Ból promieniuje z mojej nogi, gdy syczę i próbuję się obrócić, by zobaczyć, kto tam, do cholery, jest, ale dostaję w twarz z siłą, od której drżą kości. Cofam się chwiejnie, potrząsając głową i marszcząc pysk, próbując odgonić pieczenie. Gnojek uśmiecha się złośliwie i przechyla głowę z boku na bok; jego szyja strzela, a oczy rozbłyskują charakterystyczną czerwienią.
Już wiedziałem, że Vesper jest
















