Kaelen Vane siedział na skraju wielkiego łóżka, a jego postawa była nietypowo zgarbiona. Pokój, zazwyczaj sanktuarium władzy i chłodnej precyzji, przypominał teraz grobowiec. Powietrze było gęste od słabego, utrzymującego się zapachu jaśminu i wanilii — perfum Alary — zapachu, który kpił z niego z każdym oddechem. Wpatrywał się w podłogę, a jego oczy śledziły zawiłe wzory perskiego dywanu, nie mog
















