– Jak się czujesz? – pyta Reid, siadając obok mnie, podczas gdy ja leżę na brzuchu przez kolejny cholerny dzień, czekając na zielone światło, by móc się ruszyć. Gdyby nie to, że nie potrafię usiąść prosto, wyjechałbym tego samego cholernego dnia z powrotem do naszego stada, gdzie jesteśmy bezpieczni, gdzie Valerie jest bezpieczna.
– Jakby pieprzony smok próbował wypalić mi dziurę w ciele – mruczę,
















