Julian oparł się na krześle, czując ciężar wszystkiego przygniatający go niczym kowadło. Jego gabinet, niegdyś bastion kontroli i strategii, wydawał się teraz duszny. Eleganckie mahoniowe biurko przed nim zasłane było porozrzucanymi dokumentami i szklanką nietkniętej szkockiej. Jednak jego oczy nie widziały nieładu; jego umysł był gdzie indziej, wciąż odtwarzając złowieszcze słowa Romana.
„Nie sąd
















