Miarowy szum silników samolotu działał kojąco, niemal wystarczająco, by Isabelle ponownie zapadła w sen. Jednak delikatny dotyk na ramieniu wyrwał ją z mglistego marzenia sennego. Głos Juliana, niski i zachrypnięty od niedawnego przebudzenia, przeciął resztki jej senności.
— Obudź się, Izzy. Lądujemy za pół godziny.
Izzy? Nigdy wcześniej jej tak nie nazwał. Brzmienie tego imienia... tak intymne, t
















