych palców Giany.
"Powiedziałam, że chcę tę" – powtórzyła Syrenna, a jej głos ociekał zabójczą mieszanką znużenia i złośliwości. Odwróciła się do ekspedientki, która wręcz wibrowała
















