Isabelle odchyliła się na krześle biurowym, obracając pióro w palcach i wybuchając śmiechem, gdy głos Jaksa sączył się z głośnika telefonu.
— Naprawdę nie powinnaś się o mnie martwić, Isabelle — głos Jaksa brzmiał gładko i spokojnie, kojąc jak balsam. — Przyjaciel mnie odebrał, więc oszczędzono ci strasznego zadania użerania się ze szpitalnym chaosem.
— Jesteś pewien? Głupio mi. Niecodziennie ktoś
















