Związana z wrogim prezesem

Związana z wrogim prezesem

Autor: iiiiiiris

Ślub stulecia
Autor: iiiiiiris
16 cze 2026
"Mamo, nie dam rady." Głos Isabelle był zaledwie szeptem, a jej dłonie drżały, gdy zaciskała je na krawędziach ozdobnej toaletki przed sobą. Jej odbicie odwzajemniało spojrzenie – oczy miała szeroko otwarte i lśniące od niewylanych łez. Ciężar sukni ślubnej zdawał się ją przygniatać, a misterne koronki i atłas nagle zaczęły ją dusić. Jej matka, Eleanor Thorne, stała za nią, kładąc delikatnie dłonie na ramionach Isabelle. "Isabelle, kochanie, musisz. Wiesz, że tu nie chodzi tylko o ciebie. Chodzi o przyszłość naszej rodziny." Isabelle przełknęła ślinę z trudem, powstrzymując emocje, które groziły wybuchem. "Wiem, ale to wydaje się... niewłaściwe." Jej głos się załamał. "Nie tak powinno wyglądać małżeństwo. Czuję się, jakbym podpisywała wyrok na własne życie." Twarz Eleanor złagodniała ze współczucia, ale w jej oczach kryła się też stalowa determinacja. "Małżeństwo nie zawsze opiera się na miłości, Isabelle. A już na pewno nie w naszym przypadku. Jesteś silniejsza, silniejsza niż myślisz. Przygotowywałaś się do tego przez całe życie." Isabelle zamrugała, by powstrzymać łzy, siląc się na słaby uśmiech. Nie dotarł on jednak do jej oczu. Całe jej życie było jedną wielką próbą przed tym momentem, fuzją w przebraniu ślubu, przyszłością, której nie wybrała. A teraz, oto była, za chwilę miała poślubić Juliana Blackwooda, mężczyznę, który przyprawiał ją o dreszcz obrzydzenia w równym stopniu, w jakim sprawiał, że jej serce biło szybciej. Jak to możliwe, by czuć obie te rzeczy naraz? W tym momencie drzwi otwarły się z impetem i do pokoju wparował jej ojciec, Alistair Thorne, z wyrazem z trudem skrywanej furii na twarzy. Jego wzrok omiótł rozgrywającą się przed nim scenę: zalaną łzami córkę, pocieszającą ją żonę, a jego szczęka zacisnęła się gniewnie. "Co to za żałosny pokaz emocji?" warknął, mrużąc oczy na widok ich wylewności. "Tam na zewnątrz czekają setki ludzi, a wy obie siedzicie tutaj i ronicie łzy? Weźcie się w garść. Mamy harmonogram, którego musimy się trzymać. Goście zaczynają się niecierpliwić, a my nie możemy sobie pozwolić na żadne opóźnienia." Isabelle zesztywniała na dźwięk jego tonu, ocierając zabłąkaną łzę, która spłynęła po jej policzku. Jej matka westchnęła, klepiąc Isabelle po ramieniu po raz ostatni, zanim cofnęła się o krok. "Ona jest gotowa, Alistair. Po prostu... daj jej minutę." Ale Alistair nie miał zamiaru tego słuchać. "Nie ma już czasu na minuty. Wiedziałaś, że ten dzień nadejdzie. Podnoś ten swój cholerny tyłek, Isabelle. Czas na nas." Biorąc głęboki oddech, Isabelle wstała od toaletki, czując, jak nogi lekko drżą pod ciężkim materiałem jej sukni. Ojciec nie podał jej ręki, by pomóc jej złapać równowagę. Zamiast tego podszedł do drzwi, czekając, aż za nim podąży. Z ostatnim spojrzeniem rzuconym matce, Isabelle wyprostowała ramiona i ruszyła za ojcem, a serce łomotało jej w piersi. Korytarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność, a z każdym krokiem echo jej obcasów na marmurowej podłodze brzmiało jak bicie wojennego bębna. Gdy dotarli do wielkich drzwi katedry, cichy szmer zgromadzonych gości stał się wyraźniejszy, a powietrze było ciężkie od oczekiwania. Żołądek Isabelle zacisnął się w węzeł, gdy drzwi powoli się otworzyły, ukazując tłum elit wyższych sfer, dziennikarzy i fotografów, którzy zjawili się, by być świadkami wydarzenia stulecia. Czuła się jak baranek prowadzony na rzeź. Ojciec zacisnął dłoń na jej ramieniu, gdy weszli w nawę główną, a Isabelle wstrzymała oddech, gdy jej wzrok spoczął na Julianie. Stał przy ołtarzu, wyglądając niemożliwie przystojnie w swoim idealnie skrojonym smokingu. Przez chwilę, zaledwie jedną ulotną chwilę, zapomniała o otaczającym ją koszmarze. Wyglądał... obezwładniająco idealnie. Sposób, w jaki światło padało na ostre rysy jego twarzy, jego ciemne oczy żarzące się pod ciężarem ceremonii – to wszystko sprawiało, że trudno było jej przypomnieć sobie, dlaczego tak bardzo nienawidziła tego układu. Ale potem rzeczywistość znów dała o sobie znać. To była transakcja biznesowa, a nie historia miłosna. Miała zostać panią Julian Blackwood nie z powodu namiętności czy romansu, ale dlatego, że miało to uczynić ich rodziny potężniejszymi. Na samą tę myśl żołądek skręcił jej się boleśnie. Gdy dotarli do ołtarza, ojciec puścił jej ramię i została przekazana Julianowi. Ich oczy spotkały się na ułamek sekundy i zaszło między nimi coś niewypowiedzianego, uznanie tego, czym to wszystko tak naprawdę było. Unią imperiów. Przysięgi nadeszły i minęły jak w mgle, a słowa księdza ledwie docierały do umysłu Isabelle. Czuła się odłączona od własnego ciała, jakby obserwowała całą tę scenę z dystansu. Dopiero gdy Julian delikatnie wsunął pierścionek na jej palec, otrząsnęła się i wróciła do rzeczywistości, a ciężar złotej obrączki wydał jej się o wiele większy, niż powinien. "Możesz pocałować pannę młodą" ogłosił kapłan. Wargi Juliana na krótko musnęły jej usta – czysta formalność. Nie było w tym żadnej czułości, żadnego uczucia. Jedynie obowiązek. Owacje tłumu były ogłuszające, ale Isabelle słyszała tylko łomot własnego serca, gdy szli razem nawą główną, ramię w ramię, pod uważnym spojrzeniem swoich gości. Wesele, które nastąpiło później, było wspaniałym wydarzeniem, celebracją równie ekstrawagancką, jak sama fuzja. Sala balowa wypełniona była bogatymi i potężnymi ludźmi, wszyscy ubrani w swoje najlepsze stroje, z uśmiechami przyklejonymi do twarzy wznosili toasty za szczęśliwą parę. Isabelle poruszała się w tłumie, a twarz bolała ją od wymuszonych uśmiechów i grzecznościowych pogawędek. Partnerzy biznesowi składali gratulacje, jedni bardziej szczerze niż inni. Kilku było bardziej bezczelnych, insynuując, że powinna wykorzystać wszelkie dostępne jej narzędzia, by utrzymać Juliana w ryzach, włączając w to seks. Kiwając głową, uśmiechała się i przepraszała ich najpłynniej, jak tylko potrafiła, ale wewnątrz aż się w niej gotowało. Jak ci ludzie mogli sprowadzać ją do roli zaledwie partnerki seksualnej? Do dodatku do sukcesu Juliana? Nienawidziła każdej sekundy, ale musiała to znieść. Musiała po prostu przetrwać tę noc. W pewnym momencie udało jej się w końcu usiąść obok Juliana; stopy bolały ją od godzin stania i fałszywych konwersacji. Spojrzała na niego, zastanawiając się, czy czuł tę samą frustrację co ona. Zanim jednak zdążyła cokolwiek powiedzieć, w ich stronę tanecznym krokiem ruszyła kobieta w krótkiej czerwonej sukience, z każdym krokiem uwodzicielsko kołysząc biodrami. Serce Isabelle zamarło, gdy kobieta się zbliżyła, i od razu zauważyła, jak Julian napina się obok niej. Kobieta była oszałamiająca, wysoka, o kruczoczarnych włosach i ciele, które zdawało się wlewać w obcisły, mieniący się materiał sukienki. Kiedy do nich dotarła, posłała Julianowi powolny, porozumiewawczy uśmiech, po czym od niechcenia złożyła gratulacje. "Gratulacje, Julian. Wyglądasz na... szczęśliwego," zamruczała kobieta, nie spuszczając z niego wzroku. Isabelle poczuła, jak Julian sztywnieje obok niej, a jego szczęka zaciska się mocno. Posłał kobiecie zdawkowe skinienie głowy, a jego głos brzmiał na napięty. "Dziękuję." Po tych słowach kobieta odwróciła się na pięcie i zniknęła w tłumie, a jej wyjście było równie uwodzicielskie jak nadejście. Isabelle zmrużyła oczy, a myśli wirowały jej w głowie. "Kto to był?" Zanim zdążyła zapytać, Julian gwałtownie wstał, mamrocząc coś o tym, że potrzebuje chwili. Nie czekał na jej odpowiedź, tylko pośpiesznie odszedł, zostawiając ją tam samą, oszołomioną i podejrzliwą. Jej puls przyspieszył. Coś tu nie grało. Niewiele myśląc, Isabelle podniosła się od stołu, ignorując pulsujący ból w stopach, i ruszyła w ślad za Julianem. Szła za nim krętymi korytarzami wielkiego hotelu, a serce waliło jej w piersi, gdy patrzyła, jak znika w korytarzu prowadzącym do toalet. Wstrzymała oddech, wślizgując się cicho w korytarz za nim, a jej obcasy miękko stukały o marmurową podłogę. Zatrzymała się tuż przed łazienką, a serce łomotało jej w klatce piersiowej. Przez chwilę rozważała, czy nie zawrócić, wmawiając sobie, że wpada w paranoję, ale coś w głębi duszy krzyczało, że musi zobaczyć, co się tam dzieje. Pchnęła drzwi, weszła do łazienki i zamarła. Tam, przyciśnięty do najdalszej ściany, Julian obejmował ramionami kobietę w czerwieni, jego usta wpijały się w jej wargi w gorączkowym pocałunku. Powietrze w pomieszczeniu zdawało się ulatniać, a Isabelle poczuła się tak, jakby ktoś uderzył ją w brzuch. Drzwi zatrzasnęły się za nią, a dźwięk ten odbił się echem w wykafelkowanej przestrzeni. Julian i kobieta odskoczyli od siebie, ich oczy rozszerzyły się z szoku, gdy odwrócili się i zobaczyli ją stojącą w drzwiach. Zapadła między nimi cisza, a jedynym dźwiękiem był urywany oddech Juliana i Vivienne. Isabelle stała wrośnięta w ziemię, jej ciało zdrętwiało, a myśli wirowały w głowie. Zanim którekolwiek z nich zdołało się odezwać, Isabelle odwróciła się na pięcie i wyszła, a jej serce boleśnie uderzało z każdym krokiem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Ślub stulecia – Związana z wrogim prezesem | Czytaj powieści online na beletrystyka