Istniało pewne powiedzenie o zazdrości... Że to cichy ogień, który pełznie niepostrzeżenie, pożerając wszystko na swojej drodze, jeśli zostawi się go bez nadzoru. Tego wieczoru, siedząc naprzeciwko Isabelle, Julian uświadomił sobie, jak intensywny może być ten ogień, gdy podsyca go ktoś obcy.
Wieczór zaczął się tak, jak powinien. Weszli do restauracji razem, w tle grał łagodny jazz. Śmiech Isabell
















