Mętne ciepło wypełniło ciemność. Isabelle unosiła się gdzieś pomiędzy rzeczywistością a snem, niczym na falach rozległego, mrocznego morza. Gdzieś w głębi wydawało jej się, że słyszy głos – spokojny, znajomy, przedzierający się przez mgłę. Słowa były łagodne, podszyte czymś, czego nie potrafiła nazwać. A potem, niczym szept niesiony przez próżnię, usłyszała to wyraźnie:
„Kocham cię, Isabelle”.
Te
















