Perspektywa Seraphiny
— Dostałam się na studia, a ty kupujesz mi makaron z truflami — marudziłam, wgryzając się w jedzenie.
— Obiecałem ci jutro imprezę, prawda?
a ty sama upierałaś się, że chcesz tu dziś zjeść — powiedział Alistair, a ja go zignorowałam, skupiając się na jedzeniu.
Declan siedział naprzeciwko nas, opierając łokcie o stół, jadł powoli i uśmiechał się, obserwując naszą sprzeczkę.
Jego przydługie, brązowe włosy opadały mu lekko na oczy, a ja nienawidziłam tego, jak za każdym razem, gdy podnosił wzrok, mój żołądek wywracał się do góry nogami.
Popisowe danie w Wellington's Reserve było tradycją; odkąd pamiętam, jadłam tu każdego lata, i jak zawsze, jedzenie wciąż powalało na łopatki.
— Cieszę się, że tu jesteś — powiedział do niego Alistair, celując widelcem przez stół. — Ja już z nią nie wytrzymuję. Jej język staje się tym ostrzejszy, im jest starsza.
Przewróciłam oczami na mojego brata i wpakowałam sobie do ust kolejny kęs.
— Nie wiń mnie za to, że mówię prawdę — mruknęłam. — Przegrałeś zakład i kupujesz tylko jedzenie, jesteś taki tani, Alistairze.
Alistair założył się ze mną, że nie dostanę się do Yale; to był jego sposób na zachęcenie mnie do nauki.
Obiecał również, że jeśli jakimś cudem mi się uda, kupi mi coś, co kocham, a jego wielkim pomysłem okazało się zafundowanie mi jedzenia.
Declan zaśmiał się cicho, a jego oczy spoczęły na mnie. Szybko spuściłam wzrok, przełykając ciężko ślinę. Stało się to zbyt oczywiste, że w jego towarzystwie nie potrafię myśleć racjonalnie.
Nie mogłam już ufać swoim myślom ani swojemu ciału, nie, gdy był w pobliżu. Jedyne, o czym mogłam myśleć, to tamten pocałunek na plaży, sposób, w jaki jego ciało napierało na moje, odcisk jego twardości na moim brzuchu, gorąc, który odebrał mi oddech.
Nie powinnam była o tym myśleć tutaj, w Wellington's, w połowie kolacji z bratem. Ale wspomnienie nie chciało zniknąć.
— Declan!
Dźwięk jej głosu sprawił, że zesztywniałam.
Wszyscy obróciliśmy się naraz, by zobaczyć Genevieve. Królowa ula we własnej osobie zawitała na lato do Sag Harbor.
Szła w naszym kierunku, jakby restauracja była jej wybiegiem; jej lśniące włosy falowały, a usta pomalowane były na idealny róż. Spojrzała najpierw na Declana, potem na Alistaira, prześlizgując się po mnie wzrokiem, jakbym była niewidzialna.
— Jesteś w mieście? — uśmiechnęła się szeroko. — Mogę tu usiąść?
Mój widelec znieruchomiał w połowie drogi do ust. Usiąść tu? Przy naszym stole?
To była nasza letnia tradycja. Ja, Declan i Alistair.
— Jasne, pewnie — powiedział Declan, a ona z zadowoleniem wślizgnęła się na kanapę tuż obok niego.
— Cześć, Alistairze — powiedziała swobodnie. Jej wzrok przesunął się na mnie.
— I… czy to Seraphina? Zasmarkana Seraphina?
Moja twarz zapłonęła.
Skinęłam sztywno głową, odwracając wzrok.
— Wyglądasz… — Przechyliła głowę, przyglądając mi się powoli.
— Jak człowiek.
Jak człowiek? Czy wcześniej wyglądałam jak zwierzę?
Odwróciła się całym ciałem w stronę Declana.
— Nie mówiłeś mi, że wracasz — powiedziała do niego, ocierając dłonią o jego ramię.
Zacisnęłam palce na widelcu tak mocno, że aż zakaszlałam. Alistair podał mi szklankę wody, a ja wypiłam ją duszkiem.
Między Genevieve a Declanem zawsze coś iskrzyło.
Każdego lata flirtowali, sypiali ze sobą, a potem przestawali rozmawiać, tylko po to, by kolejnego lata wrócić do tego samego, jakby nic się nie stało.
Rozstali się tamtego lata, pięć lat temu, a przynajmniej tak mi się wydawało.
Ale sposób, w jaki się w niego wpatrywała, i to, jak on się do niej uśmiechał, kazały mi się zastanawiać, czy naprawdę ze sobą skończyli.
Miała do niego prawo, a ja tego nienawidziłam.
Jej oczy spoczęły na kartce, którą Alistair wcześniej niedbale rzucił na stół.
Była to lista rzeczy, które musiał kupić na imprezę.
Podniosła ją dwoma wypielęgnowanymi palcami. — Co to jest? — zapytała.
— Organizujemy jutro imprezę. Seraphina dostała się na studia — powiedział Alistair.
Oczy Genevieve przeskoczyły na mnie, a potem z powrotem na niego. — Impreza? Brzmi fajnie.
— Powinnaś wpaść — rzucił swobodnie Alistair.
— Tak — dodał Declan, a jego oczy wbiły się we mnie. — Powinnaś zajrzeć.
Oczywiście, że ją zaprosił.
Uśmiech Genevieve się poszerzył. — Oczywiście, że tam będę.
Mój widelec wyślizgnął się z moich palców i z brzękiem spadł na podłogę.
— Przyniosę ci nowy widelec — powiedział Declan, już wstając.
Szybko pokręciłam głową. — Nie rób sobie kłopotu. Nie jestem już głodna.
Zignorował mnie i ruszył w stronę baru, zostawiając mnie z Alistairem i Genevieve.
— Och… Gratulacje, dziewczyno — powiedziała w końcu Genevieve, obdarzając mnie jednym spojrzeniem.
— Z tymi studiami. — Powiedziała, jakby to nic nie znaczyło.
Kto dał Declanowi pozwolenie na zapraszanie jej na moją imprezę?
Kopnęłam Alistaira w piszczel pod stołem, a on się skrzywił. — Ała! Za co to było?
— Za bycie bezużytecznym — warknęłam.
— Co z tobą dzisiaj nie tak, Seraphino? — zapytał Alistair.
— Nic — mruknęłam.
Genevieve oparła brodę na dłoni, a jej oczy błyszczały. — Więc, Seraphino, wciąż chodzisz krok w krok za Declanem? Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
Wpatrywałam się w stół z zaciśniętą szczęką.
— Tak samo jak ty chodzisz za każdym facetem z pulsem — mruknęłam.
— Mhm — zanuciła niezainteresowana Genevieve. Jej wzrok śledził Declana w poprzek pokoju niczym wzrok jastrzębia.
Miałam ochotę wylać jej drinka w twarz.
Chwilę później Declan wrócił z nowym kompletem sztućców, przysuwając je w moją stronę. Jego dłoń lekko otarła się o moją, a nawet ten drobny dotyk sprawił, że fala gorąca rozlała się po moim ramieniu.
— Dzięki — mruknęłam, unikając jego wzroku.
Odwrócił się z powrotem do Genevieve i znów obdarzył ją pełną uwagą.
Wbiłam widelec w kawałek kurczaka, wściekła. Śmiali się z czegoś, co powiedziała, a on pochylił się nieco bliżej.
— Declanie, odprowadzisz mnie?
Moja głowa gwałtownie się uniosła.
Zatrzepotała rzęsami w jego stronę. — Jestem pewna, że nie mają nic przeciwko. — Dodał, spoglądając w stronę moją i Alistaira.
Declan wstał. — Jasne.
Wpatrywałam się w niego.
Mój apetyt zniknął i odepchnęłam miskę od siebie.
— Skończyłaś? — zapytał Alistair, spoglądając na moje jedzenie.
— Tak — warknęłam.
Chwycił mój talerz i zaczął jeść.
Wierciłam się niespokojnie, odliczając minuty, podczas których go nie było. Alistair był zbyt pochłonięty moim talerzem, by zauważyć mój niepokój.
Nie mogłam usiedzieć w miejscu, a mój wzrok wciąż wędrował w stronę drzwi. Co oni tam robili? Rozmawiali? Śmiali się? Albo, co gorsza, całowali?
W końcu wstałam.
— Dokąd idziesz? — zapytał Alistair.
— Do łazienki — skłamałam.
Wyszłam na zewnątrz, a chłodne nocne powietrze uderzyło mnie w twarz.
W końcu ich zobaczyłam;
Declan stał przed Genevieve, która opierała się plecami o swój samochód.
Opierała się na nim, uśmiechając się do niego w górę z dłonią na jego klatce piersiowej.
A on się nie odsuwał.
Moje serce zamarło.
Odchyliła głowę do tyłu.
Nie powstrzymał jej, choć ich twarze dzieliły centymetry.
Sapnęłam cicho,
Czy zamierzał ją pocałować?
Moja klatka piersiowa zacisnęła się tak mocno, że nie mogłam oddychać. Nie mogłam na to dłużej patrzeć; odwróciłam się natychmiast, wracając do środka.
















