Związana z wrogim prezesem

Związana z wrogim prezesem

Autor: iiiiiiris

Obietnica
Autor: iiiiiiris
17 cze 2026
„Chyba sobie, kurwa, żartujesz?” Głos Vivienne przeciął półmrok pokoju, a jej gniew bulgotał pod powierzchnią, gdy usiadła, naciągając na siebie satynowe prześcieradło. Jej szare oczy płonęły furią, gdy wbijała wzrok w Juliana. „Julian, nie możesz mówić poważnie”. Julian Blackwood oparł się o poduszki, mając koszulę rozpiętą do połowy i nieobecnie przeczesując dłonią rozczochrane włosy. Wiedział, że ta chwila nadejdzie, ta nieunikniona rozmowa z Vivienne, jego wieloletnią dziewczyną. Westchnął, sięgając po jej dłoń, ale odtrąciła go, zanim zdążył ją dotknąć. „Vivienne, proszę, pozwól mi wyjaśnić” – zaczął spokojnym głosem, choć czuł nadciągającą burzę. „Miałeś być mój, obiecałeś mi” – syknęła z zaciśniętymi pięściami. „A teraz mówisz mi, że żenisz się z Isabelle Thorne? Z jakąś Thorne? Z waszymi największymi rywalami? Co to za chora gra?” „To interesy, kochanie” – powiedział Julian, prostując się. Spodziewał się takiej reakcji, ale to wcale nie ułatwiało sprawy. „Mój ojciec chce zabezpieczyć przyszłość firmy. To małżeństwo... jest strategiczne. Tylko tyle”. Vivienne zgromiła go wzrokiem, a jej twarz stała się twarda i nieustępliwa. „A co z nami, Julian? Co ja mam robić, kiedy ty będziesz się bawił w dom z nią? Mam po prostu czekać, aż do mnie *wrócisz*?” Julian zacisnął szczękę i wziął głęboki oddech. Musiał rozegrać to ostrożnie. Nie mógł pozwolić sobie na stratę Vivienne; była z nim od lat. Była jedyną kobietą, którą kochał. Pełna pasji, szaleńczo lojalna i niebezpiecznie w nim zakochana. Ale żądania ojca postawiły go w sytuacji bez wyjścia. „Posłuchaj mnie, Vivienne” – powiedział ściszonym głosem, ponownie wyciągając rękę, tym razem udając mu się chwycić jej dłoń. Nie wyrwała się, choć jej uścisk pozostał napięty. „To małżeństwo... nic nie znaczy. To umowa biznesowa, kontrakt. Nie kocham Isabelle i nigdy nie będę. Ona jest tylko pionkiem w grze mojego ojca. Ale ty... to na tobie mi zależy. To ciebie wybieram”. Zwęziła oczy, wyraźnie nieprzekonana. „Jak mam w to uwierzyć? Jak mam ci ufać, skoro żenisz się z inną kobietą?” „Bo proszę cię, żebyś mi zaufała” – odparł stanowczo, przybliżając się do niej. „Proszę cię o trzy lata. Trzy lata odgrywania scen z tego małżeństwa, by spełnić życzenie ojca. Potem sprawię, że Isabelle zniknie z mojego życia na dobre, a my będziemy mogli być razem, całkowicie”. Vivienne prychnęła, wyrywając rękę z jego uścisku i splatając ramiona na piersi. „Trzy lata? To wieczność, Julian. I naprawdę oczekujesz, że będę po prostu... czekać na ciebie?” Serce Juliana waliło w piersi, gdy pochylił się do przodu, gładząc ją delikatnie po ramieniu. „Wiem, że to wielka prośba, ale obiecuję ci, że między nami nic się nie zmieni. To małżeństwo to tylko formalność. To polityka. Ty i ja jesteśmy prawdziwi. To my się liczymy. Zrobię wszystko, co trzeba, byś została przy moim boku”. Vivienne wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę z ustami zaciśniętymi w wąską linię. W końcu wypuściła sfrustrowane westchnienie, a jej ramiona nieco opadły. „Skąd mam wiedzieć, że się w niej nie zakochasz? Co jeśli ona spróbuje mi cię ukraść?” Usta Juliana wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. „Isabelle Thorne też nie jest mną zainteresowana. Uwierz mi. Jest do tego zmuszana tak samo jak ja. Oboje po prostu odgrywamy role, by zadowolić rodziny. Ale moje serce należy do ciebie, Vivienne. Tylko do ciebie”. Wciąż wyglądała sceptycznie, ale Julian dostrzegł, że gniew w jej oczach zaczął wygasać, ustępując miejsca niechętnej akceptacji. Chciała mu wierzyć. Musiała mu wierzyć. „I przysięgasz, że po trzech latach... zostawisz ją?” – zapytała cicho, z nutą niepewności w głosie. „Przysięgam” – odrzekł bez wahania, a jego oczy spotkały jej wzrok z intensywnością, która nie pozostawiała miejsca na wątpliwości. „Trzy lata i koniec. Będę twój, w pełni, tak jak zawsze planowaliśmy”. Vivienne odetchnęła głęboko, a jej ciało rozluźniło się, gdy pozwoliła, by prześcieradło zsunęło się z jej ramion. „Lepiej dotrzymaj słowa, Julian. Bo jeśli nie...” „Dotrzymam” – przerwał jej łagodnie, zbliżając się, by złożyć pocałunek na jej ustach. Pocałunek był z początku delikatny, stanowił niemą obietnicę, ale wkrótce pogłębił się, a żar między nimi rozgorzał na nowo, gdy Julian przyciągnął ją bliżej. Przez chwilę wszystko inne przestało istnieć... nadchodzący ślub, rywalizacja między rodzinami, żądania ojca. Liczyła się tylko kobieta w jego ramionach, dotyk jej ciała i obietnica, którą właśnie złożył. Jednak spokój, który ich otoczył, został brutalnie przerwany przez ostre wibrowanie telefonu na szafce nocnej. Julian jęknął w duchu, niechętnie odrywając się od Vivienne i sięgając po komórkę. Obserwowała go zwężonymi oczami, gdy zerknął na ekran. „To mój ojciec” – wymruczał z frustracją w głosie. Vivienne znów usiadła, splatając ramiona. „A jakże by inaczej”. Julian zignorował irytację w jej głosie i otworzył wiadomość. Jego szczęka zacisnęła się, gdy przeczytał treść: „Nie zapomnij o dzisiejszej kolacji. Isabelle będzie na ciebie czekać. To ważne, Julian”. „Kolacja?” – zapytała Vivienne, unosząc brew. Julian z westchnieniem rzucił telefon z powrotem na szafkę. „Wygląda na to, że nasze rodziny umówiły nas dzisiaj na spotkanie. Jakaś kolacja zapoznawcza przed ślubem”. Usta Vivienne wykrzywiły się w pogardliwym uśmieszku. „Och, jak uroczo. Miła randka z przyszłą panna młodą”. Julian przeczesał dłonią włosy, czując przygniatający ciężar całej sytuacji. Kolacja, ślub, oczekiwania... to wszystko było ponad siły. Nie był gotowy na stabilizację, na przestrzeganie zasad. A jednak utknął w sieci rodzinnych zobowiązań i korporacyjnej polityki. „Słuchaj” – powiedział, odwracając się do Vivienne, a jego ton złagodniał. „Ta kolacja nic nie znaczy. Pójdę tam, odegram swoją rolę. Ale kiedy się skończy, wrócę do ciebie. Nic się między nami nie zmieni”. Vivienne przez chwilę nie odpowiadała, szukając w jego oczach potwierdzenia tych słów. W końcu westchnęła z rezygnacją i przysunęła się do niego, opierając głowę na jego piersi. „Lepiej dotrzymaj obietnicy, Julian” – wyszeptała cicho, ale stanowczo. „Nie zamierzam być na drugim miejscu. Ani po niej, ani po nikim innym”. „Nie będziesz” – obiecał Julian, obejmując ją ramieniem i przyciągając do siebie. „Jesteś jedyną, której pragnę”. Leżeli tak chwilę w milczeniu, podczas gdy ciężar odbytej rozmowy wciąż unosił się w powietrzu. Myśli Juliana krążyły wokół kolacji, małżeństwa i planów, które nakreślił dla niego ojciec. Ale teraz, w tej chwili, pozwolił sobie zatonąć w cieple objęć Vivienne, pozwalając rzeczywistości odpłynąć, choćby na krótką chwilę. **** Później tego wieczoru Julian stał przed lustrem, poprawiając koszulę, podczas gdy słońce chowało się za horyzontem za jego oknem. Do kolacji zostało tylko kilka godzin, a w jego piersi już narastało napięcie. Telefon znów zawibrował. Kolejna wiadomość od ojca: „Lepiej bądź grzeczny. To ważne dla obu rodzin”. Julian przewrócił oczami i zignorował wiadomość, wsuwając telefon do kieszeni. Wiedział, że stawka jest wysoka. To małżeństwo to coś więcej niż tylko on i Isabelle; chodziło o przyszłość obu rodzin, ich imperiów. Ale to nie oznaczało, że musi mu się to podobać. Spojrzał na łóżko, gdzie wciąż leżała Vivienne, obserwując go z mieszaniną frustracji i smutku. „Naprawdę musisz iść?” – zapytała z rozczarowaniem. Julian skinął głową, przeszedł przez pokój, pochylił się i ucałował ją w czoło. „Wrócę, zanim się obejrzysz”. Vivienne nie wyglądała na przekonaną, ale nie oponowała. Gdy Julian skierował się do drzwi, usłyszał za plecami jej cichy głos: „Trzy lata, Julian. Tylko tyle ci daję”. Julian zatrzymał się w progu, spoglądając na nią z powagą. „Wiem. Nie zawiodę cię”. Z tymi słowami wyszedł, a drzwi zatrzasnęły się za nim, podczas gdy ciężar złożonej obietnicy zawisł w powietrzu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki