– Po co on nam? – szepczę, stając za Xanderem, gdy kroki stają się coraz głośniejsze i zbliżają się do nas. Próbuję ukryć się za jego potężną sylwetką.
– On też musi uciec – odpowiada szybko, idąc dziarsko w stronę nadchodzących kroków.
– Och – mruczę, zdezorientowana, ale gotowa to zaakceptować.
Uzdrowiciel za każdym razem był przynajmniej miły, a jego uwaga o tym, że znał mnie, gdy byłam młodsza
















