Julian siedział sam w przyciemnionym salonie, wpatrując się w drzwi, którymi Isabelle trzasnęła, wychodząc. Echo jej kroków dawno przebrzmiało, ale jej ostatnie słowa wciąż paliły go w środku. Jej niedowierzanie, jej gniew… patrzyła na niego, jakby był jakimś potworem wymyślającym historie z zazdrości. Nie widziała tego, co on; nie rozumiała zagrożenia, jakie Valerious stanowił dla niej i dla nich
















