Perspektywa Seraphiny
Obudziłam się następnego ranka z rozsadzającym bólem głowy, z ustami suchymi jak papier ścierny, a mój żołądek przewracał się z poczucia winy.
Nawet nie pamiętałam, jak znalazłam się w łóżku, a wydarzenia z zeszłej nocy były zamazane.
Pamiętałam tylko przygotowania do imprezy, pieczenie piwa spływającego mi do gardła… i..
Declana.
Moje oczy otworzyły się gwałtownie, gdy w myślach przemknęło mi wspomnienie całującego mnie Declana.
Usiadłam z sapnięciem, natychmiast tego żałując, gdy moja głowa boleśnie zapulsowała. Z jękiem wtuliłam głowę w poduszkę, a to, co było zamazanym wspomnieniem, stało się wyraźne niczym prześladujący sen.
Usta Declana na moich. Jego silne dłonie zaciskające się na mojej talii. Żar i podniecenie, które przyszły wraz z pocałunkiem, głód, uczucie, że moje ciało nie należało już do mnie.
Nie. Pokręciłam głową. Musiałam mieć halucynacje albo coś w tym stylu. Declan… on nigdy by…
Kolejny jęk wymknął się z moich ust, gdy pociągnęłam się za cebulki włosów. Nie było możliwości, żeby Declan mnie pocałował. To wydawało się snem, więc to musiało nim być. Tak. Tylko głupi, pijacki sen i nic więcej.
Przestałam ciągnąć się za włosy i spojrzałam w sufit, przygryzając dolną wargę. Moje usta wciąż mrowiły, jakby pamiętały, co sprawiało, że trudniej było mi to odrzucić.
— Boże — mruknęłam, przyciskając dłonie do twarzy. — Tracę zmysły.
Właśnie gdy miałam przekonać samą siebie, że to był tylko sen, usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
— Seraphino! — zawołał Alistair. — Śniadanie!
— Idę! — odkrzyknęłam, ale tak naprawdę nie byłam głodna, i wiedziałam, że pewna osoba tam będzie.
Biorąc głęboki oddech, wstałam z łóżka i ruszyłam pod prysznic. Powtarzałam sobie, że to był tylko dziwny sen, i to trochę pomogło.
Moje serce przestało szaleńczo bić, a zamiast tego poczułam odrobinę rozczarowania. Ale to było normalne, dlaczego do cholery Declan miałby pocałować akurat mnie ze wszystkich ludzi?
Spojrzałam na swoje odbicie przed wyjściem z pokoju. Niedbały kok, zarumienione policzki i lekko opuchnięte usta.
Mój kciuk prześlizgnął się po dolnej wardze. — To był tylko sen, Seraphino — powiedziałam do swojego odbicia. — Tylko sen.
W kuchni powitał mnie zapach boczku i kawy. Mój żołądek zaburczał w odpowiedzi, ale moje kroki zawahaly się, gdy dostrzegłam go siedzącego przy stole. Declan wyglądał na niewzruszonego, jego brązowe włosy były potargane, jakby dopiero wyskoczył z łóżka, tatuaże wyzierały spod koszulki, a on w jednej ręce trzymał kubek z kawą, drugą niedbale przewijając ekran telefonu.
Podniósł wzrok, a nasze oczy się spotkały.
Moje serce zabiło mocniej, a żołądek przewrócił mi się nie z głodu, ale z niepokoju.
— Dzień dobry, Sero. — Przywitał się z delikatnym uśmiechem.
Skinęłam głową, oceniając jego reakcję. Może to naprawdę wszystko było snem. Teraz musiałam tylko zachowywać się normalnie.
— Dzień dobry... Declanie.
Alistair siedział naprzeciwko niego, ładując jajka do ust. Jego oczy powędrowały na mnie, gdy usiadłam, a brew wygięła się w sposób, który oznaczał, że zamierza mnie zbesztać.
— Wczoraj byłaś pijana. — Zaczął, a ja walczyłam z chęcią przewrócenia oczami. — Nie przypominam sobie, żebym pozwalał ci pić.
— Wzięłam tylko kubek, wielkie rzeczy. — Prychnęłam, a w mojej piersi narastała irytacja.
— Wielkie rzeczy? — Alistair parsknął, machając na mnie widelcem. — Słyszałem też, że w tym stanie grałaś w prawdę czy wyzwanie.
— Zaprosiłeś mnie, więc jeśli chciałeś, żebym po prostu siedziała i nic nie robiła, powinieneś był zostawić mnie w pokoju.
— To dlatego, że myślałem, iż będziesz na tyle odpowiedzialna, by nie robić niczego głupiego. Gdyby nie Declan, kto wie, kto by utknął z tobą w tej szafie—
— Co? — Przerwałam mu, patrząc to na jednego, to na drugiego mężczyznę. Dlaczego Alistair mówi o czymś, co wydarzyło się w moim śnie?
Alistair pokręcił na mnie głową. — Czy to nie ty i Declan byliście w szafie przez siedem minut w niebie?
Niemal zakrztusiłam się jedzeniem, podczas gdy Declan pozostał niewzruszony. Zamiast tego swobodnie oparł się na krześle.
— Była pijana — powiedział Declan gładko, zanim zdążyłam się odezwać. Jego oczy przeniosły się na Alistaira, nie na mnie. — Wyglądało na to, że ktoś dosypał jej czegoś do drinka, którego wzięła. Po prostu miałem na nią oko, tak jak zawsze.
Alistair roześmiał się, klepiąc Declana po ramieniu. — Dzięki stary, Bóg jeden wie, co by się stało, gdyby cię tam nie było.
— Nie ma za co dziękować, Seraphina jest dla mnie jak rodzina — mruknął Declan, upijając kolejny łyk kawy.
Jego słowa zabolały, a ja siedziałam tam, zastanawiając się, czy to wszystko naprawdę było snem. Moja klatka piersiowa ciążyła pod wpływem nieznanego uczucia, czegoś, co paliło głębiej niż kac.
Bez słowa rzuciłam widelec i wstałam.
— Seraphino? — zawołał za mną Alistair, ale się nie odwróciłam. Szłam korytarzem jak burza, dopóki nie poczułam za sobą innej obecności.
— Seraphino, zaczekaj. — Dłoń zacisnęła się na moim ramieniu, mocno, lecz delikatnie, i nie musiałam się odwracać, by wiedzieć, kto to był.
— Puść mnie. — Próbowałam się wyrwać, ale jego uścisk tylko się zacieśnił.
Declan stanął przede mną, a jego spojrzenie utkwiło w moim. — O wczorajszej nocy. Zapomnijmy, że to się kiedykolwiek wydarzyło. — Zniżył głos, jakby zdradzał zakazany sekret, i wtedy już wiedziałam.
To nie był sen.
— Co się wydarzyło wczorajszej nocy? — udałam ignorancję, w końcu wyrywając się z jego uścisku.
Oczy Declana rozbłysły na moment, a jego brwi zsunęły się do siebie. — Nie pamiętasz?
Miałam ochotę się roześmiać, ale tylko wzruszyłam ramionami.
— Tak jak powiedziałeś, byłam pijana. Więc nic nie pamiętam, czy zrobiłam coś głupiego?
Jego szczęka napięła się, i gdybym nie wiedziała lepiej, pomyślałabym, że był rozczarowany.
— Seraphino...
— Nie musisz się o mnie martwić, Declanie. — Zaczęłam, a mój głos brzmiał zaskakująco twardo. — Nie jestem już dzieciakiem, którego musisz niańczyć. I myślę, że już to zobaczyłeś. — Zakończyłam, nawiązując do momentu, w którym zsunął mi się ręcznik.
Oczy Declana pociemniały, ale odwrócił się ode mnie, łapiąc aluzję. — Przepraszam...
Wymusiłam uśmiech. — Ta, i witaj z powrotem. Chyba wczoraj ci tego nie powiedziałam.
Odwróciłam się, zanim zdążył powiedzieć kolejne słowo, a mój uśmiech zniknął.
Jeśli zamierzał mnie odtrącić po tym, jak mnie pocałował, niech tak będzie. Wolałam udawać, niż być traktowaną jak błąd.
***
Późnym popołudniem słońce szalało, a ja nie mogłam już znieść duszącego powietrza w domu. Moje nerwy wciąż wibrowały od poranka, a każde słowo Declana odtwarzało się w mojej głowie.
Pomyślałam więc, że szybka kąpiel w jeziorze mnie ochłodzi. Jezioro lśniło tuż za ścianą drzew, chłodne i kuszące. Przebrałam się w bikini, założyłam je pod szorty i koszulkę, i ruszyłam wytartą, drewnianą ścieżką.
Najpierw zanurzyłam stopy w wodzie, wzdychając z ulgą na to odświeżające uczucie. Powoli i delikatnie zdjęłam szorty i koszulkę, po czym zanurkowałam, pozwalając, by woda otuliła mnie jak jedwab.
Gdy zamknęłam oczy, poczułam, jak zmywa ze mnie upał i część frustracji. Pozwoliłam sobie dryfować na plecach, słuchając delikatnego plusku fal. Przez kilka błogich minut zapomniałam nawet o istnieniu Declana.
— Dobrze się bawisz bez nas?
Wzdrygnęłam się na dźwięk głosu Alistaira, gwałtownie odwracając głowę, by zobaczyć jego i Declana wyłaniających się ze ścieżki; obaj byli bez koszulek i nieśli piwa.
Przewróciłam na nich oczami, udając, że nie zauważam ich obecności.
Alistair rzucił swoją koszulkę na bok, szczerząc się, gdy nurkował prosto do wody. Declan jednak nie spieszył się.
Zdjął koszulkę gwałtownym ruchem, odsłaniając ostrą rzeźbę mięśni brzucha. Potem na ziemię opadły szorty, pozostawiając go w ciemnych kąpielówkach, które opinały się nisko na jego biodrach, eksponując linię V, prowadzącą do dolnej części tułowia.
Próbowałam nie patrzeć. Naprawdę, próbowałam. Ale nie mogłam się powstrzymać. Mój wzrok zatrzymał się na nim nieco za długo, chłonąc każdy ruch, każde drgnięcie mięśni, gdy wchodził do wody.
Przełknęłam ciężko ślinę, zmuszając się do odwrócenia wzroku.
Weź się w garść, Seraphino.
We trójkę pływaliśmy bez celu przez jakiś czas, a ja pilnowałam, by trzymać się z dala od Declana.
Ale jego oczy wciąż błądziły w moją stronę; każde spojrzenie parzyło, sprawiając, że nie mogłam normalnie oddychać.
Wtedy z pomostu rozległ się dzwonek telefonu Alistaira. Przeklął pod nosem, brodząc z powrotem, by go odebrać. — To pewnie mama i tata. Nie utopcie się beze mnie.
Gdy Alistair odszedł, zostałam z nim sama.
Pływałam dalej, skupiając się na równym tempie ruchów, odmawiając zauważenia tego, jak zmieniła się atmosfera.
Spróbowałam wykonać technikę pływacką, którą kiedyś widziałam w internecie, i to okazało się moim największym błędem.
Gdy zanurkowałam głębiej, wtedy to poczułam – nagłe poluzowanie na ramieniu.
Moje ramiączko od bikini.
Potem góra mojego bikini zsunęła się luźno i odpłynęła niczym maleńka flaga upokorzenia, niesiona przez wodę prosto w stronę Declana.
Oddech uwiązł mi w gardle, a policzki oblały się szkarłatem, gdy ogarnęła mnie panika. Natychmiast odwróciłam się plecami, krzyżując ramiona na klatce piersiowej.
Co to za cholerna sytuacja?!!
Dlaczego teraz?!
Zamarłam, czując, jak przedziera się w moją stronę przez fale.
— Nie zbliżaj się! — syknęłam, ale niewiele mogłam zrobić.
— Mogę pomóc.
— Nie!
Mimo moich rozpaczliwych błagań, Declan wciąż płynął w moją stronę, a mój stanik zwisał między jego palcami.
W tamtym momencie w głowie miałam pustkę, więc po prostu zanurzyłam się głębiej, a woda dusiła mnie w płucach, gdy próbowałam się przed nim ukryć.
Zimna woda w żaden sposób nie ugasiła gorąca pełznącego po moim ciele. Kopałam mocniej, głębiej, rozpaczliwie próbując uciec i przed nim, i przed samą sobą. Ale wtedy przez moją łydkę przebił ostry ból.
— Agh. — Szarpnęłam się w wodzie, a z moich ust wyleciały bąbelki powietrza. Moja noga zesztywniała, odmawiając posłuszeństwa. Płuca mnie paliły, gdy zaczęłam tonąć, a powierzchnia oddalała się poza mój zasięg.
Słabo wyciągnęłam rękę i wtedy silna dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku. Z niekłamaną siłą zostałam pociągnięta w górę, przebijając się przez taflę wody z gwałtownym pluskiem.
Łapczywie chwytałam powietrze, wykasłując wodę, która dostała się do moich płuc. Przylgnęłam do niego bez namysłu. I wtedy zdałam sobie sprawę..
Moja naga klatka piersiowa była przyciśnięta do jego. Skóra do skóry.
Każdy nerw we mnie zesztywniał. I czułam, że on również zamarł.
Jego serce waliło o moje, szybciej, mocniej, dopasowując się do mojego. Próbowałam się wykręcić, ale to sprawiło tylko, że przycisnęłam się do niego mocniej.
— Nie ruszaj się... — sapnął Declan, a jego głos był chrypliwy i napięty.
Wtedy to poczułam, poczułam jego, twardego, napierającego na mój brzuch pod wodą.
Och, Boże.
— P-puść mnie... — Miałam ochotę się uderzyć za to jąkanie, ale kompletnie się rozpadałam.
Jęk przetoczył się przez jego klatkę piersiową, jego szczęka była napięta, a oczy ciemne, jakby walczył z czymś dzikim wewnątrz siebie. A jednak jego uścisk nie zelżał.
Powietrze między nami wydawało się gorętsze niż ogień, gęstsze niż woda, w której się unosiliśmy.
Powinnam była krzyczeć, uderzać, kopać i go odepchnąć. Ale jedyne, co mogłam zrobić, to drżeć, uwięziona przy nim, w jego bliskości, jego cieple.
— Seraphino... — zniżył głos niebezpiecznie, jakby to było ostrzeżenie i wyznanie zarazem. — Doprowadzasz mnie do szaleństwa...
















